W promieniach słońca
W promieniach słońca

W promieniach słońca

Eyelow, 2017

Dziś wszystko się zmieni. Dziś będzie inaczej.

To dziwne, że przyszły jej do głowy te słowa – Pomyślała Aurora wychodząc z akademika pierwszego dnia studiów na zajęcia. Może czuła się po prostu podekscytowana tym, że zaczyna nowy rozdział w swoim życiu? W końcu to studia a nie liceum. Będzie inaczej. W dodatku to studia aktorskie. Nie będzie łatwo poradzić sobie ze wszystkimi zajęciami, które ma w planie. Przedmiotów jest dużo, a wykładowcy na pewno będą wymagający. Trochę się przestraszyła na tę myśl. Była w końcu zwykłą, nieśmiałą dziewczyną czującą niemały dyskomfort przed wystąpieniami publicznymi. Pocieszająca była świadomość, że znała już większość osób na swoim roku, ale mimo wszystko idąc teraz przez olbrzymi kampus poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. W co ona się najlepszego pakuje?

— Wszystko w porządku? — zapytała ją Jaśmina, która szła przy niej i wyczuła niepokój Aurory. Była z nimi również Hania, która podjadała sobie w czasie drogi beztrosko ciasteczka.

— Tak, ok… — Uśmiechnęła się Aurora do przyjaciółki. — Trochę się chyba jednak stresuję.

— No co ty! — zawołała zaskoczona. — Ty? Auri! Jesteś najładniejszą i najfajniejszą dziewczyną na świecie! Masz gust i styl! I świetnie nogi! Piękne oczy! — zaczęła wyliczać jej zalety na cały głos.

Przechodzące niedaleko inne dziewczyny aż zwróciły na nią uwagę i zaśmiały się. Aurorze zrobiło się trochę głupio.

— Yhym, dzięki, Jas…  przerwała jej wdzięczna oczywiście za jej dobre chęci, ale trochę zażenowana.

Ta zerkała na nią mrugając szybko grubo pomalowanymi rzęsami. Wyraźnie nie rozumiała problemu.

— Gzie tera mamy isc? — zapytała nagle Hania, swoim słodkim głosem nie rozumiejąc z kolei dlaczego się zatrzymały.

— Em… — Aurora rozejrzała się gdzie się znajdują. Miały trafić do Audytorium Maximum. Okrągłego przeszklonego budynku we wschodniej części kampusu. — To chyba tam Haniu — powiedziała wskazując drogę ręką. — Chodźmy.

— Tak! To ten nowoczesny budynek! Jacie! — zawołała podekscytowana Jaśmina widząc wielki gmach przed sobą. — Ale super! — pisnęła zachwycona wybiegając przed szereg.

Tak. Budynek był wspaniały. Wielki, a wręcz monumentalny. Aurorze mówił jednak tylko jedno. Wszystko się zmieni. Wszystko będzie inaczej…

— Nie maltw się… — Usłyszała nagle trochę zachrupiały głos Hani przy sobie. — Ja też się trochę boję.

Rozczulona Aurora uśmiechnęła się do niej: — Nie bój się — powiedziała obejmując ją wspierająco za ramię, co nie było łatwe przy rozmiarach przyjaciółki. — Myślę, że będzie inaczej, ale i tak dobrze — dodała i pogłaskała ją po plecach.

Hania odwzajemniła jej uśmiech: — Nio, ale i tak zostawię sobie tlochę ciastek na później — rzekła chowając resztki słodyczy do swojego żółtego plecaczka.

— Okej. — Kiwnęła głową po czym biorąc Hanię za rękę ruszyła z nią za Jaśminą, która była już przy budynku i machała do nich z szerokim uśmiechniętymi ustami.

— Auri! Widziałam mnóstwo przystojniaków jak tu wchodzili! Mówię ci! — zawołała podekscytowana całą sobą, gdy tylko do niej podeszły.

— Wspaniale… — odparła życzliwie. — To co? Wchodzimy? — zapytała biorąc głęboki wdech i zerkając na swoje przyjaciółki. — Razem, jak wtedy do przedszkola? Tak?

— No dobzie!! — zgodziła się odważnie Hania. —Jak wtedy do pzedskola!

— Tak jest! Pokażmy im! — zawołała dziarsko Jaśmina poprawiając sobie dziwnym gestem biust i jako pierwsza weszła do środka. Za nią poszła Hania. Aurora jako ostatnia z nich przekroczyła po raz pierwszy próg wejściowy swojej uczelni na najbliższe lata.

Gdy to zrobiła, a jej oczom ukazał się wielki jasny hol, przestronna szatnia z lewej strony, mnóstwo wejść, długich korytarzy i ogromne marmurowe schody na środku, a także poruszający się w różnych kierunkach studenci, poczuła się nagle jak w jakimś filmie, w którym miała zagrać główną rolę. Nie była pewna czy jest na to gotowa. Wręcz czuła, że nie jest. Ale nie wiedzieć czemu jej serce biło szybciej, wyrywając się jak szalone ku tej nowej rzeczywistości.

💛 💛 💛

VOTE FOR ME!

Taki napis miały wszystkie przygotowane przez Samirę naklejki, które przyklejała każdej nowo poznanej osobie po przedstawieniu się.

— Samira, hej, głosuj na mnie! — Szybki uścisk dłoni, krótkie acz przeszywające spojrzenie i jak to się mówi: thank you, next.

— Damian… Miło mi… Ależ oczywiście, że na ciebie zagłosuję, bierzesz udział w konkursie piękności, tak? — zatrzymał ją łapiąc za rękę przystojny i dobrze zbudowany kolega z roku.

Samira z obruszeniem wyrwała mu rękę: — Startuję na starostę roku! — oznajmiła z wyższością, ukrywając skrzętnie, że jego słowa ją mimo wszystko miło połechtały. — Chcę poprowadzić nasz rok ku wyżyną kunsztu aktorskiego i towarzyskiego! Mam już wszystko zaplanowane, będę wdzięczna za twój głos, Damianie — dodała odwracając się od niego i zmierzając ku kolejnej osobie.

Samira była drobną, wręcz filigranową dziewczyną o jasnej karnacji, pełnych czerwonych ustach czerwonych, brązowych oczach przeszywających na wskroś, a włosach czarnych niczym heban. W małej piersi biło jednak wielkie serce organizacji. Urzekający dla Damiana był jednak jej sposób poruszania się. Chodziła stanowczo, ale z gracją na małych stópkach przeskakując od jednej osoby do drugiej.

— Już się panoszy… Widzę, że ty też dostałeś… Cześć, William… — Przedstawił się Damianowi wysoki szatyn skinieniem głowy wskazując na naklejkę od Samiry na jego koszuli w kratę. — Myśli, że tak wygra… Phi… Mogła by się zabrać za coś bardziej odpowiedniego dla siebie… Najpierw robi wokół siebie tyle zamieszania, a potem co? Potem nic nie robi ot co! — zawołał z oburzeniem w głosie.

— Coś mi się wydaje, że coś do niej masz, podoba ci się — Damian zerkną na niego podejrzliwie.

— Mi? Skądże znowu! — obruszył się jeszcze bardziej, ale nie zdołał ukryć pojawiających się rumieńcy na twarzy. — Co za totalne nieporozumienie! To nie tak! Ja nic do niej nie mam! Mam gdzieś, absolutnie, nic mnie nie obchodzi, tylko chodzi i się rządzi.

Ale Damian pomimo zapierania się Williama na śmierć i życie i tak wiedział już swoje: — Dobra, no to słuchaj! — zawołał i szarpnął go gwałtownie za koszulę. — Trzymaj się od niej z daleka, rozumiesz? Niech ci nawet do głowy nie przyjdzie skrzywdzić dziewczynki, bo znajdę cię i zabiję!

William zamarł z otwartymi ustami nie mogąc wydusić z siebie słowa. Damian wyglądał mu teraz na bandziora klasy ciężkiej i nie rozumiał, dlaczego nie zauważył tego wcześniej zanim w ogóle do niego podszedł. Teraz był już w kompletnych opałach. Szarpnięty jeszcze kilka razy dosadnie usłyszał, co kolega z roku zamierzał zrobić z całą jego rodziną jeśli choć pomyśli o tym, żeby zbliżyć się do Samiry.

— To moja Pani, rozumiesz?! I będę ją chronić przed takimi lamusami jak ty! Jasne?!

Przerażony William skinął głową i w końcu Damian go puścił odpychając od siebie. Na swoje nieszczęście chłopak wtedy wpadł prosto na Ellę. Dziewczynę, którą znał z liceum i która nigdy nie przepuściła okazji, żeby mu podokuczać.

— Siema! Stary, ty tutaj!? Przyjęli cię?! Ile dałeś im w łapę, co? Przyznaj się! — zawołała poklepując go, aż się zakrztusił i wybuchnęła od razu gromkim śmiechem.

— Ekch, ekch… — odkaszlnął — Witaj Ellu, nie wiem o czym mówisz… To przecież oczywiste, że mnie przyjęli. W końcu skończyłem odpowiednie liceum, ale coś mi się wydaje, że sytuacja musi tu być jednak dość nieciekawa skoro przyjmują tu też TAKICH TYPÓW — odparł kiwając głową w stronę wytatuowanego Damiana, który był już przy Samirze zagadując ją.

— Znaczy ciebie, tak? Masz coś z głową tak, że tak kiwasz? Dawaj kasiorę idziemy dziś na balangę, ochrzcić kampus, żeby było miło, nie? — zawołała i wprawionym ruchem wyciągnęła mu z kieszeni portfel jakby robiła to tysiąc razy.

— Chwileczkę! Tak nie można! — zaprotestował William, choć na darmo, bo licealna koleżanka nie przejmując się jego protestom, schowała stówę z jego portfela do kieszeni swoich białych dżinsów.

— Wezmę to na twoją zaliczkę za wejście do klubu, jasne? — powiedziała rzucając mu go z powrotem. — Masz przyjść, rozumiesz? Bo inaczej będziesz stratny!

— No nie wiem, zobaczę, dziś pierwszy dzień, dużo zajęć… — zaczął mamrotać gładząc czule swój portfel z udręczoną miną.

Ella na to wybuchła ponownie śmiechem jakby William opowiedział jej właśnie jakiś dobry żart i poszła sobie.

Stojący niedaleko chłopak przyglądał się tej scenie i z lekką obawą zwrócił się do kolegi obok:

— To Ella? Twoja kuzynka? Strasznie jej wesoło, podejdziemy się przywitać? Czy wolisz udawać, że się nie znacie? Co? Może tak nawet byłoby lepiej… No, sam nie wiem… A ty? Wiktor? Jak myślisz? Wiktor? Hej, Wiktor? Słuchasz mnie? Co z tobą?

— Co? Mówiłeś coś? Błażej… Poczekaj, zaraz wrócę…

Nogi samego go poniosły. Zielone oczy przykuły jedno. Blask złotych włosów skąpanych w jesiennym słońcu przebijającym się promieniami ciepła przez szybę. Idealny obraz subtelnego piękna. Idealna.

— Aurora, hej, ale dla przyjaciół Auri… Tak, cześć… — Witała się z kolejnymi nowymi osobami podając im nieśmiało ręce. Poznała właśnie pod salą wykładową Dawida i Crystal uśmiechając się do nich przyjaźnie.

— Ojej, ale ty jesteś śliczna… — Zachwyciła się jej urodą właśnie Crystal bez skrępowania dotykając jej włosów.

Aurora, choć wciąż się do niej uśmiechała poczuła się nieco onieśmielona jej śmiałością i odruchowo cofnęła się czując, że na kogoś wpadła więc równie szybko się odwróciła.

— Przeprasz…. am… — wydusiła z siebie zacinając się.

Stał przed nią chłopak o, co od razu rzuciło jej się w oczy, niesamowitej urodzie. Miał ciemne, właściwie prawie czarne i lekko rozczochrane włosy, zielone, wyraźne, duże oczy o niezwykle pięknych rysach. Był przystojny, szczupły, ale dość dobrze zbudowany, modnie ubrany z aparatem zawieszonym trochę w retro stylu na szyi. I stał przed nią z czarującym uśmiechem. Od razu poczuła, że przepadła w jego błyszczącym spojrzeniu.

— Cześć. Jestem Wiktor — przywitał się z nią wyciągając rękę. — Jesteście z pierwszego roku aktorstwa, tak? — zapytał.

Uścisnęła jego dłoń czując jak przechodzi przez nią niezwykle przyjemny ciepły prąd na całym ciele od jego dotyku: — Em, tak… Cześć, jestem Aurora, ale dla przyjaciół Auri…

— W takim razie, cześć Auri… — powiedział bez krępacji. Miał ciepły, miły dla ucha głos, w którym od razu się zakochała.

— Hej… — wyrwało jej się nie wiedząc zupełnie co ma powiedzieć. Poznała już kilku nowych chłopaków, ale żaden jeszcze nie wywołał w jej sercu takiego poruszenia jak właśnie ten.

Wiktor przedstawił się również Dawidowi i Crystal, po czym ponownie przeniósł spojrzenie na Aurorę. Ona odniosła wrażenie jakby chciał coś jeszcze do niej powiedzieć, ale w tym akurat momencie podszedł do nich kolejny chłopak.

— O, hej Błażej… To jest Błażej, mój kolega — przedstawił od razu swojego przyjaciela Wiktor.

Błażej dość nieśmiało, ale z sympatią podał wszystkim rękę witając się. Gdy to zrobił spojrzał wymownie na Wiktora jakby go rozszyfrowując. Aurora zauważyła tę ich wymianę spojrzeń i nagle przyszło jej do głowy, że może Wiktor specjalnie do niej podszedł, żeby ją poznać? Nie wiedzieć czemu ta myśl bardzo jej się spodobała.

— My z Dawidem też się już wcześniej znaliśmy, jesteśmy przyjaciółmi właściwie od pieluchy, co nie? — powiedziała Crystal i wzięła pod rękę Dawida.

— Em, tak… Właściwie to tak… — przytaknął dość nieśmiało blondyn. — Znamy się od małego.

— Jesteście parą? — zapytał Błażej.

— Nie, ja wolę dziewczyny! — odparła bez wahania Crystal puszczając rękę Dawida i wyginając się nagle w dziwnej pozie, którą chyba chciała pokazać wyższość swojej płci.

Dawid z kolei wyglądał jednak na nieco skrępowanego. — Nie, tak… no jesteśmy tylko przyjaciółmi.

Aurorze wydał się być urzekający, zresztą tak samo jak i Błażej. Obaj wyglądali na bardzo sympatycznych. Ale mimo wszystko najbardziej przykuł jej uwagę Wiktor i to na niego spojrzała, kiedy nagle doskoczyła do niej Jaśmina wtrącając się między nich ze swoimi gęstymi, czarnymi włosami.

— Hej Auri! Znalazłam już Aleksa, ale powiedział, że musi iść się… To znaczy do toalety… — poprawiła się na pełnym wdechu zauważając nagle nowe osoby. W tym całkiem przystojnych chłopaków, a jednego z nich szczególnie obdarzyła piskiem zachwytu. — Ojej! Cześć, Jaśmina jestem! — przywitała się z ekscytacją oczywiście najpierw z Wiktorem, który może Aurorze się to tylko wydawało, ale wyglądał na nieco rozczarowanego. Czyżby chciał znowu coś powiedzieć, ale tym razem przeszkodziła mu w tym Jaśmina, która szybko przywitała się również z pozostałymi i zaczęła znowu nadawać jak nakręcona katarynka nie dając nikomu dojść do słowa. — Widziałam też Monę i Asię, przyszły całkiem nieźle ubrane, moja szkoła, rozumie się, ale przesadziły z brokatem na powiekach, wiesz, pomyliło im się chyba, że to uczelnia, a nie nocny klub, a widziałaś Samirę? Wszystkim rozdaje naklejki, żeby na nią głosować, wiesz, mi też chciała przykleić, ale przecież zepsułaby mi tym look, więc pozwoliłam jej przykleić sobie na rękę i zaraz odkleiłam… Nie? Co to w ogóle za pomysł? Przecież komuś może to nie pasować, nie? Mam nadzieję, że zaraz przyjdzie Aleks, mój chłopak, wiecie?— rzuciła mimochodem w stronę pozostałych i zachichotała zakrywając gestem ręki usta. — A ty widziałaś Pawła? Wiecie, to jej eks! — rzuciła ponownie rozglądając się po wszystkich porozumiewawczo, choć raczej nikt nie nadążał za jej tempem. — Ale bardzo przystojny, fajny i uduchowiony, więc uważajcie chłopaki, nie będzie łatwo…

Aurora poczuła, że zaczyna się właśnie ten etap u przyjaciółki, który warto jak najszybciej przerwać w towarzystwie.

— Nie, Jas… Nie widziałam się jeszcze z Pawłem, ale tam chyba jest Aleks, śmieją się z czegoś razem z Ellą, nie wiem…

— Co? — czarne włosy Jaśminy obróciły się z szybkością światła i dziewczyna pomknęła w stronę, którą jej pokazała.

Aurora odetchnęła, choć nadal czuła się trochę zawstydzona i szybko zaczęła żałować, że jednak pozbyła się przyjaciółki.

— Jeju, ale ona nakręcona, tak ma zawsze czy tylko ty ją tak podniecasz? — zapytała Crystal.

— Em… — Aurora za to kompletnie nie wiedziała, co odpowiedzieć na zaczepkę. Poczuła się strasznie zdekoncentrowana, ale na szczęście przyszedł jej z pomocą Dawid, który szybko przyhamował zapędy Crystal odciągając ją od niej.

— Chodź Crystal, my już może pójdziemy… Cześć, miło było poznać, do zobaczenia na zajęciach — powiedział i odszedł razem z koleżanką, która nie omieszkała jednak jeszcze rzucić w stronę Auri cichego buziaka.

— Ojej — wymknęło się Aurorze, kiedy została już tylko ona, Błażej i Wiktor. — Ja… Nie chciałam…

— W porządku, po prostu wpadłaś jej w oko — odezwał się Błażej. — I chyba nie tylko jej — dodał zniżając nieco głos i zerkając na Wiktora.

Aurora poczuła jak serce nagle zaczyna bić jej szybciej. Nieśmiałe spojrzenia jej i Wiktora spotkały się, gdy nagle po korytarzu rozległ się doniosły i podekscytowany głos Samiry: — Uwaga, pierwszy rok aktorstwa! Wykładowca już idzie!!!

Ponieważ ani Wiktor ani Aurora się po tym nie odezwali zrobił to ponownie Błażej: — Chyba musimy iść, to ten profesor — powiedział wskazując na przygarbionego starszego pana, który wolnym krokiem zbliżał się do sali 202, żeby ją otworzyć. — To nasza sala, idziemy?

— Tak, chodźmy… — odparł Wiktor, mając cały czas skupiony wzrok na dziewczynie. — Idziesz?

— Tak, tak… Poszukam tylko Jaśminy — powiedziała i zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu przyjaciółki. — O, jest tam…

Stała przy oknie z Aleksem wyraźnie mu coś nagadując.

— Pójdę po nią, bo może nie zauważyła, że wchodzimy.

— Okej… To… To porozmawiamy jeszcze później? — zwołał Wiktor, kiedy już się odchodziła.

— Tak, na pewno będzie jeszcze okazja — odparła i nie mogąc się powstrzymać obdarzyła go uśmiechem. Nie był to jednak taki zwykły. Był to uśmiech trochę na zachętę dla niego, ale też i dla odwagi dla niej.

Profesor Zdzisław Niem miał już swoje lata, dlatego przyłożenie karty do czytnika obok drzwi wejściowych do sali, mogło stanowić dla niego problem.

— Może mogłabym pomóc panie profesorze? — zaoferowała swoje wsparcie od razu Samira, która nie mogła się doczekać, kiedy drzwi zostaną otwarte. Choć profesor co raz przykładał kartę do czytnika ta jednak nie działała.

— Ja sobie z tym poradzę — odpowiedział jej niemrawym głosem.

— Tak, dobrze. Samira tak w ogóle… Samira Białkowska… Starosta roku, dzień dobry — przywitała się chcąc podać profesorowi rękę. On jednak nie zareagował dalej walcząc z czytnikiem.

Pik, pik, pik, pik…. I nic….

— Może jednak pomogę…

— Ja sobie poradzę, studenci poczekają — odparł przeciągle jakby mu się w ogóle nie spieszyło.

— Tak, dobrze! CZEKAMY!!!!!  zawołała na cały głos za siebie do reszty. — Pan profesor zaraz sobie poradzi! — dodała z oczekiwaniem i nadzieją w oczach utkwionych w wykładowcy. — Dasz radę, no dawaj… — zaczęła mruczeć sama do siebie trzymając zaciśnięte kciuki za starania profesora.

W końcu po minucie z hakiem profesorowi udało się odpowiednio przyłożyć kartę, żeby otworzyć drzwi.

Jak tylko drzwi puściły blokadę Samira wybuchła ożywionym aplauzem: — JESSST! TAK! Brawo! Udało się! — i piorunem wpadła do sali zajmując od razu miejsce w pierwszym rzędzie wyglądając jakby czekała na to całe życie. Zaraz obok niej przysiadł się Damian, którego zmierzyła wyniosłym acz życzliwym spojrzeniem. Dwa siedzenia dalej usiadł William. Nieco się przed tym wahał, ale w końcu zależało mu, żeby zająć jak najlepsze miejsce, więc przekonał siebie, że nie ma wyboru. Odgrodził się jednak od Samiry i Damiana swoim płaszczem i torbą od laptopa. Widok Williama wywołał u dziewczyny jednak zdumienie.

— Ty? — zapytała przykładając rękę do serca.

— A JA! — oznajmił Wiliiam dumnie unosząc podbródek.

— PHI!

— PHI!

Rzucili sobie półsłówkami i na tym się skończyło. Damian z kolei chcąc pokazać Wiliamowi kto tu rządzi wyciągnął rękę i położył ją na oparciu siedzenia Samiry. Ta jednak od razu poczuła, że coś jej nie wygodnie i kazała mu ją szybko zabrać. On cofnął rękę, ale uśmiechnął się do niej uwodzicielsko. Przynajmniej tak sądził.

— Nie wiem, wiesz, może jednak pozostańmy na stopie przyjacielsko – organizacyjnej, ja mówię, ty robisz, okej? — zaproponowała mu Samira nie widząc zbytnio przyszłości dla jego czułości.

— Ależ oczywiście, Pani — zgodził się bez wahania Damian, któremu było wszystko jedno, co ma robić z tą czarującą istotką, byle tylko być przy niej.

— Dobrze, Damianie więc teraz skupmy się na zajęciach — stwierdziła zdecydowanie wyjmując swój czerwony Macbook i położyła go na ławce.

— Cześć Samiro, hej William…

Serce podeszło jej do gardła na dźwięk tego głosu. Uniosła wzrok i zobaczyła przechodzącego przed nią Pawła.

— Hej… — odparła wodząc za nim rozmarzonym wzrokiem kiedy poszedł dalej i usiadł w drugim rzędzie. — Ach…

— Kto to? — zapytał Damian.

Samira oprzytomniała i spojrzała na niego trzeźwo.

— To Paweł, Damianie… Cudowny chłopak… Wspaniały, rozumiesz? Jest z nami na roku! Ach, jak się cieszę, że jednak się na to zdecydował! To będzie nasz rok!

— Rozumiem — mruknął Damian bacznie przyglądając się przez chwilę swojej sympatii, a następnie zerkając za siebie na Pawła myśląc, czy stanowi dla niego jakieś zagrożenie. Chłopak obdarzył go życzliwym uśmiechem więc na razie przyjął, że nie stanowi większego problemu. Na koniec jednak rzucił mu się w oczy William, którego przyłapał na gapieniu się na Samirę.

Wysoki szatyn szybko wtedy odwrócił wzrok jednak wytatuowany chłopak nie omieszkał zapamiętać sobie tego wybryku.

💛 💛 💛

— Jak ty to robisz? — zapytał Błażej, gdy weszli już razem z Wiktorem do sali i zajęli miejsca z prawej strony w czwartym rzędzie.

— Nie rozumiem? Jak co robię? — zapytał Wiktor.

— Żartujesz? Zamieniłeś z nią praktycznie dwa słowa, a już wiesz, że nie ma chłopaka.

Wiktor uśmiechnął się z właściwym tylko dla siebie urokiem.

— Nie wiem tego Błażej — zaoponował, choć bez przekonania.

Błażej rozłożył swoje rzeczy na podpórce przy siedzeniu.

— Wiesz — powiedział zdecydowanie.

Spojrzeli sobie w oczy. Wiktor wiedział, że Błażej już wie. Zbyt dobrze się znali.

— Okej, jesteś zły? Zazdrosny? — zapytał pochylając się do niego i ściszając nieco głos. — Nie wiem jeszcze jaka jest, ale chciałbym ją poznać, co myślisz?

Na co Błażej lekko się zarumienił i zaniemówił. Jak zwykle Wiktor był tym silniejszym. To on go onieśmielał. To on budził w nim emocje. Ale mimo wszystko lubił go takiego. To mu się właśnie w nim podobało.

— Cieszę się… Naprawdę, wydaje się być bardzo miła i w ogóle myślę, że fajnie, jeśli chcesz…

Wiktor odchylił się na oparcie miękkiego siedzenia wyciągając telefon z kieszeni. Obserwował osoby wchodzące do sali i kiedy zobaczył Auri ukradkiem zrobił jej zdjęcie.

Wiedział, że nie było ostatnie.

💛 💛 💛

— Ta, jasne, tylko nie mów, że cię nie ostrzegałem… (śmiech) To super, cieszę się stary, tylko nie przesadzaj z tym, no wiesz… (śmiech) Hym, ja?… W samochodzie, przyjechałem na zajęcia… Tak, zajęcia, jakbyś nie wiedział, to dziś się już zaczynają… Żartujesz, jak to po co? Dla hecy, nie? (śmiech)… Akademik? (Pik) Okej, byłem już, szału nie ma, ale jak dla ciebie to niezły luksus, będziesz miał swój pokój (śmiech) Tak, no wiem, jesteś przecież gość, dobra trzymaj się tam… Tak, może zadzwonię wieczorem, zobaczę… No wiesz, tu się też da imprezować… (Pik) No wiem, tak, nie mam tego, co ty, acha, jasne… Dobra, weź już… Kończę, bo ktoś się do mnie dobija, na razie…

Patryk, blondyn o błękitnych oczach, przerwał połączenie i spojrzał na ekran swojego telefonu przez przeciwsłoneczne okulary. Wystawił łokieć za otwartą szybę swojego samochodu, a drugą ręką przesuwał po wiadomościach, które dostał. Wszystkie były od jego byłej dziewczyny Sis.

„Hej, gdzie jesteś?”

„Dlaczego cię jeszcze nie ma?”

„Hej, zajęcia się już zaczęły, będziesz?”

— Bożę — westchną poirytowany i od razu je wszystkie skasował, nie odpowiadając na żadną.

Zgasił wyświetlacz czarnego Iphona i schował telefon do tylnej kieszeni spodni. Odetchnął i położył ręce na kierownicy. W sumie to wolałby chyba pojechać sobie gdzieś indziej – Pomyślał przez chwilę zastanawiając się nad jakimś fajnym miejscem. Spojrzał jednak na zegarek na swoim nadgarstku. Złoty, błyszczący, z dużą tarczą, wart prawie tyle samo, co samochód, w którym siedział. Była 7.45. Już po kwadransie studenckim. Hm… No i co z tego? To był właśnie ten czas… – Pomyślał i uśmiechnął się do siebie łobuzersko unosząc parę razy brwi.

Wysiadł pewnym krokiem z samochodu, emanując swoją nonszalancją. Blondyn w czarnych spodniach i białej podwiniętej do łokci koszuli z zarzuconą na ramię kurtką i w przeciwsłonecznych okularach. Zamknął machnięciem ręki drzwi auta, czarnego nowiutkiego Volkswagena, a odchodząc parę kroków dopiero kluczykami zablokował samochód nawet się nie odwracając. Skąpany w promieniach słońca ruszył w stronę Audytorium Maximum.

1 Komentarz
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
elfowa

🩷🩷🩷

error: Content is protected !!