Miasteczko chwil
Miasteczko chwil

Miasteczko chwil

Ruszyli zostawiając za sobą smugę kurzu i kłęby wirujących szalenie liści. Auri miała wrażenie, że strasznie długo jechali. Nie miała pojęcia dokąd, ani po co. Ale z jakiegoś powodu nie przeszkadzało jej to. Mocno obejmowała Kamila przytulona do jego pleców. Trochę miała wrażenie jakby uciekali, choć nie mieli powodu. Czuła się też trochę podekscytowana, no i może odrobinę się bała. Była też ciekawa. Może w końcu Kamil troszkę bardziej się przed nią otworzy, może pozna go lepiej i nie będzie jej już tak denerwował?

Kiedy chłopak zatrzymał motor miała wrażenie, że wywiózł ich na jakieś odludzie. Wokół nie było niczego tylko pola i lasy i jakaś góra.

— Gdzie jesteśmy? — zapytała zdejmując kask.

— A, niespodzianka, zaraz zobaczysz — powiedział Kamil zeskakując z motoru. Zabezpieczył kaski i sprzęt a następnie ruszył przed siebie zachęcając skinieniem głowy by poszła za nim.

Ona bała się jednak ruszyć.

— Ojej! — Zorientował się, że za nim nie idzie i szybko do niej wrócił. — Zapomniałem, raźniej ci będzie za rączkę, prawda? — powiedział chcąc ją chwycić, ale ona odsunęła się.

— Nie Kamil! Nigdzie z tobą nie pójdę, dopóki mi nie powiesz gdzie jesteśmy i co tu robimy!? Nie podoba mi się — oświadczyła rozdygotana.

— Okej, w porządku, rozumiem — powiedział i spróbował trochę załagodzić jej stan. — Nie bój się, obiecuję, że nic złego ci się tu nie stanie.

— Nie powinnam w ogóle z tobą wychodzić — pluła sobie w brodę. — Odwieź mnie do akademika! — zażądała.

— Hej, hej… Uspokój się… — Kamil starając się ją jakoś uspokoić, pochylił się i łagodnie złapał za ramiona. — Proszę cię tylko, żebyśmy się przeszli kawałek, jeśli nadal będziesz chciała wracać, to wrócimy, obiecuję.

Poczuła się przeszyta jego spojrzeniem, oczy kręciły mu się niespokojnie obejmując całą jej twarz. Z jakiegoś powodu zależało mu żeby została. Dlaczego? Nie miała pojęcia, ale skoro zrobiła już dziś jedno szaleństwo to chyba może zrobić i drugie.

— Dobrze — zgodziła się w końcu. — Ale tylko się przejdziemy i wracamy.

Kamil odetchnął z ulgą, puścił ją i wyprostował się: — Kiedy tylko będziesz chciała… Rąsia?

Auri podała mu rękę, bo tak czuła się bezpieczniej.

– 🩷 🩷 🩷 –

Wystarczyło, że przeszli parę kroków i usłyszeli muzykę.

— Hehe! Wiedziałem! — Ucieszył się Kamil i aż podskoczył.

— Co wiedziałeś? Co to za muzyka?

— Tam! Zobacz, chodź! — Pociągnął ją za sobą na niewielkie wzgórze.

Kiedy weszli na szczyt Auri zobaczyła w dole rozhulane wesołe miasteczko.

— I niby wiedziałeś, że to tu jest? To dlaczego nie podjechaliśmy tam motorem? — zapytała z lekkim wyrzutem.

— Nie byłem pewny czy jeszcze będzie. To chyba ostatni dzień… — powiedział. — Poza tym chciałem wzbudzić w tobie chwile grozy — dodał przewrotnie szturchając ją delikatnie ramieniem.

Posłała mu groźne spojrzenie: — Chwile grozy? — Puściła jego rękę. — Oszalałeś? Niby po co? Poza tym w ogóle się nie bałam…

— Gdzieś czytałem, że one zbliżają ludzi…

— Co?

— Zresztą nie ważne! — Machnął ręką od niechcenia, a potem chwycił ją jeszcze raz. — Idziemy? — zapytał i nie czekając na odpowiedź ruszył z impetem w dół zbocza pociągając ją za sobą.

Kiedy zbiegli na sam dół i zatrzymali się głośno dysząc. Auri wyrwała się mu i zdzieliła go po ramieniu.

— Co to było? — rzuciła z wyrzutem.

— Początek zabawy! — odparł wesoło prostując się.

— Oszalałeś? Nie chciałam tak lecieć, bałam się że się przewrócę!

— Trzymałem cię, nie pozwoliłbym na to…

— Aha, akurat, jakbym się wywaliła śmiałbyś się do rozpuku!

— Teraz chce mi się śmiać… — wyznał.

— Tak, a niby dlaczego? Bo się nie wywaliłam?

— Nie, bo…. Kurczę ty naprawdę jesteś zabawna! — powiedział i zaśmiał się.

Auri naburmuszyła się w sobie: — Nie widzę w tym nic śmiesznego — powiedziała, ale jego śmiech okazał się trochę zaraźliwy i kiedy podszedł do niej i tak zupełnie naturalnie ją przytulił mówiąc, że już dobrze i cieszy się, że nic jej się nie stało mimowolnie uśmiechnęła się pocieszona.

Potem kiedy się odsunął żałowała, że trwało to tak krótko, ale skrzętnie to ukryła – nawet przed samą sobą.

– 🩷 🩷 🩷 –

Mieli przed sobą wejście do Wesołego Miasteczka. Trochę ludzi się tutaj kręciło. Niedaleko był prowizoryczny parking na piachu. Większość osób opuszczała teren miasteczka, ale w środku nadal było dość gwarno, a najwięcej biegało takich ośmio i dziesięciolatków z rodzicami.

— Okej, to dokąd najpierw? — rzucił przed siebie pytanie Kamil omiatając przestrzeń oczami po czym spojrzał na Auri. — Może tunel strachu? — zaproponował i uniósł wymownie brwi.

— Nie! — zaprotestowała od razu.

— Rozumiem, wolisz tunel miłości, eh… — westchnął udając rozczarowanie.

— Nie!!!  zaprotestowała jeszcze dobitniej. — Po prostu przejdźmy się i zobaczymy…

— Okej — zgodził się już bez dyskusji i ruszyli przed siebie.

Kamil co chwilę coś komentował i prawie ze wszystkiego się śmiał. O dziwo w większości przypadków Auri to naprawdę bawiło i rozśmieszało. Na początku poszli na kolejkę górską. Była zachwycona, przejazd był super.

— I jak? — zapytał pomagając jej wysiąść z wagonika.

— Fajnie — odparła nie chcąc wzbudzać w nim zbytniego entuzjazmu. — To gdzie teraz?

— Może samochody? Błagam zgódź się! — Złożył błagalnie ręce jak do modlitwy, co kompletnie ją zszokowało, ale też rozbawiło.

Dziwny był ten Kamil – Pomyślała wtedy. Taki zupełnie inny niż przez ostatni miesiąc. Idąc z nim na samochodziki i widząc jak się z tego cieszył wydawał jej się jeszcze takim chłopcem, dzieckiem, którego nie miała okazji wcześniej poznać, a które potrzebuje opieki i rozrywki. A więc taki był z niego aktor… Tylko kiedy naprawdę grał, a kiedy nie?

— Okej, ja steruję — oświadczył z lekką powagą, kiedy usiedli w aucie.

— Proszę bardzo — dała mu wolną rękę.

Ruszył obijając się od razu o jakieś dwa inne samochodziki. Czując wstrząs za wstrząsem, kiedy obijał się raz za razem i to z premedytacją o innych wiedziała, że nie będzie to jej ulubione stanowisko. On jednak miał z tego dużo uciechy.

— Uważaj na tę babę z tyłu z tym dzieciakiem. Specjalnie wjeżdża nam cały czas w zadek — powiedział.

— Tak? A mi się wydaje, że to ty się o nią specjalnie obijasz — wytknęła mu nie kryjąc jednak rozbawienia.

Odpowiedział jej przebiegłym uśmiechem.

— Selfi z babą i bachorem! — zawołał wyciągając telefon i pstrykając sobie zdjęcie.

Auri parsknęła śmiechem.

Po samochodach poszli jeszcze na latające łabędzie, bo na to tym razem ona nalegała i to bardzo jej się podobało. Latanie w górę i w dół było o wiele przyjemniejsze niż obijanie się i ciągłe wstrząsy na samochodach.

Widziała jednak, że to trochę Kamila nudziło i zgodził się na łabędzie tylko ze względu na nią.

— Dobra, to nudę mamy za sobą, co powiesz teraz jednak na ten tunel, co? — zapytał kiedy wysiedli z białego olbrzymiego ptaka.

— No wiesz! Mi się bardzo podobało! Nigdy nie chciałeś latać, to było prawie tak jakbyśmy lecieli! — wyznała mu swoje odczucia.

— Chciałem, nawet kiedyś i leciałem, ale z dachu, no nie było to za przyjemne…, Ale, to nie ważne, to co ty na ten tunel?

Nie miała pojęcia jak skomentować to, co powiedział i rzuciła tylko bez zastanowienia: — Strachu?

— Nie, miłości! No pewnie, że strachu! Chociaż… Jeśli będziesz chciała…. Zagłębić się ze mną w tunelu miłości, to…. — zaczął dziwnie namiętnie przeciągać wyrazy więc szybko mu przerwała.

— TAK! Chodźmy do strachu! Tak, kto pierwszy ten lepszy! — rzuciła mu wyzwanie i zaczęła szybko biec przed siebie.

Kamil kiedy ją dogonił złapał i obrócił w powietrzu.

— Okej, Kamil… Postaw mnie! — zażądała natychmiast.

— No już… — powiedział i puścił ją.

Stanęli naprzeciwko siebie znów ciężko dysząc sobie w twarze.

— Nie ładnie tak uciekać —— wytknął jej pierwszy.

— Nie ładnie tak mnie łapać — odcięła się.

— A dlaczego? — zapytał i jakby na przekór objął ją ponownie.

Ściągnęła z siebie jego ręce. Na szczęście nie stawiały oporu.

— Bo mam chłopaka, pamiętasz? Nie możesz ze mną robić wszystkiego, co ci się podoba, są granice — przypomniała mu.

— I ty mi je stawiasz?

— Tak.

Chwilę milczeli wpatrując się w siebie. O dziwo Auri nie poczuła skrępowania w jego spojrzeniu. Kamil wciąż był pewny siebie i wydawał się przeszczęśliwy.

— Masz ochotę na watę cukrową? — zapytał jakby proponował jej co najmniej włamanie do sklepu ze słodyczami.

– 🩷 🩷 🩷 –

Kupili sobie po dużej i różowej wacie cukrowej, którą ze smakiem zjedli siedząc na białej ławce pomiędzy stoiskami z atrakcjami, co jakiś czas komentując, co działo się wokół. W pewnym momencie Kamil niespodziewanie ugryzł kawałek waty Auri.

— Hej! Jeju! Masz swoją! — Odwróciła się od niego podrażniona.

— Sorki, chciałem tylko spróbować czy smakuje tak samo — wytłumaczył się.

— No i?

— Twoja chyba lepsza… — przyznał.

— No, pewnie, jak zawsze… — zgodziła się z dumą, choć szczerze mówiąc to dla niej po dłuższym jedzeniu wata robiła się już za słodka.

Kiedy więc Kamil skończył i tak mu swoją oddała.

— Wow, dzięki. — Kamil ucieszył się i spałaszował jej końcówkę w pół minuty.

Przejechali się potem jeszcze tym nieszczęsnym tunelem strachu, czego Auri ostatecznie żałowała, bo było tam rzeczywiście strasznie i musiała chować oczy w dłoniach, więc właściwie przez całą trasę na nic nie patrzyła, a Kamil musiał ją cały czas przytulać.

— Nigdy więcej! — rzuciła przed siebie, gdy opuszczali tunel.

Kamil głośno się zaśmiał.

W końcu zagrali jeszcze na kilku stoiskach z grami, ale tylko na kilku, bo w większości Kamilowi za dobrze szło, więc Auri szybko przestało się podobać odbijanie dysku czy gra w piłkarzyki.

Kamil popisał się też przy odbijaniu worka bokserskiego i strzelaniem do celu.

Dziewczyna z grzeczności zaklaskała parę razy.

— Może coś wygram dla ciebie? — zaproponował, kiedy przechodzili obok stoiska z maskotkami. — Chciałabyś?

Wzruszyła ramionami:  — A ty chcesz? — zapytała.

— Nie wiem, wiesz… Ale tak się chyba robi na randce, nie?

Szturchnęła go w ramie: — Nie jesteśmy na randce! — sprostowała go zszokowana, że mógł tak pomyśleć.

Sama jednak zaczęła się zastanawiać, czy mimo wszystko tak to trochę nie wyglądało i jakieś ciarki przeszły ją od tego po plecach.

Najwyższy czas wracać – Pomyślała. Poza tym robiło się ciemno i coraz zimniej w dżinsowej kurteczce…

— Żartowałem, luzik… — Kamil uśmiechnął się do niej zauważając, że się jakoś spięła.

— Em, tak wiem… Spoko, ale słuchaj Kamil, chciałabym już jednak wracać, trochę dużo tych wrażeń tutaj i zmęczyłam się już… — wyznała licząc na zrozumienie.

Kamil pokiwał głową, co przyjęła z ulgą: — Tak, jasne. Rozumiem, to tylko tu jeszcze spróbuję i wracamy, okej? — zapytał pokazując na stanowisko, gdzie trzeba było zbić butelki.

— Okej — zgodziła się przewracając oczami.

Podszedł do stanowiska i wykupił sobie kilka rzutów. Przez kilka minut obserwowała jak próbuje nieudolnie zbić szklane butelki, które stawiały mu trochę oporu.

W końcu jednak udało mu się ich zbić na tyle, żeby coś wygrać. Wydał na to chyba ostatnią kasę, a w nagrodę otrzymał małą maskotkę zielonej żabki.

— Wielkie dzięki! — rzucił do faceta obsługującego stanowisko i wrócił do Auri.

— Świetnie ci poszło. — Poklepała go po ramieniu.

— Mam żabę, chcesz?

— A jeśli bym chciała to byś mi dał?

— Nie wiem, tak się chyba robi na randkach, ale my nie jesteśmy na randce, są te granice, więc nie wiem, chyba zacznijmy od tego, że nie powinnaś chcieć…

Roześmiała się na ten jego galimatias słowny i postanowiła go sprawdzić.

— Chcę — powiedziała krótko i wyciągnęła rękę po maskotkę.

— A więc jednak, randka… — stwierdził i już miał jej wręczyć nagrodę, kiedy obruszyła się i cofnęła rękę.

— Co? Nie, nie randka!

— Jeśli dam ci tą żabę to będzie randka! — nalegał.

— Nie, nie będzie! — zaprotestowała.

— Właśnie, że tak!

— Nie! Możesz mi ją dać tak po prostu!

— Nie, nie mogę! Ale jeśli chcesz to ci dam! Tylko, że to będzie wyglądało jak randka, rozumiesz?

Auri złapała się za głowę zirytowana na maksa: — Dobra, to nie! Zatrzymaj tę żabę! A to nie jest randka i wracamy! Okej?

— Czyli nie chcesz tej żaby? Na pewno? Jest taka mięciutka i puchata, zobacz — zaczął przed nią demonstrować zdolności pluszaka.  —Bo jeśli chcesz to ci dam, naprawdę. Tylko chyba nie mogę tak po prostu, bo bym przyznał, że to ra…

— Nie! Kamil! Nie chcę już tej zabawki! — krzyknęła stanowczo i zdecydowanie. Tak się zdenerwowała, że miała ochotę wyrwać mu z ręki tego zielonego miśka i wyrzucić hen hen daleko! Z trudem się powstrzymała.

— Okej, twój wybór. A może chcesz balona?

– 🩷 🩷 🩷 –

W końcu po małych perypetiach z pluszakami i balonami opuścili Wesołe Miasteczko i zaczęli wspinaczkę pod górę, z której kilka godzin wcześniej zbiegali, żeby wrócić do miejsca, gdzie zostawili motor.

Gdy wspięli się na szczyt, zatrzymali się i spojrzeli za siebie. Auri, która ostatecznie dostała pamiątkowego różowego balona zaparło dech w piersi. Teraz, gdy zapadł wieczór i było już ciemno oświetlone miasteczko z góry wyglądało jeszcze bardziej zjawiskowo i kolorowo.

Kamil odezwał się pierwszy i spojrzał na nią przebiegle:

— Mam ochotę zrobić coś jeszcze szalonego…

— O nie… — Cofnęła się od niego zaczynając się bać.

— Spokojnie, po prostu mam ochotę krzyknąć — wyznał jakby było to coś zupełnie normalnego. — Możesz pokrzyczeć ze mną jeśli chcesz…

— Krzyczeć? Po co? — zapytała zaskoczona, choć poczuła ulgę, że nie zamierza robić nic innego.

Kamil machnął ręką: — To nie ma znaczenia, fajnie jest czasem pokrzyczeć, spróbuj — powiedział i rozłożył ręce unosząc głowę.

Wzdrygnęła się i cofnęła, kiedy nagle otworzył buzię i naprawdę zaczął krzyczeć. Pomyślała, że chyba jeszcze nigdy w życiu nie widziała nic bardziej szczerego i pełnego życia. Po chwili poczuła, że i ona tego chce. Że chce krzyknąć z całej siły.

— AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! — odważyła się.

Spojrzał na nią z uznaniem: — Dobrze!!! Dajesz mała, dajesz! AAAAAAAAAAUUU!!!!!!!

— Teraz to ty wyjesz jak wilk! Hahaha!!! — wyśmiała go.

— Bo może jestem jak wilk? — Puścił do niej oko i ponownie zawył.

Auri strasznie chciało się z niego śmiać. Szczerze mówiąc to chciało jej się wszystko! I śmiać i krzyczeć i tańczyć i śpiewać i…

W jednej sekundzie spojrzeli na siebie. Kamil nagle zbliżył się do niej na wyciągnięcie ręki. Poczuła jak jednocześnie uchodzi z niej życie i napełnia się życiem, gdy…

Nagle potężny huk sprawił, że balon który trzymała w ręku uleciał w powietrze, a z nim jakaś nieoczywista oczywistość tej chwili.

BUM! BUM! BUM!

Nad nimi pojawiły się rozbłyski… Wokół nich rozgrzmiały wybuchy…

Oboje unieśli głowy w górę i jedyne co im pozostało jeszcze tego wieczoru to podziwiać fajerwerki na nocnym niebie.

– 🩷 🩷 🩷 –

Wrócili do akademika późnym wieczorem. Gdy zamknęły się za nimi drzwi Auri powoli zdjęła kurtkę i buty. Odkładając swoje rzeczy spojrzała na Kamila, który przyłapał ją na przyglądaniu mu się. Ona odwróciła się skrępowana, on się do siebie uśmiechnął.

— Fajnie było, co? — rzucił Kamil na luzie.

Auri poszła do łazienki umyć ręce: — Nie najgorzej! — zawołała przez drzwi.

— Może kiedyś to powtórzymy? — zapytał i oparł się o ścianę przy drzwiach łazienki.

Wyszła z łazienki i gdy go zobaczyła zaskoczyło ją to, że stał pod drzwiami: — O matko! Przestraszyłeś mnie!

Kamil przeszedł obok niej: — Przepraszam! Czekałem w kolejce.

Obserwowała jak mył ręce. Potem nagle zdecydowanie podszedł do niej z jedną ręką przy rozporku spodni, a drugą wyciągając do… Przerażona odskoczyła do tyłu.

Kamil uśmiechnął się rozbawiony: — Spokojnie, chciałbym tylko skorzystać, pozwolisz, że zamknę drzwi — powiedział łapiąc spokojnie klamkę.

— To nie było śmieszne! — zawołała, kiedy zamykał drzwi.

— Mam zostawić otwarte? To dopiero może być śmiesznie! — odparł i nagle otworzył jeszcze raz drzwi na oścież.

— Nie! — zaprotestowała i zatrzasnęła je za nim ostatecznie.

Auri usiadła na kanapie w salonie ciężko dysząc ze wzburzenia. Po chwili Kamil z uśmiechem dołączył do niej, wyciągnął telefon i zaczął się nim bawić. Przyglądała mu się czując się jakoś tak dziwnie zignorowana.

— Co tam? — zapytał Kamil nie podnosząc na nią wzroku, ale wyraźnie czując, że mu się przygląda.

— Nic, po prostu… Nie rozumiem, dlaczego jesteś taki denerwujący?

— Zdenerwowałem cię dziś? — zapytał zdziwiony i odłożył telefon.

— Tak! Nie! Nie wiem! Może trochę! Widzisz! Taki jest z tobą problem! — zaczęła go obwiniać o swoje rozterki.

— Wydawało mi się, że dobrze się dziś bawiłaś — powiedział niewzruszony.

— Ja?

— Tak, ty.

Auri nabrała wody w usta.

— Spoko, nie martw się jeśli ci się nie podobało nie musimy tego powtarzać — powiedział Kamil i znowu sięgnął po telefon.

Gdy na nią nie patrzył jakoś łatwiej się było odezwać.

— Tobie się podobało, prawda? Bawiłeś się w najlepsze? Co nie? — zapytała go dziewczyna.

— Yhm — mruknął.

Jego odpowiedź nie była dla niej zadowalająca.

— Jeśli byś chciał moglibyśmy to powtórzyć jeszcze kiedyś razem z Patrykiem byłoby fajnie…

Kamil przeniósł na nią wzrok znad telefonu i zaśmiał się, ale jakoś tak zbyt pogardliwie, jak dla niej, a potem powiedział i zrobił coś, co ją kompletnie zatkało.

— Nie — oznajmił.

I wstał.

— Co? Dlaczego? — krzyknęła i wstała za nim.

Kamil zatrzymał się pod swoim pokojem i wrócił do niej powolnym krokiem mówiąc: — Dlatego, że nie powiemy Patrykowi nic o wesołym miasteczku…

— Ale…, Dlaczego?

Kamil stanął przed nią i przyglądał jej się przez chwile. Bała się tego, co może za chwilę zrobić, ale chciała aby odpowiedział. Starała się nalegać spojrzeniem.

Musiała jednak zamknąć oczy, bo Kamil z wielką czułością, o którą nigdy by go nie podejrzewała pocałował ją w czoło.

— Bo chwile w miasteczku należą tylko do nas — powiedział i odszedł od niej.

– 🩷 🩷 🩷 –

Gdy kładła się spać ścieląc łóżko znalazła pod poduszką pluszaka, żabkę z dołączoną karteczką:

To za balona, żeby nie było ☺

Uśmiechnęła się do siebie i pogłaskała miśka. Co jest z tobą nie tak? – Pomyślała wskakując pod kołderkę i przytulając się do małej żabki.

Zamknęła oczy czekając na sen.

Pomyślała o tym, że rano Patryk na pewno zbudzi ją pocałunkiem. Rano tylko to będzie się liczyć. Wtedy nie będzie już czego wspominać. O czym miałaby mu w ogóle opowiedzieć z tego dziwnego, radosnego dnia? Jutro i tak nic nie będzie z niego pamiętać. A na pewno nie będzie pamiętać tego, że przed snem pocałowała małą, zieloną żabkę w swoich ramionach.

– 🩷 🩷 🩷 –

Tego dnia pogoda była złocista. Teraz księżyc lśnił złocistym blaskiem w otwartym na oścież oknie.

Kamil położył się na łóżku wpatrując się w pełnię.

Czy rola, którą odegrał była rzeczywiście tylko rolą?

Naprawdę dobrze się bawił. Chciał jej to powiedzieć tą żabką. Dużo chciał jej powiedzieć. Dziwnie się z tym czuł, nie rozumiał tego.

I nie panował nad tym gdy zamykając ciężkie powieki zobaczył oczami wyobraźni rozwiane włosy i spętane ręce, a na ustach poczuł lekki słodki, cukrowy smak.

Mimo wszystko czuł, że sen przyszedł szybko. Przespał całą noc.

1 Komentarz
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
elfowa

Chwila, chwila! Tu się kroi coś większego 🩷🤎🎡

error: Content is protected !!