Jej podniecenie sięgało zenitu. To był jej pierwszy raz po przerwie i czuła, że będzie najlepszy. Da z siebie wszystko, jest przygotowana i wie, że wypadnie znakomicie.
Samira wkroczyła na scenę z gracją i powagą. Spojrzała po audytorium, gdzie połowa jej publiczności markotnie wbijała w nią wzrok z opartymi brodami, zagryzając długopisy lub w ogóle gapiąc się w swoje telefony lub laptopy. No cóż… – Pomyślała. Od czegoś trzeba zacząć… Spojrzała na pana od zadań aktorskich czekając na sygnał niczym na tradycyjne: Kamera…. AKCJA! Gdy profesor kiwnął głową dając jej znak zaczęła swój monolog artystyczny z pasją podkreślając każde słowo soczystym gestem i bogatą mimiką.
Niektórzy podnieśli głowy nieco poruszeni jej występem, inni nie zareagowali wcale, z kolei wykładowca miał wyraźnie łzy w oczach.
Auri siedziała w dalszym rzędzie wbijając wzrok w telefon. Wymieniała wiadomości z Patrykiem, który po przerwie świątecznej miał się spóźnić na poniedziałkowe zajęcia. Nie było go już na Wymowie i Impostacji głosu. Teraz mieli Elementarne zadania aktorskie i z tego co pisał również na nie zdąży już dojechać.
Tęsknię. Samira zawładnęła salą, a ja nie mogę przestać myśleć o tym, że zaraz wejdziesz przez te drzwi i jej przerwiemy, bo nie wytrzymam i rzucę się na ciebie 💗
… odpisała mu i wcisnęła wyślij.
Z chwilą gdy to zrobiła drzwi do sali rzeczywiście się otworzyły. Uniosła głowę gotowa zbiec na dół, ale ku jej zdziwieniu do środka wszedł nie Patryk, ale Kamil. Jej uwagę od razu przykuł bandaż na czole i zupełnie nie podobny do niego spuszczony wzrok. Nie poszedł też wyżej jak to zwykle robił, gdy był spóźniony, tylko zajął pierwsze wolne miejsce z brzegu zrzucając z siebie plecak. Miał na sobie obszerną czarną bluzę, której rękawy wyciągnął do przodu opierając się ze skrzyżowanymi rękami na stoliku.
Samira akurat na szczęście właśnie kończyła swoje przedstawienie padając majestatycznie twarzą na podłogę. Gdy się podniosła spodziewała się oklasków i ogólnej wrzawy. Zamiast tego usłyszała tylko głośne klaskanie Damiana i jakieś tam poklaski z dalszej strony sali. No nic… Najważniejsza była dla niej i tak opinia profesora, na którą czekała z niecierpliwością.
— No, no, no… Proszę kogo my tu mamy… — odezwał się profesor wychodząc zza swojego biurka i wbijając wzrok znad okularów nie w Samirę, jakby się mogła tego spodziewać tylko właśnie w Kamila spóźnialskiego. — Pan Klusek raczył do nas dołączyć.
— Tak, dzień dobry profesorze! — Kamil uniósł rękę i zasalutował mu na luzie.
— Tak, tak… Dla kogo dobry, dla tego dobry Panie Kamilu, czy wie Pan, że przekroczył już limit nieobecności na moich zajęciach?
— Zdaję sobie z tego sprawę, załatwię usprawiedliwienie!
Profesor uniósł brwi robiąc powściągliwą minę: — Usprawiedliwienie mówi Pan? Śmiem wątpić czy to panu coś pomoże. Na moich zajęciach trzeba być obecnym, bo tego czego się tu dowiecie nie da się później już nadrobić, rozumie Pan?
— Myślę, że dam radę, chyba mnie Pan nie docenia, zdolny ze mnie aktor.
Wszyscy na sali przysłuchiwali się tej konwersacji nagle wykazując nim większe zainteresowanie niż ekspresyjnemu przedstawieniu Samiry.
Widząc, co się działo stojąca wciąż na scenie dziewczyna, na którą nikt nie zwracał uwagi coraz bardziej się denerwowała przeskakując z nogi na nogę. Tylko wierny Damian pokazywał jej cały czas dwa kciuki w górę.
— Nie wątpię, bo oczywiście dam panu szansę się jeszcze wykazać i to już na najbliższych zajęciach. Niestety przegapił pan występ koleżanki, z którego mógłby pan się wiele nauczyć (Samira od razu się poczuła i dumnie wypięła pierś) …dlatego prosiłbym aby umówili się państwo na spotkanie, na którym pani Samira przedstawi panu jak należy podejść do tematu, bo teraz już nie mamy na to czasu inni czekają w kolejce.
Spojrzenia Samiry i Kamila się spotkały. On z uśmiechem puścił do niej podbite oko, a ona skrzywiła się lekko dostrzegając siniaki, choć starała się zachować beznamiętny wyraz twarzy.
— Oczywiście panie profesorze! — zawołała Samira zapewniając wykładowcę o swojej wierności. — A, a… jak mój występ panie profesorze, jak pan go ocenia? — zapytała nieśmiało.
— Jak zawsze znakomicie sobie Pani poradziła — odpowiedział wpisując ocenę do swojego komputera.
Schodząc ze sceny z dumnym jak paw uśmiechem zerknęła ukradkiem, że była to ocena bardzo dobra.
— Proszę kolejną osobę… Pan Filip Filipiński!
– 💚 💚 💚 –
Auri wyciągnęła rękę i dotknęła jego ramienia. Kamil obrócił się tak nagle i gwałtownie, że aż się wzdrygnęła.
— O! To ty mała, sorry — odezwał się pocierając sobie ramię jakby tym dotknięciem zrobiła mu wielką krzywdę.
— Co ci się stało? — zapytała od razu nie zamierzając ignorować bandaża na czole, podbitego oka i zadrapań na twarzy. A teraz wyraźnie jeszcze widziała, że zabolało go ramie choć tylko delikatnie go dotknęła.
— Ale że co? — zapytał udając, że nie rozumie o co pyta.
Auri posłała mu wymowne spojrzenie: — Dobrze wiesz, wyglądasz jakbyś z wojny wrócił, co ci się stało? Pobiłeś się z kimś? — zapytała wprost o to, o czym myślała.
— A może by tak na początku cześć, tęskniłam, co słychać? A nie od razu wyglądasz paskudnie, hehe…
Nie mogła uwierzyć, że nawet w takiej chwili się śmiał.
— Przepraszam bierzecie coś z automatu?
Odwróciła się i razem z Kamilem spojrzeli na Bartka, który stanął za nimi z drobnymi w kieszeni.
— Ja nie, ale Kamil chyba chciał — odparła zerkając na ręce Kamila, które od razu schował, ale zdążyła dostrzec, że również były jakoś dziwnie poharatane.
— Nie, Bartuś, miałem brać, ale daruję sobie, bierz co tam chcesz — powiedział Kamil i przepuścili go odchodząc nieco na bok.
Bartek zaczął walczyć z automatem z kawą i słodkimi napojami. Dosłownie walczyć gdyż mocno naciskał przyciski po kilka razy i wrzucał drobne.
Auri zdecydowanie wbiła wzrok w Kamila. Nie mogła przejść obojętnie wobec tego jak wyglądał i dalej drążyła temat.
— Kto ci to zrobił? Pobiłeś się z kimś? Wpadłeś na traktor? Kamil? Powiedz mi proszę! Byłeś z tym u lekarza?
— Aż tak źle wyglądam? — zapytał wzdychając.
— Tak — przyznała bez wahania.
— O wow, no to chyba już nie możesz na mnie patrzeć, co? Myślę, że przywykłaś do bardziej estetycznych widoków. — Kamil poprawił sobie plecak na ramieniu i już chciał się wycofać, ale mu na to nie pozwoliła.
— Zaczekaj! — Złapała go za rękaw bluzy. — To nieprawda co powiedziałeś! Ja… chciałabym ci pomóc… Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
W tym czasie Bartek, który wciąż próbował wziąć sobie coś z automatu zaczął już w poczuciu wyraźnej klęski walić pięścią w szybę automatu.
— Przeklęta maszyna! — zaklął Bartek. — Zjadła mi kasę, a nie dała kawy!
— Może coś się zacięło? — Kamil ruszył mu z pomocą, ale jedyne co zaczął robić, to walić w automat tak samo jak on.
Dziewczyna założyła ręce zrezygnowana obserwując ich wysiłki z lekkim znudzeniem. Nie mogła uwierzyć, że Kamil tak po prostu ją olał.
W końcu od ich walenia maszyna całkowicie przestała działać.
— Coś mi się wydaje, że chyba będziesz musiał znaleźć inny automat — powiedział Kamil kopiąc jeszcze ostatni raz upadłego.
Bartek spuścił głowę ciężko wzdychając i powlókł się przed siebie.
— Powodzenia Bartek! — zawołała za nim Auri, której mimo wszystko zrobiło się go szkoda.
— No to ja też spadam, rytmikę chyba mamy, co nie? — rzucił Kamil chcąc przejść obok niej, ale ona zatrzymała go po raz kolejny. Wyciągnęła obie ręce i oparła je o jego klatkę piersiową nie pozwalając mu przejść.
Czuła jak napierał na nią, ale ona nie zamierzała się poddać i mocno się trzymała. Po chwili Kamil krzywiąc się na twarzy odpuścił i cofnął się.
— Jeju, dlaczego ty jesteś taka uparta? — żachnął się.
— A od kiedy ty jesteś takim pilnym studentem? — odcięła się.
— Kiedyś w końcu trzeba zacząć, co nie? — Posłał jej zadziorny uśmiech.
— Kamil, proszę… Przestań się zgrywać, po prostu mi powiedz co się stało? — nalegała.
Podrapał się po głowie jeszcze bardziej roztrzepując sobie i tak już potargane kruczoczarne włosy: — Hm, nie mogę… — powiedział po chwili.
— Co? Ale dlaczego? — Była tak oburzona tym, że nie chciał jej nic powiedzieć, że aż podeszła do niego i złapała go za bluzę szarpiąc ją obiema rękami. — Kamil!
— Przykro mi mała, ale wydaje mi się, że nie masz teraz czasu, żeby tego słuchać.
— Mam! — sprzeciwiła się stanowczo.
— Nie!
— TAK!
— Nie masz! — krzyknął i obrócił ją tyłem do siebie.
Chwilę trwało zanim pojęła, o co mu chodziło, ale w końcu nie mogła nie zauważyć, że wzdłuż korytarza szedł Patryk. W niebieskiej koszuli i czarnych spodniach wyglądał obłędnie uśmiechając się pod swoją lśniącą blond czupryną.
Wyrwała się Kamilowi, który wcale jej nie zatrzymywał i rzuciła biegiem w jego kierunku.
— Różyczko…
Patryk wyciągnął ramiona, a ona wprost wskoczyła w nie niczym zwinna małpka przytulając się do niego z całej siły. Nie widzieli się tylko kilka dni, a ona miała wrażenie jakby minęła wieczność odkąd ostatni raz się przytulali. Rozkosznie było poczuć znów jego ciepło.
On wyraźnie czuł to samo, bo jak tylko ją postawił zaczął od razu namiętnie całować długo nie mogąc oderwać swoich ust od jej.
— Strasznie tęskniłem! Tak bardzo! Bardzo! Różyczko! — wyrzucał z siebie między jednym, a drugim całusem,
— Ja też! — przyznała wtulając się w niego.
— Siemaneczko, stary! — Kamil podszedł uściskać jego dłoń. Kiedy to zrobił Auri od razu przypomniała sobie o nim i niechętnie, ale mimo wszystko odkleiła się od swojego chłopaka.
— O wow, Kamil… — Patryk uścisnął jego dłoń po czym gdy spojrzeli sobie w oczy obaj mocno się przytulili.
Auri poczuła się trochę z boku, ale mimo wszystko ich gest wydał jej się bardzo słodki i trochę ją rozczulił. Wiedziała też, że Kamil powie mu co się stało, a wtedy ona na pewno też się dowie.
— Aż tak? — odezwał się w końcu pierwszy Patryk.
— No bywa… — Kamil odsunął się i wzruszył ramionami.
Auri była wstrząśnięta: — Co bywa? Co bywa? — stanęła między nich i zaczęła patrzeć z wyrzutem to na jednego to na drugiego. Dlaczego obaj wiedzieli, co stało się Kamilowi, a ona nie? — Patryk! Ty widzisz jak on wygląda? Wiesz co mu się stało?!
— Różyczko…
— Dlaczego obaj wiecie, a ja nie? — przerwała mu wybuchając ze złości.
Chłopaki spojrzeli po sobie. Tym razem nie podobało jej się to. Wymieniali spojrzenia ukrywając coś przed nią. Dlaczego?
— Patryk! Jeśli mi nie powiecie to, to będzie totalny koniec, rozumiesz? Koniec z nami! — zagroziła zwracając się do niego.
Patryk westchnął ciężko szukając wsparcia u Kamila.
— Słuchaj, mała przecież on nic nie wie, prawda? — odezwał się w końcu Kamil i złapał ją za ramię odwracając do siebie. — Przecież dopiero przyjechał, tak? A ja… A ja po prostu wpadłem na szafę, okej?
— Masz mnie za idiotkę? — Auri oburzyła się jeszcze bardziej. — Doskonale wiem, że musiałeś się z kimś pobić!
— No! No to jak wiesz, to sprawa załatwiona tak? Pobiłem się, tak?! Dałem w mordę i dostałem w mordę! To chyba już wszystko jasne?! Polało się trochę krwi, był łomot i to wszystko! — krzyknął jej w twarz, a ona zadrżała ze strachu.
— Kamil! — Patryk wkroczył między nich obejmując dziewczynę. — Wystarczy! Straszysz ją!
— No co? Chciała wiedzieć! To już wie, tak?! — rzucił agresywnie.
Auri wtuliła się w Patryka. Po raz pierwszy przestraszyła się Kamila.
— Hej! — Patryk wyciągnął wyciągnął rękę do przyjaciela i dotknął go z boku za szyję. — Hej… — powtórzył spokojniej patrząc mu w oczy. — Rozumiem… Naprawdę, Kamil… Rozumiem… — powtórzył nie odrywając od niego wzroku, a jednocześnie chroniąc Auri. — Wszystko już jasne… Wiem… Już w porządku…
Kamil popatrzył na Auri, która chowała twarz w ramionach Patryka i wypuścił powietrze z płuc.
— Zajmij się nią… — powiedział Kamil.
— Zrobię to…
— To dobrze… No to ja lecę…
Chłopcy spojrzeli na siebie jeszcze po raz ostatni. Auri pociekły łzy na niebieską koszulę.
– 💚 💚 💚 –
Za oknem lał deszcz. Zrobiła się typowo listopadowa pogoda. Było szaro, mgliście i deszczowo. Drzewa zgubiły już prawie wszystkie swoje liście. Studenci przemykali między budynkami byle szybciej znaleźć się na swoich zajęciach lub zmierzali w stronę akademika.
Wiktor przyglądał się życiu za oknem. Kroplom w kałużach, zgniłym liściom, rozrzuconym kamieniom, uginającym się nagim gałęziom drzew, sile wiatru, od której nagle wszystko zaczęło zależeć. Świat jest pełen zależności. Wszyscy od siebie zależymy. Czasami, prawie zawsze.
Ktoś opadł na ławkę naprzeciwko niego. Oderwał wzrok od szyby i spojrzał przed siebie. Na początku go nie poznał. Miał kaptur na głowie i spuszczony wzrok. Twarz totalnie poobijaną. Usiadł od razu chowając się w sobie.
— Myślę, że pan od Etyki doceni moją pracę. Tak, tak… Czerpałem od samego Machiavellego. To wybitny filozof…
Wiktor przesunął się jeszcze bliżej okna robiąc miejsce dla Williama, który usiadł obok niego z telefonem przy uchu i głośno rozmawiał.
— Wyszło mi ponad pięćdziesiąt stron, tak… — chwalił się William swojemu rozmówcy z wyraźną dumą w głosie. — Prawie jak praca magisterska, tak, tak! Hahaha!!!
Siedzący naprzeciwko Kamil zrzucił kaptur i zaczął rozplątywać rękami słuchawki wkładając sobie je do uszu i przypinając do telefonu.
Wiktor pomyślał, że wygląda jak z krzyża zdjęty zastanawiając się kim był i jak musi wyglądać jego przeciwnik.
— No! Nie mogę! Myślisz? Hahahaha!!!! Ale by było! — zaśmiewał się dalej w swojej rozmowie William.
— Kamil!
Nagle do Kamila przysiadł się Patryk wyrywając mu słuchawki z uszu.
— Co jest? Patryk, stary! Co ty robisz?! (Kamil)
— Słuchaj, powiem jej jak jest naprawdę…
— Co?
— Powiem Auri wiesz o czym…
Kamil przeszył przyjaciela zimnym spojrzeniem by po chwili posłać mu jeszcze chłodniejszy uśmiech.
— Żartujesz sobie…
— Nie! Kamil naprawdę… Nie mogę jej tak oszukiwać, ona chce wiedzieć prawdę…
Siedzący naprzeciwko Wiktor starał się nie zwracać na siebie uwagi, ale ukradkiem chłonną każde ich słowo.
— A nie możesz się postarać, żeby łyknęła to, co jej powiedziałem?
Patryk odwrócił od niego wzrok i jego oczy spotkały się z spojrzeniem Wiktora przez krótką chwilę. Wiktor spuścił wzrok, Patryk zacisnął pięści i z powrotem z przejęciem zwrócił się do przyjaciela.
— Nie, Kamil, nie mogę jej tak oszukiwać, nie mogę…
Kamil wtopił się w swoje siedzenie: — Powiedz jej, że to nie jej sprawa — mruknął pod nosem. — I najlepiej dodaj, że też nie twoja jak chcesz być szczery.
Patryk nie wytrzymał i złapał go za ramiona potrząsając nim: — Proszę cię, stary!
— To ja cię proszę, okej? — Odepchnął go od siebie. — To moje życie, do którego nie musicie się wtrącać!
— Chodzi o to, że ja znam prawdę i nie mogę jej przed nią ukrywać, rozumiesz?
— Rozumiem, a więc dokonałeś wyboru! Naprawdę wspaniały z ciebie przyjaciel! — prychnął ironicznie.
— Nie chcę tego robić bez twojej zgody…
— Nie dostaniesz jej, ale widzę, że i tak zrobisz, co będziesz chciał.
— Kamil…
— A wiesz, co? — Brunet podniósł się z krzesła i przełożył plecak przez ramię. Spojrzał na niego z góry. — Rób sobie co chcesz, a ja i tak nie będę z nią o tym gadał, a jeśli spróbuje coś drążyć to chyba wiesz jaka będzie moja reakcja, prawda?
Patryk również się podniósł i stanęli naprzeciwko siebie.
—Więc może lepiej będzie ją przed tym ochronić, nie sądzisz? — rzucił Kamil jeszcze ironicznie mu w twarz i odszedł w stronę sali, w której mieli mieć właśnie Etykę.
— Tak, tak, hałasy… Muszę kończyć, mamo, pa! — W tym samym momencie zakończył swoją rozmowę William, który przez ostatnie kilka minut mówił znacznie ciszej do swojego telefonu czując dominację rozmowy chłopaków. Szybko zabrał swoje rzeczy i ulotnił się do sali za Kamilem.
W korytarzu zostali już tylko Patryk z Wiktorem.
Wiktor ze spuszczonym wzrokiem wstał z krzesła, a Patryk przyglądał mu się wnikliwie. Kiedy go mijał miał ochotę zatrzymać go i sprawić, aby zapomniał o wszystkim, co przed chwilą usłyszał, ale nie zrobił tego. Po prostu poszedł za nim.
💚💔❤️🔥🖤💙🩷