That’s who I am
That’s who I am

That’s who I am

Za oknem ciągle padało. Auri zastanawiała się dlaczego jej łzy są mniejsze niż krople na szybie. Przecież tak mocno czuła, że cierpi. Lecz łzy po jej policzkach spływały cicho i powoli. Krople deszczu uderzały za to o parapet ze wzmożoną siłą. Otworzyła okno, żeby poczuć to jeszcze bardziej, żeby jej łzy stały się większe. Poczuła zimno na policzkach, ramionach i w gardle. I nagle ból stał się dotkliwszy, a przed oczami zaczęły jej wirować obrazy. Nie chciała tego! Zacisnęła powieki i zatrzasnęła okno.

Rzuciła się na swoje łóżko i rozpłakała po całości. Jaśmina przysiadła się obok niej i zaczęła ją głaskać po włosach.

— Ja wiedziałam, że z tymi chłopakami, to będą same problemy! — odezwała się w tym samym momencie siedząca na dywanie Hania, która z zapałem lizała lizaka.

– 💛 💛 💛 –

Kilka godzin wcześniej…

— Musimy mu pomóc tak? Trzeba powiedzieć o tym panu Ciachorowskiemu! On na pewno pomoże, tak? Zamknąć go w więzieniu, albo do jakiegoś zakładu! Przecież ktoś taki nie może chodzić bezkarnie! — krzyczała rozdygotana Auri.

Patryk objął ją i przytulił do siebie, żeby ją uspokoić.

— Różyczko… Myślisz, że ja nie próbowałem już im pomagać? To wszystko działa tylko na chwilę. Potem znów go wypuszczają i…

— Nie! Nie! Nie! Nie zgadzam się! Patryk! Nie przyjmuje tego! Tak nie może być! — zaczęła ponownie krzyczeć odpychając go od siebie. — Trzeba zrobić coś NAPRAWDĘ!

Gdy tak krzyknęła do pokoju wszedł Kamil. Trochę zbił ją z tropu, ale tak naprawdę to tylko na niego czekała. Oboje z Patrykiem spojrzeli na niego, ale on nie zwrócił na nich najmniejszej uwagi. Bez słowa zrzucił z siebie plecak i kurtkę i poszedł do łazienki.

— Kamil… — Auri poszła za nim. On jednak zamknął jej drzwi przed nosem.

Nie zamierzała jednak zrezygnować i czekała aż wyjdzie udając, że w ogóle ją to nie uraziło. Kiedy jednak wyszedł minął ją bez słowa i poszedł usiąść na kanapie w salonie.

Starając się wytrzymać to jak ją ignorował ponownie poszła za nim i usiadła obok niego.

— Kamil…

Patryk usiadł z jego drugiej strony. Kamil próbował pilotem włączyć telewizor, który stawiał opór.

— Co jest? Którym to się włącza?! — mamrotał do siebie cały czas ich ignorując naciskając wszystkie przyciski na pilocie.

— Kamil… Przestań, możemy porozmawiać? — zaczęła Auri próbując wyjąć mu delikatnie z rąk pilota.

Ale chłopak wyraźnie nie miał na to ochoty, co okazał rzucając nagle agresywnie pilotem przed siebie.

— Zwariowałeś! — krzyknął oburzony Patryk.

Auri zacisnęła powieki starając się zachować spokój.

— Kamil, wiem o wszystkim… — rzekła nadając swojemu głosowi właściwej czułości. Teraz już wiedziała, dlaczego Kamil taki był, wiedziała, że doświadczył przemocy, co go spotkało, musiała to wytrzymać. Musiała mu pomóc.

— O wow! Wiesz o wszystkim? Wspaniale! I co? Może zaraz powiesz, że mi pomożesz? — Idealnie wyśmiał jej myśli.

— Tak! — odparła dzielnie. — Pomogę! Wiesz, że jest wiele form wsparcia…

Kamil zaczął się głośno śmiać opadając luzacko na kanapę. Kpił z niej w żywe oczy.

Ona starała się być silna

— Kamil, proszę cię… — odezwał się w końcu Patryk. — Przestań…

— Wiecie co? — Kamil zerwał się z kanapy i spojrzał na nich. — Jesteście tak żałośni, że aż mnie mdli…

— Kamil! — Patryk zerwał się na nogi i stanął z nim twarzą w twarz. — Licz się ze słowami!

— Bo co?

— BO….

— Okej, Patryk! — Auri stanęła między nimi. — Przestańcie, proszę… — rzekła i dotknęła twarzy swojego chłopaka, żeby go uspokoić.

W tym momencie Kamil odwrócił się i poszedł do swojego pokoju.

Auri nie zamierzała jednak tak łatwo się poddać. Zostawiła Patryka prosząc go, aby pozwolił jej samej z nim porozmawiać i pomimo jego sprzeciwu poszła za Kamilem. Wciągając oddech zapukała kilka razy do drzwi. Kiedy nie otwierał odważyła się nacisnąć klamkę.

Pierwsze co zobaczyła to szramy na plecach, które zmroziły jej krew w żyłach. Kamil zmieniał właśnie koszulkę. Wiedziała, że sprawa jest poważna, ale żeby aż tak.

Stanęła jak sparaliżowana, kiedy odwrócił się i spojrzał na nią.

— I to był twój błąd — warknął Kamil, a ona nie mogła się ruszyć ani wydobyć z siebie słowa, kiedy zaczął na nią iść.

Aż podskoczyła, jak zatrzasnął za nią drzwi i zamknął na klucz.

— Czego jeszcze chcesz?! — zapytał wkurzony Kamil ograniczając jej przestrzeń opartymi o drzwi rękoma.

— Porozmawiać… — wymamrotała Auri cicho.

W tej samej chwili za jej plecami rozległo się walenie do drzwi.

— Różyczko! Co się dzieje? Kamil, co ty wyprawiasz?! — Wściekły głos i łomot Patryka wydobywał się zza drzwi.

— Sama tego chciała! — krzyknął Kamil nad jej uchem.

— Masz ją natychmiast wypuścić! Rozumiesz?! — Tym razem słychać było jak Patryk aż kopnął w drzwi.

— Sama tu przyszła! Nie trzymam jej na siłę, może wyjść jeśli chce! — odparł Kamil zerkając na blondynkę wymownie.

Spojrzenie jego piwnych oczu przeszyło ją na wskroś. Czuła, że chce ją tak wystraszyć, ale choć rzeczywiście bardzo się bała nie zamierzała się poddać.

— Wszystko w porządku Patryk! — zawołała przekręcając głowę do drzwi. — Porozmawiam z nim tylko i zaraz wyjdę!

Kamil uniósł brwi wykrzywiając usta w grymaśnym uśmieszku.

— Jesteś pewna? — dobiegł ich zaniepokojony głos Patryka.

— Tak! — odparła.

— Tak? — zapytał prowokującym szeptem Kamil.

— Tak… — potwierdziła mu równie cicho. Wewnętrznie wiedziała, że nic jej nie zrobi. Bała się tylko tego, co może jej powiedzieć.

— Możesz iść Patryk, zajmę się nią! — zawołał Kamil stukając w drzwi, żeby odpędzić chłopaka.

— Nie jestem pewien! I szczerze wolałbym, żebyś tego nie robił! Różyczko?

— Idź Patryk! Zaraz wyjdę! — zawołała zdecydowanie odrzucając jego pomoc.

Przez chwilę po jednej i drugiej stronie panowała cisza. Kamil i Auri patrzyli na siebie w napięciu.

— Okej… — odezwał się w końcu za drzwiami zrezygnowanym głosem Patryk. — Ale… Kamil! Ostrzegam cię! Jeśli cokolwiek jej zrobisz, to…

Brunet uśmiechnął się szyderczo i tylko Auri mogła to zobaczyć:  Myślę, że prędzej to ona może zrobić coś mnie…

— Nie żartuj! Pamiętaj o tym! — zawołał Patryk i po chwili słychać było jak odchodzi.

— I co ja mam z tobą zrobić? — Kamil westchnął i schylił się tak, aby razem z Auri mieli głowy na tej samej wysokości.

— Chcę tylko porozmawiać o tym, co się stało i ci pomóc — powiedziała dziewczyna.

— Nie chcę rozmawiać, nie chcę pomocy, nie potrzebuję pomocy.

— Potrzebujesz…

— Nie.

— Kamil, proszę cię…

— To ja cię proszę, nie wtrącaj się.

— Nie mogę.

— Dlaczego?

Zagryzła wargi dając sobie chwilę na dobranie właściwych słów, ale on był szybszy.

— Jest ci mnie żal, tak? — zapytał drwiąco — …żal ci, że dostaję łomot za to, że staję w obronie matki? Tak? Tak? Przyznaj! — nalegał.

Westchnęła zrezygnowana: — Trochę tak, ale…

Nie dała rady dokończyć widząc kątem oka, jak zaciska obok jej twarzy pięść. Zacisnęła powieki nagle naprawdę się bojąc, ale on szybko opuścił rękę i odszedł od niej zatrzymując się odwrócony przy oknie.

— Zupełnie niepotrzebnie, uwierz mi, że umiem się już bronić. Jest to o wiele łatwiejsze, gdy nie masz już dziesięciu lat i nie wyglądasz jak patyk. — powiedział patrząc przez okno na strugi deszczu z rękami w kieszeni.

Strasznie się bała, że ją odtrącić, ale w tym momencie pragnęła tylko podejść do niego i go przytulić.

Ruszyła się z miejsca. Okrążyła go i delikatnie objęła. Poczuła ulgę, gdy się jej nie oparł. Stali tak przytuleni do siebie przez dłuższy moment. W niej budziła się na nowo nadzieja, że może mu pomóc.

Kamil jednak choć stał spokojnie był na siebie zły, że pozwolił sobie na tak zachłanną czułość z jej strony. Co to w ogóle było? Dziwnie się czuł, gdy go dotknęła i przytuliła jakby miała do tego prawo. Prawo, żeby się nad nim litować. Zaskoczyła go, a on jej na to pozwolił.

I choć jej włosy cudnie pachniały, a bliskość przyprawiała go o drżenia mięśni na całym ciele, to zbyt wiele było w nim teraz emocji, żeby miał się tak łatwo poddać.

— Potrzebuję seksu… — powiedział i od razu poczuł jak cała zesztywniała w jego ramionach.

— Co? — Zaskoczona odsunęła się od niego nie wierząc własnym uszom. Bała się, że będzie ją przytrzymywał, ale on puścił ją bez wahania.

— Dobrze słyszałaś, ale po twojej reakcji widzę, że raczej nie możesz mi pomóc — rzekł drwiąco i minął ją wracając do drzwi.

— Jak możesz?! — Odwróciła się za nim pełna wyrzutu.

Kamil zatrzymał się przy drzwiach i obejrzał za siebie. Auri podchodziła do niego niepewnie, ale jego wzrok sprawił, że nagle się zatrzymała.

— Próbuję ci pomóc, a ty… Bożę, jak możesz myśleć teraz o takich rzeczach!? — powiedziała nie kryjąc swojego oburzenia.

— Właśnie, widzisz… — Kamil zaczął powoli do niej wracać. — W tym sęk, że nie możesz mi pomóc! Słyszałaś czego chcę, prawda?

— Chcesz mnie po prostu odstraszyć, to nie tego potrzebujesz… — powiedziała czując, że ma rację.

Chłopak zaśmiał się szyderczo. Był już na tyle blisko, że mógł ją złapać za ramiona, ale ona cofnęła się, gdy wyciągnął ręce.

— Nie uciekniesz przede mną…

— Nie uciekam…

Zbliżał się, a ona miała za sobą już tylko łóżko lub okno. Rzeczywiście nie miała dokąd uciekać.

— Co robisz? — zapytała, gdy była już w całkowitej pułapce.

— Boisz się mnie?

— Nie! — skłamała odważnie.

— A powinnaś!

To była sekunda, w czasie której nie zdążyła nawet krzyknąć, kiedy złapał ją, obrócił i przycisnął plecami do siebie jednocześnie zakrył jej usta ręką. Zaczęła się szamotać, ale był silniejszy i przytrzymywał ją.

— Posłuchaj mnie teraz dokładnie malutka Różyczko… — zaczął mówić, a jego wargi muskały jej skórę przy uchu. — Wychodzę i nie chcę więcej słyszeć o tym, że chcesz mi pomóc, okej? Nie potrzebuję twojej litości! Potrzebuję wyżyć się seksualnie, rozumiesz?! I wiesz, że to dostanę, wezmę co będę chciał! Zrobię to, co będę chciał! Rozumiesz?! Bo taki właśnie jestem! — rzucił agresywnie i w końcu ją uwolnił.

Objęła sama siebie łapiąc płytki oddech. Była cała roztrzęsiona i przerażona. Ugięły się pod nią kolana. Upadła.

Kamil jeszcze chwilę stał nad nią z wyraźnie mieszanymi emocjami na twarzy. Coś pchało go by jej pomóc, objąć, przeprosić, ale z drugiej strony coś równie mocno ciągnęło go w stronę drzwi.

— Dlaczego? — Usłyszał, gdy przekręcał już klucz w zamku. Odwrócił się i zobaczył, że Auri wstała i zerkała na niego przez ramię. Jej fiołkowe oczy były szkliste od łez.

Poczuł jak na ten widok ścisnęło go w gardle. Nie dał się jednak temu i zachował kamienną twarz.

— Bo taki właśnie jestem… — powtórzył się beznamiętnie i wyszedł.

Wzdrygnęła się, gdy trzasnęły za nim drzwi.

– 💛 💛 💛 –

— Różyczko?

Gdy do pokoju wszedł Patryk nie chciała z nim rozmawiać. Nie dała mu się nawet dotknąć. Nie chciała, żeby widział, że płakała. Wybiegła uciekając przed nim i przed wszystkim.

– 💛 💛 💛 –

Jego dusza umykała i uciekała z ciała.

Coś się działo, dlaczego tak się rwała?

Szarpnął mocniej, ścisnął silniej…

Musiał się skupić, musiał pozwolić jej odpłynąć…

Przed oczami ciągle ją miał. Nie chciała odejść bez niego.

Nie potrafił z nią wygrać.

I nagle wszystko co robił stało się nie do zniesienia…

— Co się z tobą dzieje? Byłeś jakiś inny… Coś się stało?

— Nie. I nie sądzę, żebyś miała na co narzekać.

Kamil zerwał się z łóżka obnażając się w całej okazałości. Poszedł do łazienki i stanął przed lustrem opierając się o umywalkę rękami. Trochę trwało zanim podniósł wzrok i spojrzał sobie w oczy.

— Jesteś spięty?

Naga Caroline weszła za nim do łazienki, stanęła i objęła go z tyłu w pasie. Poczuł i zobaczył w lustrze jak jej ręce przesuwają się i masują jego podbrzusze, a jej usta całują go po karku.

— Skąd masz te siniaki i zadrapania? — zapytała między jednym, a drugim muśnięciem wargami jego skóry.

— Co cię to obchodzi? Walczyłem z niedźwiedziem — odpowiedział przekręcając w jej stronę głowę.

Caroline zaśmiała się: — Nic, ale to śmieszne! I co, kto wygrał?

— A co cię to obchodzi? Myślisz, że byłbym tu z tobą, gdybym przegrał?

— Nie… – odparła z przekornym uśmiechem, a on poczuł jak dotyka jego członka, który od razu zesztywniał w jej dłoni. – Najważniejsze, że jesteś tu ze mną zwierzaku…

Kamil odwrócił się do niej gwałtownie i popchnął w stronę prysznica. Podniecona Caroline weszła do kabiny, a on wszedł za nią i odkręcił zawór. Woda trysnęła z górnego natrysku i zaczęła strumieniami spływać po ich ciałach. Kamil bardzo szybko złączył ich ze sobą, odwracając od siebie twarz Caroline, na którą nie mógł patrzeć, ale którą mógł całkowicie wziąć teraz w posiadanie i zamierzał z tego właśnie skorzystać. Bo tego właśnie w tej chwili pragnął.

Osiągając szczyt rozkoszy Caroline jęczała i stękała w niebogłosy zagłuszając dźwięk lejącej się wody. Pomimo to Kamil usłyszał jak ktoś zaczął pukać do łazienki.

– Hej! Ile można? Czemu się tak drzesz? Kiedy wychodzisz?!

Kamil zakręcił wodę dochodząc ostatni raz i wyszedł z kabiny zostawiając dyszącą Caroline przyklejoną do szyby prysznicowej. Owinął się pierwszym lepszym ręcznikiem w pasie i wyszedł z łazienki ociekając jeszcze wodą.

Zszokowana Katy, którą minął w drzwiach wytrzeszczyła na niego oczy.

— Hej! To mój ręcznik! — rzuciła za nim.

Jak na zawołanie Kamil zrzucił go z siebie i ubrał się w swoje ciuchy, które leżały na podłodze w pokoju Caroline.

Katy zasłoniła sobie ręką oczy, żeby na niego nie patrzeć, choć nie mogąc się oprzeć trochę go podglądała.

— Jest boski, prawda? — zarumieniona Caroline wyszła w szlafroku z łazienki i stanęła obok niej.

— Ty to wstydu nie masz, wiesz… — wytknęła jej, na co ona tylko wzruszyła ramionami i podeszła z uśmiechem do Kamila, który już całkowicie ubrany był przy drzwiach i zamierzał wyjść.

— Oddam przy okazji… — powiedział przerzucając sobie ręcznik Katy przez ramię.

— Lepiej dobrze go wypierz! — rzuciła do niego z wyrzutem dziewczyna.

— Na razie zwierzaku, będziesz o mnie myślał? — Caroline przesłoniła mu twarz rzucając mu się na szyję i dając soczystego całusa w policzek na pożegnanie.

Kamil spojrzał na nią beznamiętnie: — A co cię to obchodzi? — powiedział i wyszedł zostawiając ją z głupią miną.

1 Komentarz
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
elfowa

Ekstra 🥰🥰🥰

error: Content is protected !!