Była włożona między klamkę a drzwi. Auri ostrożnie wyjęła ją zza tego więzienia uważając na każdy jej listek. Wśród popiskiwania i niezrozumiałej paplaniny Jaśminy przyłożyła ją sobie do twarzy przymykając oczy i tonąc na chwilę w jej woni. Subtelnej, niewinnej, kojącej,
— No wchodzimy czy nie?
Pytanie zniecierpliwionej Hani sprowadziło ją na ziemię.
— Poczekaj! Auri teraz przeżywa! — powiedziała podekscytowana Jaśmina.
— Nie, dlaczego? Wchodźmy… — odezwała się w końcu blondynka ustępując miejsca dziewczynom, aby to któraś z nich otworzyła drzwi do ich pokoju w akademiku.
Jaśmina zaraz to zrobiła i wszystkie trzy weszły do środka. Hania od razu rzuciła się na kanapę w salonie z wielkim jękiem zmęczenia. Nie minęły dwie sekundy, a zaczęła pochrapywać.
— Auri! Jak myślisz od kogo ta różyczka? Pewnie od niego! — zaczęła Jaśmina.
Auri odłożyła torbę nie przestając wpatrywać się w pudrowo różowe płatki różyczki, którą trzymała w dłoni i usiadła na taborecie w przedpokoju.
Jaśmina czym prędzej zrzuciła z siebie wierzchnie ciuchy i buty i przykucnęła przy niej
— Ładna! — pisnęła z zachwytem.
— Tak — przyznała przyjaciółce nie potrafiąc się nie uśmiechnąć.
— Ale fajnie! Zakochał się w tobie!
Auri drgnęła i nerwowo spojrzała na dziewczynę przed sobą: — Daj spokój… Niby kto? — prychnęła pogardliwie.
— No on! To na pewno od niego! Od Patryka! — zawołała Jaśmina tonem jakby to było oczywiste.
— Oj, przestań! — Auri żachnęła się od razu na jej domysły i wstała z miejsca. Podpierając się o ścianę zaczęła zdejmować buty.
Jaśmina podeszła do niej: — Jeśli nie od niego to od kogo?
Auri wzruszyła ramionami: — Nie wiem… Może od Pawła? Nie jest podpisane więc nie wiadomo… W ogóle może jest dla ciebie albo Hani…
— Akurat! — Jaśmina nie dała jej ani krzty wiary. — Już widzę Aleksa albo Bastiana…. Auri pomyśl… — zaczęła mówić idąc za nią do pokoju. — To Patryk dziś cały dzień za tobą chodził i to on zaczął cię dziś nazywać Różyczką i na pewno chciał się przypodobać zostawiając tu dla ciebie tego kwiatuszka! Jestem o tym święcie przekonana!
— A ja nie… — odparła siadając na łóżku.
Jaśmina usiadła przy niej.
— Podobasz mu się! Auri przecież było to dziś cały czas widać! No weź!
— Nie, to ty przestań… Słuchaj, wiem, że może go polubiłaś, nie zabraniam ci, ale jak dla mnie to zwykły podrywacz, a jak wiesz ja w takich nie gustuję — odparła jej hardo choć w dłoniach wciąż pieczołowicie obracała nieoczekiwany prezent.
Jaśmina cmoknęła zawzięcie ustami.
— Nie wierzę, żeby choć trochę ci się nie spodobał… Kogo jak kogo, ale mnie nie oszukasz, jestem twoją przyjaciółką czy nie?
— Jesteś, nie oszukuję cię…
— To przyznaj że blondyn ci się spodobał! — natarła na nią nagle jak z armaty.
Auri zamrugała szybko rzęsami czując się pod ostrzałem o wiele większych oczu Jaśminy, które wywierały na niej coraz większą presję.
— Nie mogę, proszę… Daj spokój, muszę iść się wykąpać, jestem padnięta, naprawdę…
Wstała próbując wymigać się od odpowiedzi, ale przyjaciółka złapała ją za rękę i zatrzymała.
— W porządku… — powiedziała i uśmiechnęła się do niej o wiele łagodniej. — Rozumiem, tylko pamiętaj, że możesz na mnie liczyć, jestem twoją przyjaciółką, nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić, wiesz o tym, prawda?
Auri westchnęła i wzruszona ją objęła.
— Tak, wiem… Dziękuję… — szeptała jej z wdzięcznością i miłością.
– 🩷 🩷 🩷 –
— Oddaj mi telefon, panienko…
Jego głos odbijał się echem w czarnym iphonie Patryka. Dziewczyna, która odebrała telefon nie potrafiła nic powiedzieć oprócz chichotu i jeszcze większego chichotu. Musiała minąć więc chwila zanim Patryk usłyszał go wyraźnie.
— Jestem właśnie w pozycji dolnej więc lepiej żeby to było ważne, stary…
Patryk z telefonem przytrzymywanym prawym ramieniem przy uchu uśmiechnął się. Ręce zajęte miał przygotowywaniem sobie posiłku w akademickiej kuchni swojego pokoju, który notabene miał dzielić właśnie ze swoim przyjacielem, Kamilem, do którego właśnie dzwonił.
— Robię sobie właśnie kolacyjkę i pomyślałem, że to będzie dobry moment, żeby do ciebie zadzwonić i zrelacjonować ci pierwszy dzień twoich studiów, młody.
— Rozumiem, że musiał być fantastyczny, skoro przed kolacją uznajesz go za skończonego i wartego relacji — odparł nieco drwiąco przyjaciel, a w tle znowu słychać było chichot dziewczyny.
— Mówiłem, że zadzwonię. — Głos Patryka zabrzmiał nieco bardziej poważnie. — Ale z tego, co słyszę, to chyba przeszkadzam… Zrób coś z… no tą… z nią…
— I jak zawsze profesjonalnie dotrzymujesz słowa, jestem pełen wdzięczności. — Kamil nie rezygnował za to ze swojego kpiarskiego tonu.
Patryk przerzucił trzymaną w ręku łyżką przygotowywany sos z patelni na ugotowany wcześniej makaron. Odłożył patelnie do zlewu i usiadł przy stole doprawiając sobie danie pieprzem i solą. Wziął pierwszy kęs i przez chwilę nic nie mówił.
— Serio coś wcinasz? — Usłyszał po chwili głos Kamila.
— A ty serio masz na sobie teraz krągłą mulatkę o niebywałych umiejętnościach językowych? Zrobiłeś z nią coś w końcu?
Tym razem to Kamil się uśmiechnął: — Żebyś wiedział i to nie raz… No, ale jak prosiłeś kazałem jej iść wyczyścić pępek mleczkiem kokosowym. Teraz razem z koleżanką w łazience knują na mnie zły plan zemsty. Możesz być z siebie dumny… — odpowiedział z lubieżnością w głosie.
— Gdyby moi rodzice wiedzieli na co poszły ich ciężko zarobione pieniądze — westchnął melancholijnie Patryk nie przestając delektować się swoim spaghetti.
— Twoi rodzice mnie kochają i z wzajemnością — odparł Kamil walecznie usadawiając się na łóżku, w którym do tej pory leżał obnażony, ale skoro teraz była mowa o starszyźnie godnie okrył części przyrodzenia cienkim kocem.
— Gdzie jesteś? — Wystrzelił nagle z pytaniem Patryk.
— W hotelu przy plaży. Kocham to miejsce, to mój drugi dom — powiedział Kamil głosem przywiązania i tkliwości.
— Aż tak dobre są tam dziewczyny?
— Mówiłem ci już rano, żałuj, że cię tu nie ma… — odpowiedział z przekonaniem obserwując jak jedna z bahamskich dziewczyn, które gościł w swoim hotelowym pokoju za 500 Euro doba przemknęła za falującymi zasłonami wielkich szklanych okien jak ją pan Bóg stworzył z łazienki na taras, który bezpośrednio łączył się z plażą. — Wszystko tu smakuje lepiej, nawet woda spijana z ust…
Patryk, który popił właśnie kulturalnie sok z porzeczki wolał nie wgłębiać się w szczegóły.
— Wiesz, że jeszcze tydzień i wracasz?
— A myślałem, że rozmawiam z przyjacielem. — westchnął gorzko Kamil. — Czymże zasłużyłem sobie na to okrutne przypomnienie?
— Brakowało mi dziś twojego czarnego humoru…
— Jestem pewien, że świetnie sobie poradziłeś ze swoim, ale okej…, no powiedz, co tam dzisiaj narozrabiałeś, bo coś czuję, że aż kipisz z emocji, żeby mi wszystko opowiedzieć.
Patryk streścił mu mniej więcej w minutę ogólny obraz zajęć, profesorów i osób na roku.
— Z tego, co mówisz, to naprawdę cieszę się, że mnie tam nie ma. — Skomentował jego wywód siadając na brzegu łóżka, gotów lada chwila, żeby wstać, zakończyć z nim rozmowę i dołączyć do witających wschód słońca nagich dziewczyn na tarasie.
— Poczekaj, nie powiedziałem ci jeszcze o najlepszym. — Nagle głos Patryka nabrał barwy jednoczesnej fascynacji i czułości, co Kamil wyraźnie poczuł, choć był setki kilometrów od niego.
— Coś mi się wydaję, że chodzi ci jednak o jakąś panienkę. Dobra, dawaj, powiedz mi tylko imię, a ja już wywróżę wam przyszłość. — Przejrzał go bez problemu.
— To nie jest jakaś tam panienka! Poznałem anioła i mówię na nią Różyczka. Jeszcze nie do końca jej to pasuje, ale pracujemy nad tym, jestem dobrej myśli. — Jego głos brzmiał jakby chłopak rozpływał się ze szczęścia wymawiając każde słowo.
— Zaczekaj, bo chyba się pogubiłem… Co takiego? Poderwałeś kogoś czy mówisz o duchowej pracy w kwiaciarni, czy co?
— Nie, Kamil! — powiedział stanowczo Patryk. Odłożył sztućce i wziął w końcu porządnie telefon do ręki przekładając go do drugiego ucha. — Poznałem dziewczynę, przy której twoje mulatki, z którymi teraz jesteś mogą schować buźki w piasek i utopić się jednocześnie w karaibskiej depresji, jasne?
— O stary… Mówisz do mnie szyfrem… — westchnął Kamil.
— Ma na imię Aurora i jest inna.
— A poderwałeś ją mówiąc: „Cześć jestem, Patryk, jestem taki sam jak wszyscy” — zakpił po raz kolejny z jego słów.
— Ty pewnie byś tak powiedział. Uwierz mi z nią to nie przejdzie.
— Tak, a to ciekawe, wiesz, że lubię wyzwania i każdego aniołka do grzechu nakłonię.
Patryk westchnął zrezygnowany.
— Nic nie rozumiesz…
— Ty jesteś od rozumienia, ja od działania, Patryk łapię! Zakochałeś się już pierwszego dnia! No pogratulować tylko! — odparł Kamil i w końcu wstał z łóżka kierując się do upragnionego wyjścia na taras. — Naprawdę powodzenia, stary, szczerze! Mam nadzieję, że będzie już twoja, kiedy wrócę. Przekaż jej moje wyrazy miłości znad bahamskich fal, miło, że zadzwoniłeś, na razie…
Patryk nie zdążył mu już nic odpowiedzieć, bo Kamil rozłączył się pozostawiając mu jedynie krótki sygnał zerwanego połączenia.
– 🩷 🩷 🩷 –
— Te zajęcia to jest jakiś żart! Jak on może nas nauczyć poprawnej wymowy, kiedy sam ledwo zipie.
— Staruch.
— No, chyba ma ze 150 lat.
Po zajęciach z Wymowy większość osób nie była zachwycona poziomem wykładu, ale nikt nie okazywał tego w taki niemiły sposób jak te dziewczyny.
Stały przy srebrnej poręczy niedaleko schodzących w dół marmurowych schodów. Sis odnalazła wspólny język z nową koleżanką Caroline, która podzielała jej opinie na temat profesora Niema, prowadzącego zajęcia z wymowy. Laura trzymała się nieco z boku, zajęta swoim telefonem. Głównymi złośliwościami wymieniały się Caroline z Sis.
Auri z Jaśminą, Moną i Asią pojawiły się właśnie u góry schodów i przeszły obok nich akurat w momencie, kiedy się bardzo szyderczo zaśmiały. Aurora spojrzała w ich kierunku i spotkała się wzrokiem z Sis. Poczuła jak się w niej zagotowało, ale szybko odwróciła głowę do Jaśminy.
— Te baby to od nas, prawda? — odezwała się Jaśmina jak na zawołanie też czując od nich nieprzyjemną aurę.
— Tak… — odpowiedziała jej starając się nie patrzeć w ich kierunku.
— Jakieś jędze na moje oko. — Oceniła je szybko Jaśmina.
Dziewczyny stanęły od nich w bezpiecznej odległości niedaleko sali, w której za kilka minut miały się rozpocząć zajęcia z wiersza. Szeptały między sobą obgadując nawzajem ich wygląd, kiedy pomiędzy nimi pojawił się nagle Patryk.
— Cześć. — Przywitał się jakby nigdy nic.
— Cześć! — odpowiedziała mu pierwsza Mona, a za nią zaraz uśmiechnięta Asia.
— No hej… — Jaśmina obrzuciła go kocim spojrzeniem.
Patryk uśmiechnął się do każdej z nich, a na koniec spojrzał na Auri.
— A ty? Nie przywitasz się? — Zwrócił się do niej podchodząc bliżej.
Pachniał kwiatem magnolii i aromatem ciepłej kawy, którą widziała jak popijał na zajęciach z wymowy.
Odwróciła dumnie głowę nie patrząc na niego.
— Ładna bluzeczka, te różyczki bardzo do ciebie pasują — powiedział nie doczekawszy się żadnej odpowiedzi z jej strony.
Wzięła głębszy oddech i poprawiła sobie bluzkę, którą wciągnęła w spodnie. Powoli czuła jak brakuje jej tchu. Jeszcze jedno jego słowo, a nie wytrzyma i spojrzy mu w oczy. A wtedy…
Dziewczyny przy schodach zwróciły na nich uwagę.
— Kurdę…
— Co jest?
Sis patrzyła na Patryka obgryzając palce z wyrazem wściekłości na twarzy.
— Podrywa ją, jak nie wiem… — powiedziała z jawną zazdrością.
— Ten blondyn tą małą? — rzuciła z lekkością w głosie Caroline i zerknęła w kierunku grupki, od której już nieco odstawali Auri z Patrykiem.
— Co on w niej widzi? Przecież to zwykła Barbie.
— Faceci takie lubią, szczególnie jak sami wyglądają jak Ken — odparła Caroline i zaśmiała się myśląc chyba, że właśnie powiedziała coś śmiesznego.
Przechodząca obok nich akurat w tym momencie Samira surowo skarciła ją wzrokiem.
— Ale Patryk jest mój… — mruknęła zacięcie Sis i zaciskając pięści ruszyła w jego kierunku nie bacząc na to, że potrąca po drodze właśnie Samirę, która odwrócona zaczęła akurat już coś zawzięcie tłumaczyć koledze Bartkowi.
— Przepraszam? — Samira odwróciła się obruszona patrząc za Sis, która ją jednak kompletnie zignorowała.
— Czy ty się mnie boisz? — zapytał w tym samym momencie Auri Patryk już prawie pochylając się jej do ucha, gdy nie reagowała na żadne jego słowo.
— Słucham? — Ona za to odsunęła się czując, że to pytanie to już przesada. — Żartujesz? — Spojrzała na niego. — Nie! Choć może powinnam, jak tak ciągle za mną chodzisz.
— Chodzę, bo mi się podobasz — powiedział nagle bez żadnego skrępowania.
Choć domyślała się tego jego bezpośredniość zbiła ją z tropu. Patrzyła na niego próbując przez chwilę odgadnąć, co kryje się za tymi tak głęboko niebieskimi oczami, kiedy nagle pojawiła się Sis.
— Cześć Patryk — odezwała się ni to przymilnie ni to zadziornie. Auri wyczuła jednak w jej spojrzeniu, że jest okropnie napastliwa.
Czekała na to, co zrobi Patryk. On jednak w ogóle nie zareagował. Nawet nie spojrzał na Sis, tylko cały czas wpatrywał się w nią, w Auri.
— Chciałbym się z tobą umówić — powiedział w końcu cały czas ignorując obecność Sis.
— Ha! Raczej przespać! — wtrąciła obcesowo Sis nie dając się dłużej lekceważyć.
W tym momencie stało się kilka rzeczy. Po pierwsze Auri poczuła jak serce stanęło jej w gardle i pewność, że będzie tą dziewczynę nienawidzić do końca życia. Po drugie za plecami Sis stanęła Samira i z rękami na biodrach zaczęła coś szybko mówić oburzonym głosem o braku kultury, taktu i dobrego wychowania, a kiedy Sis się do niej zdziwiona odwróciła, Patryk przysunął się jeszcze bliżej Auri i jeszcze głębiej spojrzał w jej oczy.
— Nie słuchaj jej — powiedział prawie rozkazującym tonem.
Na co ona pokręciła głową pragnąc jedynie, żeby się odsunął. Kiedy to zrobił złapał nagle Sis pod łokieć i pociągnął za sobą odciągając ją od Samiry, której już zaczynała pyskować.
— Ja nie wiem, co to za wychowanie, ale tak być nie może! Nic! Zero jakiejkolwiek skruchy chociażby! Kto to słyszał?! — krzyknęła z wypiekami na twarzy Samira podchodząc do Aurory.
— Auri, okej? — Podskoczyła do niej również zaraz Jaśmina, która razem z pozostałymi dziewczynami bacznie obserwowała całe zdarzenie.
— Tak… — mruknęła odpowiedziawszy jej cichutko wzdychając i obejmując sama siebie. — Chyba zaczęły się już zajęcia, idziemy?
— Zajęcia! No przecież! — Ocknęła się na jej słowa, jak na zawołanie Samira i czym prędzej pobiegła do sali, która już była otwarta.
W drodze do niej Jaśmina próbowała jakoś pocieszyć przyjaciółkę.
— Słyszałam, co powiedziała, nie przejmuj się.
— Nie przejmuję się. — Skłamała unikając jej spojrzenia. Czuła, że coś bardzo boli ją w środku i była zła na siebie, że nie wie, jak się tego pozbyć. Przed wejściem do sali zdała sobie sprawę, że jeśli tam wejdzie najprawdopodobniej rozpłacze się, jak tylko usiądzie. Zatrzymała się więc i cofnęła.
— Co się stało? — zapytała ją zaskoczona Jaśmina.
— Muszę… Muszę jeszcze skoczyć do toalety… — odparła nieco drżącym głosem i zaczęła się cofać po czym rzuciła się biegiem w dół schodów.
Zdała sobie sprawę, że biegnie za nią dopiero u podnóża schodów. Skierowała się czym prędzej do wyjścia starając się zachować spokój, choć wiedziała, że najprawdopodobniej mu nie ucieknie. Próbując zyskać na czasie skręciła, chowając się za tylną ścianą budynku. Przykucnęła chowając twarz w kolanach.
Patryk zawahał się, gdy ją zobaczył. Poczuł się winny i wiedział, że był temu winny. Podszedł najciszej jak potrafił i przykucnął przy niej. Chciał położyć dłoń na jej ramieniu, ale zrezygnował w ostatniej chwili.
— Przepraszam cię za tę sytuację. Porozmawiałem już z nią, nie będzie cię więcej zaczepiać — powiedział cicho.
Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na niego: — A kiedy ty przestaniesz zaczepiać mnie? — zapytała z wyrzutem i odwróciła wzrok. Jej oczy były czerwone od łez, ale dla Patryka wciąż piękne. Tak naprawdę to nigdy w życiu nie widział nic równie pięknego i bolesnego zarazem.
— Nie mam złych intencji — odparł siadając przy niej. — Chciałem cię tylko przeprosić za Sis. Jest zazdrosna, bo kiedyś chodziliśmy ze sobą, ale to już dawno skończone — powiedział chcąc być jak najbardziej dla niej przekonywujący. — Nic do niej nie czuję. Chciałbym, żebyś o tym wiedziała.
— Nie chcę. — Ucięła krótko przymykając oczy i nie mogąc go już dłużej słuchać. — Idź sobie.
— Dlaczego? — Patryk nie rezygnował nie mogąc pogodzić się z jej odrzuceniem. — Dlaczego? Myślałem, że dobrze nam się rozmawiało i…
Auri prychnęła kpiąco pod nosem i ponownie spojrzała na niego.
— Chyba żartujesz? — Przerwała mu. — Nam? Dobrze? Myślisz, że nie wiem, o co ci chodzi? Myślisz, że jestem naiwna, bo jestem grzeczna?
Patryk uśmiechnął się nie mogąc tego powstrzymać. Było coś niezwykle uroczego w jej walce. W sposobie w jaki zaczęła na niego nagle patrzeć.
— Nie rozumiem… — wymamrotał. — Masz mnie za jakiegoś zboczeńca?
Spiorunowała go wzrokiem, wzięła głęboki oddech i wstała chcąc jak najszybciej uwolnić się od jego towarzystwa. Patryk nie miał jednak zamiaru dać jej tak łatwo odejść.
— Zaczekaj! — zawołał za nią i złapał za ramię, żeby się zatrzymała. — Mogę ci udowodnić, że taki nie jestem.
— Puść mnie!
— Puszczę, tylko nie uciekaj, proszę…
Te słowa ją rozczuliły, choć nie chciała tego. Chciała się wyrwać i uciec, ale jego spojrzenie i głos sprawiły, że na chwilę zmiękła. Kiwnęła głową, a on ją ostrożnie puścił.
— Dziękuję — powiedział unosząc ręce w geście poddania.
— Nie nabiorę się na to. — Ostrzegła go dla pewności.
— Nie chcę cię nabierać, tylko chcę się z tobą umówić.
— Na co?
— Na randkę. — Zaproponował robiąc to tak nonszalancko, że aż niewiarygodne było, że aż tak można.
— Randkę? — Zamrugała szybko oczami zamyślając się i ciężko sceptycznie wzdychając.
— Tak. Poszlibyśmy na spacer czy kawę… Chciałabyś? — zapytał z nadzieją.
Chciała. Było w nim w tym momencie coś tak rozczulającego i zarazem pociągającego, że chciała. Bardzo chciała. Chociaż jednocześnie bardzo się bała i bardzo, ale to bardzo przed tym buntowała.
Patryk patrzył na nią w oczekiwaniu. Czuł jak serce wali mu młotem. Sam nie wiedział czemu, ale denerwował się. Było to kompletnie do niego niepodobne, ale też coś go w tym stanie niezwykle fascynowało. W sumie bardzo mu się podobało. Nie mogąc się powstrzymać podszedł do niej bliżej. Ona wolniutko zrobiła krok w tył przypadkowo jednak nadeptując na leżący tam kasztan i nagle tracąc równowagę.
Nie przewróciła się jednak. Złapał ją. Objął w tali i przytrzymał nie dopuszczając do upadku. Po raz pierwszy znaleźli się tak blisko siebie patrząc sobie w oczy.
— Wszystko w porządku? — zapytał pierwszy.
— Tak — odparła w lekkim szoku, ale pragnąc już też na zawsze pozostać w jego ramionach. Musiała go jednak puścić i odsunąć od siebie.
— To jak będzie? Umówisz się ze mną? — zapytał gdy ponownie stanęli naprzeciwko siebie w pewnej niewielkiej, ale jednak odległości.
— Patryk… — rzekła, a zrobiła to tak słodko, że serce zmiękło mu i zapadło w piersi.
— Tak, Różyczko? — odparł czułym, pełnym nadziei głosem.
Na co ona uśmiechnęła się i zrobiła ku niemu krok. Było to od niej silniejsze. Blond czupryna kusiła ją już od dawna. Zanurzyła w niej swoje ręce i zamykając oczy zbliżyła jego czoło do swojego.
— Musisz się bardziej postarać, blondynie — powiedziała i powoli puszczając go minęła odchodząc pozostawiając okrutną pustkę przed jego oczami.
O wow… Musiał się po tym chwilę otrząsnąć, ale jak tylko poczuł władzę nad sparaliżowanym ciałem pełen ekscytacji ruszył za nią.
Dogonił ją przy windzie już w budynku. W ostatniej chwili zatrzymując zamykające się drzwi i wskakując do środka. Zdążyła nacisnąć już przycisk. Choć miała nadzieję, że nie zdąży nie zdziwiło ją, że jednak mu się udało. Starając się udawać obojętność oparła się plecami o lustro i odwróciła od niego wzrok.
Patryk skrzyżował ręce na piersi i oparł się bokiem o poręcz po jej lewej stronie, kiedy winda ruszyła.
— Wiesz, co wydaje mi się, że jednak się mnie boisz, Różyczko — powiedział zaczepnie.
Prychnęła i ironicznie się do niego uśmiechnęła: — To ty mi powiedz, czy jesteś niebezpieczny? — zapytała odważnie.
— Nie przekonasz się o tym, jeśli nie dasz mi szansy.
— Cały czas ci ją daję.
Piknęło i drzwi windy zaczęły się rozsuwać. Dziewczyna pierwsza wysiadła i skierowała jak najszybciej w stronę sali, gdzie już od jakiegoś czasu trwały zajęcia z Wiersza.
Patryk deptał jej po piętach przez cały czas pragnąc ją jakoś zatrzymać.
— Idziesz na zajęcia? Chcesz wejść spóźniona? — rzucił nagle pytaniem za jej plecami jakby mógł ją tym zatrzymać, a przynajmniej wzbudzić niepewność.
— Mam ci za to podziękować? — Odwróciła się na chwilę rzucając mu krótkie spojrzenie.
— Przecież to ty uciekłaś — zauważył. — Tak obiektywnie patrząc, to przez ciebie ja się spóźnię — powiedział zaczepnie.
Zatrzymała się i odwróciła do niego nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała.
— Słucham? Ty tak na serio?
O to właśnie mu chodziło. Uśmiechnął się do niej i pokiwał głową: — No tak…
— Nie kazałam ci za sobą biec! Jasne? A poza tym, to przez ciebie… Przez tą twoją… Uuuu!!! Dlaczego mnie tak wkurzasz! — Nie mogąc wytrzymać uderzyła go w tors odpychając od siebie.
Złapał ją jednak za nadgarstki i przysunął do siebie.
— Jesteś jeszcze piękniejsza, gdy się złościsz.
— Daruj sobie! — Wyrwała mu się, ale on przysunął się do niej ponownie.
— Nie mogę — odparł i nie zastanawiając się dłużej pocałował ją.
Poczuła jak nagle brakuje jej tchu. Jakby cały świat rozpłynął się w tej jednej chwili i wszystko wokół przestało istnieć. Całował ją tak rozkosznie, że nie była w stanie mu się oprzeć. Kiedy w końcu udało jej się od niego oderwać policzki płonęły jej z zawstydzenia, a kolana miała jak z galarety. Poczuła, że leci w dół… Patryk przytrzymał ją jednak przytulając do siebie i delikatnie głaszcząc po włosach.
Chwilę trwało zanim nabrała odwagi, żeby go od siebie odsunąć i spojrzeć mu w oczy.
— Nie…. — wymamrotała kręcąc delikatnie głową i dotykając ręką swoich ust.
Zaczęła się cofać. On powoli szedł za nią.
— Dlaczego nie? — zapytał niewinnym głosem jakby przed chwilą wcale nie wstrząsnął jej światem.
— Nie, nie, nie… — powtarzała coraz pewniej. W końcu natrafiła plecami na klamkę. Nacisnęła ją i zanim Patryk zdążył ją zatrzymać zniknęła mu za drzwiami.
Najgorsze było to, że miała wrażenie jakby wszyscy wiedzieli. Cała aula, wszyscy na roku. Patrzyli na nią jakby wiedzieli o wszystkim, o tym co się przed chwilą stało. Na co sobie pozwoliła. Poczuła się przez to przykuta do drzwi. W końcu gdy dłuższą chwilę nie ruszała się z miejsca zwrócił na nią uwagę również profesor przerywając swój wykład, a właściwie rozrysowywanie czegoś na tablicy.
— Czy Pani ma do mnie jakąś sprawę? — zapytał zerkając na nią zdziwiony.
— Ja? Nie… — zaczęła mówić, a wtedy drzwi ponownie się otworzyły i do środka wszedł Patryk. Trochę jednak zaskoczony, że ją od razu widzi.
Dłuższy czas znowu patrzyli na siebie.
— Proszę państwa, o co chodzi? — Wzburzył się już nieco profesor.
Siedząca w pierwszym rzędzie Samira zaczęła też już z niesmakiem kręcić głową.
Patryk schylił głowę ku Auri: — Dlaczego nie idziesz usiąść? — zapytał ją szeptem. — Tu nie musisz nikogo przepraszać za spóźnienie…
Ona jakby ocknęła się z tej krępującej sytuacji i już miała pójść gdzieś usiąść, kiedy profesor ponownie się odezwał.
— Czy państwo są z pierwszego roku aktorstwa? — zapytał, a Auri poczuła nagle jakby miała zaraz wylecieć ze studiów jeśli się ruszy więc ponownie stanęła jak wryta w ziemię.
— Tak panie profesorze — odezwał się Patryk robiąc to niezwykle swobodnie i nonszalancko podszedł do profesora przedstawiając mu się. — Patryk Paprocki, bardzo mi miło… — Wyciągnął do niego rękę.
Profesor trochę niepewnie, ale uścisnął ją. Wtedy blondyn poczuł, że już ma go w garści. Uśmiechnął się i rozpoczął swój teatrzyk.
— Bardzo wiele słyszałem o pańskich osiągnięciach, cieszę się, że to właśnie pan będzie wykładał nasz przedmiot. Rzadko się zdarza ktoś o tak wyjątkowym talencie nie tylko poetyckim, ale i pedagogicznym, czyż nie?
— No cóż… — Profesor skromnie kiwnął głową, ale widać po nim było, że został przyjemnie podłechtany.
Aurora stojąc wciąż w miejscu nie mogła uwierzyć w zachowanie Patryka, który właśnie skrzyżował pewnie ręce na klatce piersiowej i kontynuował swoje wybitne pochlebstwa względem profesora.
— Mam nadzieję, że wkrótce wydawnictwa będą się dobijać o pańską twórczość, mój ojciec bardzo panu kibicuje… Wie pan, prezes Paprocki Corporation, sponsor wielu inwestycji kulturalnych tutejszej uczelni, a także dobry znajomy rektora od golfa.
— No tak, tak… — Profesor rozluźnił sobie nieco krawat pod szyją wpatrując się w Patryka. — Paprocki, no tak… — mruknął jakby nieco już jednak zdenerwowany. — Bardzo dziękuję….
Patryk odpowiedział mu ponownie zuchwalczym uśmiechem i stwierdził, że tyle na razie wystarczy: — Proszę więc kontynuować swój wspaniały i wartościowy wykład… — dodał skłoniwszy nieznacznie głowę i wycofał się wracając do Auri, którą wziął pewnie pod rękę i poprowadził w górę schodków na środku auli.
Teraz to już naprawdę wszyscy na nich patrzyli, a najbardziej to oglądała się za nimi Samira próbując zawzięcie przejrzeć Patryka.
Najwyraźniej był kimś ważnym – Pomyślała przewartościowując swój system wartości. No, no, no… Teraz to my inaczej będziemy rozmawiać…
— Pani, czy wszystko w porządku? — zapytał jej szeptem Damian wodząc za jej spojrzeniem.
— Tak, Damianie… — odparła odwracając w końcu wzrok od pary spóźnialskich i wracając do robienia notatek. — Trzeba będzie mieć go na oku — szepnęła jednak do niego po chwili konspiracyjnym głosem.
— Oczywiście. — Poczuł się od razu Damian. — Mogę się wszystkiego o nim dowiedzieć — zapewnił.
— Świetnie. — Ucieszyła się Samira.