Gdy dotarli pod akademik siedzieli w samochodzie trochę dłużej niż zwykle. A właściwie to Patryk dłużej niż zwykle nie ruszał się z miejsca.
— Różyczko… — odezwał się, a wtedy ona wciąż jeszcze zamyślona spojrzała na niego.
I tak patrzyli na siebie dłuższą chwilę, ale zanim którekolwiek z nich zdążyło się odezwać nagle na maskę samochodu spadła śnieżna kulka, a po stronie Patryka ktoś przebiegł.
— Dawaj Johnny! — krzyczał. — Bierz go!
Po chwili od strony Auri nadbiegły kolejne dwie osoby. A jej tylko mignęły roześmiane twarze Elli i Aleksa.
— Bawią się… — stwierdziła blondynka uśmiechając się.
— AAAAAAAA!!!!!!!! — Wleciał nagle z wielkim krzykiem na ich samochód Miko. — PATRYK! — zawołał poznając go i przesuwając się w jego stronę. — Ratunku! Wielki buc atakuje!!!!
— Co? — Patryk wychylił się przez okno w samochodzie próbując go zrozumieć, ale wtedy on przebiegł obok, a Patryk musiał uchylić się przed nadlatującą śnieżką. — Co się tu dzieje? — zapytał nagle widząc biegnącego bez spodni Williama, który ciskał kulką za kulką próbując trafić tych, którzy uciekli.
Auri zaśmiała się nie mogąc się powstrzymać: — Zabawne!
Patryk też się uśmiechnął i po chwili roześmiał jak ona.
— I jak my teraz wyjdziemy Różyczko? — zapytał.
— Damy radę, chyba już pobiegli dalej — stwierdziła postanawiając nie czekać dłużej i sama sobie otworzyła drzwi wychodząc na zewnątrz.
Wokół leżało mnóstwo śniegu, bo praktycznie padało przez całą noc i wciąż jeszcze prószyło, więc kiedy stanęła swoimi delikatnymi bucikami na ziemi to choć miała na sobie grube, krótkie palteczko poczuła straszliwy, przeszywający ją ziąb.
Patryk jednak szybko do niej podskoczył i nie pytając o zgodę wziął ją na ręce i zaniósł szarmancko do akademika.
— To było miłe — powiedziała Auri, kiedy postawił ją dopiero przed drzwiami pokoju.
Uśmiech chłopaka był skromny, ale dumny i ogromnie jej się podobał.
Nie mogąc się powstrzymać pocałowała go, a on szybko odwzajemnił się jej z jeszcze większą namiętnością. Przy zamkniętych oczach nacisnął na klamkę wprowadzając ich złączonych w pocałunku do środka. Nie patrząc na nic chciał ich po omacku przesunąć do swojego pokoju, ale niestety już na samym progu oboje potknęli się o coś i o mało się nie przewrócili. Na szczęście chłopak utrzymał równowagę i przytrzymał Auri. Niestety oboje mimo wszystko zostali wytrąceni z równowagi i musieli oderwać się od siebie i otworzyć oczy.
— Nananananan!!!!!!!!! JEJJEJEJEJE!!!!!!
Pierwsze, co zobaczyli to skaczącą po kanapie w salonie w samej bieliźnie Caroline, a obok leżące na stoliku opróżnione kieliszki i przewrócone butelki na podłodze.
Telewizor był włączony i leciały w nim jakieś sprośne teledyski, a w całym pokoju grała głośno muzyka i czuć było swąd alkoholu.
Zanim para zdążyła wyjść z szoku ich oczom ukazał się wyłaniający się nagle nad kanapą Kamil wykonujący dziwaczne taneczne ruchy. Miał na sobie ciągle koszulę z balu, z tym, że była ona nonszalancko rozpięta, pomięta i rozwiana we wszystkie strony, a spodnie ledwo trzymały mu się na biodrach nisko osunięte. W ręku trzymał butelkę po jakimś alkoholowym trunku, który co jakiś czas popijał.
Oboje z Caroline wykonywali szereg dziwacznych ruchów, tańcząc, skacząc, pijąc, krzycząc i kopiąc rozrzucone rzeczy. Jednym słowem balangowali na całego.
— Kurdę, Kamil — zaklął pod nosem Patryk na widok tej całej libacji. Wziął Auri pod rękę, minął rozrzucone buty i wszedł z nią do salonu. Choć ona raczej trzymała się z tyłu mocno wstrząśnięta zastaną patologią na tle swoich świątecznych dekoracjach.
— Kamil!!! — warknął blondyn, kiedy ani on ani Caroline nie zwrócili na nich uwagi.
— Patryk!!! — zawołał od razu ucieszony jego widokiem Kamil zeskakując z kanapy. — Chodź do nas! Stary!!! — Podszedł do nich chwiejnym krokiem i złapał przyjaciela pod ramię.
Patryk jednak mu się wywinął: — Co ty wyprawiasz?! Co to za balanga?! Odbiło ci kompletnie?! — zaczął go strofować.
Kamil uśmiechał się jednak do niego szeroko od czasu do czasu kiwając się na boki: — Bawię się! Chodź i ty się zabawić! — zachęcił go kładąc mu jeszcze raz rękę na ramieniu, a raczej się o niego opierając, bo Patryk poczuł cały jej ciężar na sobie.
— Upiłeś się i tyle! — stwierdził Patryk patrząc z odrazą na przyjaciela.
Kamil uniósł rękę na wysokość twarzy i prawie styknął ze sobą dwa palce: — Tak może ciut… — przyznał mrużąc zapite oczy.
— Ogarnij to natomiast i wyrzuć ją stąd! — rzucił ostro Patryk pokazując na Caroline, która nieprzerwanie upijała się, śmiała i wykonywała lubieżne ruchy na wzór lafirynd w telewizorze.
Kamil oburzył się natychmiast wybuchając pijanym głosem: — Ale co?! Co? Nie będziesz mi psuł zabawy! Paprocki! Chodź się zabawić, rozumiesz? Pannice też możesz ze sobą wziąć! — rzucił od niechcenia wyciągając rękę i próbując chwycić chowającą się za chłopakiem Auri.
— Nie! — krzyknęła chowając się jeszcze bardziej i nie pozwalając mu się dotknąć. W tym momencie czuła do niego większą odrazę niż kiedykolwiek do jakiegokolwiek innego żula z ulicy.
— Zostaw ją, bo nie ręczę za siebie! — zagroził mu Patryk stając z nim twarzą w twarz. — Mówiłem ci, że masz nie robić tu takich eskapad, a ty co wyprawiasz?!
Kamil uniósł dziwnie ręce cofając się chwiejnie z głupim dziubkiem na pijanej twarzy: — A ty co wyprawiasz? A ty co wyprawiasz? — zaczął go przedrzeźniać podchodząc rozbawiony do Caroline. — Co wyprawiasz… Co wyprawiasz… — powtarzał ściągając ją z kanapy i przyciągając do siebie zaczynając namiętnie całować.
Auri poczuła jak serce zapada jej się w piersi na ten widok i wiedziała, że dłużej już tego nie wytrzyma.
Tym bardziej, że Kamil się nie krępował. Wbijał się w Caroline z taką zapalczywością, że aż dziwne było, że ona to wytrzymuje. Spijał z niej cieknącą im z ust ślinę, z uśmiechem zlizywał stróżki spływającego alkoholu: — Dobrze się bawię… — szeptał chrapliwie przy okazji.
Patryk nie miał zamiaru robić im dłużej za publiczność. Czym prędzej wyszedł z Auri zabierając ją do swojego pokoju. Trzaskając drzwiami kopnął w nie z jeszcze większym impetem.
Ona usiadła na łóżku chowając twarz w rękach: — Nie chcę, żeby ona tu była… — wymamrotała przez place. — Jest odrażająca, a on… — Zapiekło ją w gardle. — Jak on tak może?
Patryk spojrzał na nią z przejęciem. Widział, że się trzęsła. Nie tak wyobrażał sobie ich powrót.
— Poczekaj tu na mnie… — powiedział i wyszedł z pokoju.
Chciała iść za nim, ale zawahała się. Nie miała ochoty patrzeć jeszcze raz na to, co robił Kamil.
Patryk wrócił do salonu, gdzie Kamil z Caroline leżeli już na sobie na kanapie i niewiele brakowało, aby zaczęli zaraz wydawać z siebie odgłosy natury.
Zdecydowanym ruchem zerwał Kamila z niej, a następnie zanim ten zdążył jakkolwiek zareagować uderzył go raz i dwa po twarzy otępiając go na chwilę. Po czym złapał dziewczynę, podniósł z kanapy i w samej bieliźnie bez skrępowania wyrzucił zza drzwi. Kiedy Kamil nieco oprzytomniał doskoczył do Patryka i zaczął się z nim szarpać w korytarzu.
— Czy ja ci przeszkadzam w pieprzeniu się?! — warknął łapiąc i szturchając go z pretensją za koszulę.
— Możesz się pieprzyć gdzie tylko chcesz i kiedy tylko chcesz, ale nie tutaj i nie teraz! I nie przy niej! Nie pozwalam ci na to, rozumiesz?! — Patryk szarpnął go tak samo i odepchnął od siebie.
Kamil bardzo szybko wrócił do niego uderzając go kilka razy w klatkę piersiową i wytykając palcem: — Nie będziesz mi mówił, co mam robić, kiedy i z kim! To tak samo mój pokój i mogę w nim robić to, co mi się podoba i kiedy mi się podoba!!!
Patryk strącił jego rękę: — Zachowujesz się tak, bo cię zraniła… — powiedział nagle z dość dużym spokojem.
— Co? — Kamil zaśmiał się patrząc na niego zdumiony. — O czym ty mówisz?
— O Auri, przecież wiesz… Odtrąciła cię, a ty… — Patryk urwał, a wtedy Kamil nagle odwrócił wzrok. — A ty… tak sobie z tym radzisz, prawda? Tylko… dlaczego? Dlaczego aż tak to przeżywasz? — Podszedł do Kamila i nie wiedzieć czemu miał nagle znów wielką ochotę dać mu kolejny raz w twarz. — Dlaczego na mnie nie patrzysz? — szturchnął go ze złości zmuszając by na niego spojrzał.
Kamil wtedy nie wytrzymał i oddał mu łapiąc go z całej siły za ramiona i uderzając nim o drzwi: — Zamknij się… — syknął wyraźnie rozdrażniony. — Mam gdzieś ciebie i twoją dziewczynę! — rzucił agresywnie jakby był gotów zrobić z nim wszystko.
Patryk zerknął na bransoletkę, którą Kamil miał na nadgarstku: — To dlaczego wciąż ją nosisz? — zapytał.
Auri nie mogła już dłużej chować się w pokoju. Wszystko widziała i słyszała. Było tego za dużo. Musiała wkroczyć zanim naprawdę zrobią sobie nawzajem krzywdę. Kiedy nie było Caroline miała trochę większą śmiałość.
— Przestańcie! — zawołała i podeszła do nich.
— Ciekawe gdybym cię teraz zlał na jej oczach, to zabolałoby, nie? — rzucił wyzywającym tonem do Patryka Kamil i raz jeszcze uderzył nim o drzwi.
— Kogo? Ciebie czy mnie? A może tak naprawdę chodzi ci o nią? Czemu chcesz ją zranić? — zapytał Patryk. Nie bronił się, nie walczył z nim. Miał wrażenie, że jego przyjaciel cierpi jeszcze bardziej.
Na co Kamil jeszcze mocniej nim szturchnął.
— Nie! Proszę! — krzyknęła Auri próbując oderwać ręce Kamila od Patryka. — Proszę Kamil, puść go!
I wtedy po raz pierwszy od bardzo dawna ich spojrzenia się spotkały. Kamil spojrzał na nią, a ona choć bardzo się przed tym broniła spojrzała na niego.
— Proszę… — szepnęła — Nie chcę żebyście się przeze mnie bili i kłócili… Proszę…
Patryk poczuł jak uścisk Kamila na jego ramionach momentalnie zelżał. Przyglądał mu się uważnie, kiedy go puszczał i odchodził. I wtedy coś do niego dotarło. Kamil nie tylko był zraniony i czuł się odrzucony. Było coś jeszcze. Tylko do końca nie wiedział co. On, Kamil jeszcze nie wiedział. Patryk już wiedział.
– 🖤 🖤 🖤 –
Ostatnie tygodnie przed świętami były dla Auri dość intensywne. Przygotowywała się do scenki z Patrykiem na EZA, a dodatkowo pozostali wykładowcy też im nie odpuszczali. Poza tym ta cała sytuacja z Kamilem nie dawała jej spokoju. Kamil już nie otwierał z nimi kalendarzy adwentowych, praktycznie w ogóle się do nich nie odzywał. Wychodził wcześnie, wracał późno w nocy, albo w ogóle nie wracał na noc lub wcale nie wychodził z pokoju. Czasem tylko widywali go na zajęciach lub w przerwach.
Zauważyła też, że Patryk przeżywał to bardziej niż zwykle. Oczywiście był dla niej kochany i od nocy w hotelu kochali się prawie codziennie, ale mimo wszystko czuła, że coś dręczy jej księcia z bajki. I była pewna, że chodziło o Kamila, z którym nie spędzał już w ogóle czasu i dlatego mu go brakuje… Ale czy jej go brakowało?
Trudno jej było to stwierdzić, kiedy miała przy sobie tyle miłości od Patryka, który tak ją uszczęśliwiał. Skłamałaby jednak gdyby powiedziała, że wcale o Kamilu nie myślała.
Myślała. I to bardzo dużo.
Dlatego w końcu pewnego wieczora, kiedy wrócili z zajęć temat Kamila po prostu wypłynął. Akurat był to dzień, w którym musieli zmierzyć się na zajęciach z gromadką małych dzieci i tak naprawdę tylko Kamil potrafił sobie z nimi poradzić. Dzieci lgnęły do niego, rozśmieszał je, wymyślał różne zabawy, a one go słuchały zachwycone jego pomysłami.
Najbardziej jednak wzruszył ją jeden moment, kiedy zauważyła, jak jedna z dziewczynek zaczęła płakać, a on potrafił ją rozśmieszyć podchodząc do niej, kucając i udając, że pożera go jego własna ręka. Mała od razu zaczęła śmiać się przez łzy.
Dlatego też nie mogła już dłużej milczeć. Chciała takiego Kamila, zabawnego, troskliwego. Przyjaciela, którym był dla Patryka. Przyjaciela, którym był dla niej.
Oczywiście nie mogła zapomnieć mu tych wszystkich okropieństw, które zrobił, ale ponieważ wiedziała doskonale, że on tak sobie radził ze swoimi zranieniami, że nie potrafił inaczej, a w końcu i ona go odrzuciła, chciała spróbować w jakiś sposób dotrzeć do tego Kamila, którego znała i lubiła.
— Co chcesz zjeść? — zapytał jej Patryk. — Może zrobimy kanapki? – zaproponował.
— Okej — zgodziła się. — Patryk, pogadamy?
— Jasne, a coś się stało? — zapytał otwierając już lodówkę i wyjmując z niej masło i warzywa.
— Nie, nic… — odparła pomagając mu z warzywami. — Po prostu fajne dziś były zajęcia, prawda?
Chłopak spojrzał na nią z lekka zdziwiony. Nie zauważył, żeby była dziś zachwycona zajęciami. Jak tylko dowiedziała się, że na Elementarnych pojawią się dzieci od razu powiedziała mu, że nie przepada za nimi i raczej od nich stroni.
— Tak? — zapytał. — Naprawdę? A co ci się podobało? — zaczął ją dopytywać krojąc już paprykę.
— No śmieszne było jak ten chłopiec ugryzł profesora i Samira leciała do niego z płynem odkażającym, ale zamiast na ugryzienie prysnęła mu w twarz, co nie?
Patryk roześmiał się na wspomnienie zdesperowanej dziewczyny, której ciężko dziś szło z dzieciakami: — To były trudne zajęcia. Mało kto sobie dziś z tymi maluchami poradził… — stwierdził myjąc pod wodą sałatę.
— Tak — przyznała. — Ale ty byłeś cudowny. Podobało mi się jak brałeś je na barana.
— No tak, tylko trochę włosów to mi dziś powyrywali. — Uśmiechnął się do niej.
Auri przeczesała go ręką po głowie: — Ooo, biedaczku, dla mnie nadal jest idealnie, lubię gdy jesteś rozczochrany… — powiedziała.
Chłopak oderwał się od obierania pomidorów i obrócił się dając jej słodkiego całusa: — Ja też uwielbiam kiedy jesteś rozczochrana… — westchnął na wspomnienie ostatniej nocy, kiedy zatapiał ręce w jej włosach, które opadały mu na twarz.
Ona zarumieniła się z powodu jego spojrzenia i odwróciła się, a on ją wtedy delikatnie objął od tyłu. Kochała kiedy tak robił, czuła się wtedy nadzwyczaj bezpiecznie.
— Pozwolisz, że jeszcze się dzisiaj poczochramy? — szepnął jej do ucha.
Zachichotała odwracając się i obejmując go: — Patryk… — zaczęła, ale nie zdążyła nic więcej powiedzieć, bo zaczął ją z pasją całować. Nie potrafiła mu się oprzeć i wcale nie chciała się opierać.
Nieprzerwanie się z nią całując uniósł ją i posadził na blacie bez wahania wchodząc jej między nogi.
— Patryk! — zaczęła się śmiać czując jak wkłada ręce pod jej bluzkę i robi z nimi co chce. — No co ty! Nie tutaj, nie w kuchni… Ha, ha! Oszalałeś…
Ale on wydawał się zdecydowany, a ona niewiele mogła na to poradzić. W sumie było to niezwykle ekscytujące i podobało jej się, ale coś ją jednak powstrzymywało. Nie była gotowa aby robić to teraz z nim w kuchni, bo przecież choć było to bardzo mało prawdopodobne, Kamil mógł wejść w każdej chwili, a wtedy to dopiero spaliłaby się ze wstydu. Myśl o tym pozwoliła jej na dobre zatrzymać chłopaka.
— Hej, hej… — przytrzymała jego ręce, kiedy sięgały już do rozporka spodni. — Zjedzmy coś najpierw, okej? A potem zobaczymy…
Patryk westchnął trochę zawiedziony, ale grzecznie zabrał ręce i puścił ją. Ona zgrabnie zeskoczyła z blatu poprawiając sobie bluzkę i razem wrócili do krojenia warzyw co jakiś czas się tylko przekomarzając i szturchając dla draki.
Kiedy wszystko było już gotowe, rozstawili jedzenie na stoliku i usiedli na kanapie zaczynając w końcu jeść kolację. Pomimo, że Auri czuła się głodna, to cały czas i tak myślała o tym, że musieli porozmawiać o Kamilu.
— Mam pomysł na zakończenie naszej scenki — odezwał się jednak pierwszy Patryk zanim ona zdążyła skleić myśli.
— Serio? Hm… ciekawe jaki? — Zastanowiła się przyglądając mu się uważnie.
— Pokażę ci jak skończymy — powiedział uśmiechając się przebiegle.
Auri coś czuła, że go przejrzała, ale nie chciała nic mówić. Chciała za to powiedzieć coś o Kamilu, ale…. Niestety było to dla niej chyba za trudne.
— W porządku? — zapytał Patryk jak zwykle ją wyczuwając.
— Tak. — Kiwnęła głową zagryzając niemoc kanapką.
Traf chciał, że Kamil akurat wtedy wrócił do pokoju i wszedł do salonu, gdzie siedzieli. Bez słowa przywitania ani jednego spojrzenia w ich stronę, jakby ich w ogóle nie zauważył otworzył szafę, zdjął z siebie koszulkę i zaczął się przebierać.
Auri spojrzała wymownie na Patryka i oboje zrozumieli się bez słowa. Mieli farta… i to dużego. Kamil od ponad tygodnia nie wracał o tej porze do pokoju, a tu nagle akurat tego dnia musiał przyjść zmienić koszulkę. Co prawda była cała ubrudzona farbami, więc właściwie nie było to nic dziwnego.
Wziął z szafy nową bluzkę w kolorze ciemnej zieleni, założył na siebie, zgniótł w ręku zabrudzoną i jak wszedł bez słowa tak samo wyszedł.
Auri odetchnęła głęboko jak tylko zamknął za sobą drzwi. Przez cały bowiem czas wstrzymywała oddech: — Patryk… — zaczęła czując, że chyba może w końcu zacząć mówić. — Trzeba coś z tym zrobić.
— Tak, a z czym? — zapytał choć cały czas patrzył jeszcze za Kamilem.
— Z nim… Z Kamilem… — odważyła się w końcu wydusić z siebie to słowo.
Patryk spojrzał na nią szczerze zdziwiony. Prawdę mówiąc nie spodziewał się, że zacznie ten temat. Raczej był święcie przekonany, że ona już Kamila całkowicie skreśliła. Dlatego też sam bał się o tym mówić. Nie chciał jej denerwować, ani wprowadzać nieprzyjemnej atmosfery. Naprawdę był zaskoczony.
— Z Kamilem? — upewnił się.
— Tak, Patryk… — westchnęła jakby zrzucała z siebie ogromny ciężar. — Nie mogę już tak dłużej. Od ponad tygodnia wcale ze sobą nie rozmawiacie i tak nie zasłużył na to, żeby się do niego odzywać, ale… Ale przecież widzę, że ci go brakuje.
Patryk chciał zapytać czy na pewno tylko jemu, ale powstrzymał się. Z jakiegoś powodu nie będąc teraz gotowym na jej odpowiedź.
— Różyczko, jestem z tobą szczęśliwy, niczego mi nie brakuje — powiedział za to.
— Wiem, ale kogoś… i….
— Poczekaj! — Przerwał jej bojąc się tego, co chciała powiedzieć. — Pamiętasz, co zrobił, tak? Pamiętasz jak się zachowywał? Pamiętasz, co mu powiedziałaś, tak? Różyczko, skreśliłaś go… A ja… Ja wybrałem ciebie.
— Nie chcę żebyś musiał mnie wybierać! Chcę, żebyś miał przyjaciela i był szczęśliwy!
— Jestem szczęśliwy!
— Nie!
— Tak! Różyczko, o czym ty mówisz? Jesteś pewna, że mówimy o mnie, a nie… nie na przykład o tobie? — zapytał, a w jego głosie dało się wyczuć dziwny strach.
— Co? — Wzdrygnęła się. — Oczywiście, że chodzi mi o ciebie. Ja po prostu nie chcę żebyś przeze mnie stracił przyjaciela!
— Widzisz jaki z niego przyjaciel! Widziałaś, co zrobił!
— Zrobił to, bo go odrzuciłam… — przyznała z ciężkim sercem. — Sam tak powiedziałeś, pamiętasz? Wiem, że na pewno taki nie jest.
— Skąd to wiesz? Kamil robił wiele rzeczy również zanim cię poznał.
Westchnęła. Może rzeczywiście niepotrzebnie się starała? Właściwie to nie do końca wiedziała, o co jej dokładnie chodziło. Czego chciała?
— Masz rację. — Poddała się. — Niech się już więcej do nas nie odzywa skoro tak mówisz.
Patryk przysunął się do niej i objął przytulając.
— Ja po prostu… — Auri zaczęła dukać. — Widziałam… i wiem… Po prostu wiem…
Nie było rady i rozpłakała się. Nie rozumiała do końca dlaczego tak się stało, ale nie mogła już dłużej wytrzymać. Czuła się rozdarta pomiędzy tym jak bardzo nienawidziła z jednej strony Kamila, a tym jak bardzo pewna część jej serca za nim po prostu tęskniła.
– 🖤 🖤 🖤 –
Oczywiście Patryk znalazł go siedzącego samego przy barze i popijającego drinki.
Klub był w swoim stylu lekko przydymiony. Z głośników leciały jakieś świąteczne kawałki. Nikt praktycznie nie tańczył, parkiet był pusty. W kątach stały jedynie pojedyncze osoby lub całujące się pary. Gdzieniegdzie wisiały świąteczne dekoracje.
— To samo — powiedział do kelnera Patryk przysiadając się do Kamila.
Brunet rzucił mu krótkie obojętne spojrzenie unosząc wymownie brwi i wrócił do popijania swojego drinka i gapienia się przed siebie.
— Mało ludzi, co? — odezwał się ponownie Patryk, gdy dostał już swój kieliszek i zamoczył usta. Uśmiechnął się pod nosem czując zwykłą wodę. — DeMarge! — Skinął raz jeszcze na kelnera. — Dla mnie i kolegi, ja stawiam!
Kamil prychnął pod nosem uśmiechając się kpiąco.
— Kasa się skończyła? — Zaczepił go Patryk lekkim szturchnięciem.
— Do matki wysłałem na święta… — odparł Kamil na odczepnego ciągle patrząc przed siebie.
— O? Jedziesz do domu na święta? — zapytał Patryk biorąc do ręki jeden z nowych postawiony przez kelnera kieliszków, tym razem już z alkoholem. — Myślałem, że przyjedziesz do mnie… — rzekł podając mu drugi i czekając aż się z nim przybije.
— Ja też… — wziął od niego drinka i przybił go bez entuzjazmu. Alkohol zapiekł go w ustach.
— To jak będzie?
— Nie wiem jeszcze… — rzucił obojętnie.
— No jasne… — mruknął blondyn i na chwilę obaj zamilkli. — Ciężki dzień z tymi dzieciakami, co? — zagadnął w końcu patrząc tak jak Kamil przed siebie.
— Bachory jak bachory… — wymamrotał.
— Wydawało mi się, że dobrze się bawiłeś?
— To ci się wydawało.
— Aha.
— No.
— Czekasz na kogoś, czy masz zamiar przesiedzieć tu całą noc upijając się wodą? — zapytał Patryk starając się nie zrażać beznadziejną obojętnością Kamila.
— Nie twój interes Paprocki.
— Pytam, bo może miałbyś ochotę na szybszą jazdę?
Kamil po raz pierwszy spojrzał na niego z lekką ciekawością.
— A konkretnie, to o co ci chodzi? — zapytał zaintrygowany.
Patryk uśmiechnął się do swojego kieliszka wiedząc już, że chłopak połknął haczyk: — A o to, co stoi przed klubem, idziesz? — zapytał odstawiając drinka i rzucając stówkę na blat.
Kamil wstał i poszedł za nim. Kiedy obaj wyszli przed klub zobaczył czarne Maserati, najnowszy model sportowego samochodu i aż go zgięło z wrażenia: — Kupiłeś sobie nowe autko i przyszedłeś się pochwalić? — zapytał z ironią, ale podszedł do wozu i zaczął dotykać błyszczący lakier.
— Nie, to akurat wypożyczyłem. To, co jedziemy się ścigać? — zaproponował mu Patryk wręczając kluczyki.
— Gdzie?
— No, a gdzie się można ścigać? Chyba nie w mieście, jedziemy na tor, wsiadaj! Ja jadę swoim, a ty jedź tym za mną, okej?
Kamil patrzył z lekkim osłupienie jak Patryk wsiadał do swojego wozu i odpala silnik. Nie pozostało mu już nic innego jak tylko skorzystać z jego propozycji i wsiąść do Maserati. Miał kluczyki, miał wóz, miał wszystko czego chciał.
Patryk z ulgą dostrzegał, co jakiś czas, w górnym lusterku jak Kamil jechał za nim. Stresował się, żeby go nie zgubić lub żeby to on specjalnie nie pojechał w inną stronę. Ale nie. Nie pojechał. Dotarli na tor wyścigowy bardzo szybko.
I wtedy dopiero zaczęła się zabawa. Obaj rozpędzili swoje samochody do maksymalnych szybkości i ścigali się okrążenie za okrążeniem. Ostatecznie Kamil wygrał nie dając Patrykowi żadnych szans.
— Cudo! — stwierdził Kamil, kiedy w końcu się zatrzymał przy trasie po wielu wielu okrążeniach i wysiadł z samochodu.
— Jechałeś jak wariat! — zawołał Patryk również wysiadając z swojego wozu i podchodząc do Kamila. Wyciągnął rękę, aby uścisnąć ją z przyjacielem po fajnej rywalizacji.
Kamil nie wahał się ani przez chwilę. Był na takiej adrenalinie że nie tylko uścisnął mu rękę, ale uścisnął i całego Patryka.
— Niesamowite auto! — stwierdził Kamil kiedy już go puścił i jak gdyby nigdy nic wrócił do podziwiania samochodu. — Skąd ty go wytrzasnąłeś?
— Z wypożyczalni… — odparł Patryk dla którego uścisk sprzed sekundy był niezwykłym doświadczeniem Gdy Kamil go objął, poczuł jak bardzo mu tego już od jakiegoś czasu brakowało.
— Musiałeś nieźle wybulić, tatuś wie? — zapytał Kamil przekornie opierając się tyłem o maskę.
— Zapewne dowie się jak zajrzy na konto… — odrzekł Patryk podchodząc i opierając się obok przyjaciela. — A tak serio to firma ma mieć tutaj patronat medialny, dlatego mogliśmy tu tak bez przeszkód wjechać… — wyjaśnił.
— Super — przyznał Kamil i poklepał go po plecach, po czym obaj na siebie spojrzeli. — Okej to… Dzięki… — rzucił — …pewnie musimy wracać, co? — zapytał odchodząc od niego i otworzył ponownie drzwi auta w wiadomym celu.
— Nie, samochód jest na dwadzieścia cztery, więc mam go do jutra wieczór, ale mogę też przedłużyć wynajem jak chcesz. Jest dla ciebie, możesz jeszcze pojeździć jeśli masz ochotę… — powiedział Patryk uśmiechając się i wzruszając ramionami.
— No dobra… — Kamil zatrzasnął drzwiczki, a Patryk już wiedział, że teraz dopiero się zacznie. — O co ci chodzi, co? Chcesz mnie przekupić? Czego chcesz?
Blondyn wyprostował się stając równo na nogach i wkładając ręce do kieszeni spodni: — Jedyne czego chciałem to zrobić ci niespodziankę — wyjaśnił, kiedy Kamil powoli wrócił i stanął przed nim wbijając w niego ostre spojrzenie.
— Ach tak? A to niby z jakiego powodu? Urodziny miałem już jakiś czas temu i dostałem w spadku używany motor, zapomniałeś?
— Kamil… Przecież to nie jest żaden prezent. Samochód jest wypożyczony więc nie przywiązuj się, tak? Chciałem tylko, żebyśmy spędzili trochę czasu razem, a takie auto, to chyba przyznasz, że to dobry umilacz… — powiedział Patryk licząc na to, że przyjaciel dobrze to odbierze.
On jednak wciąż przyglądał mu się podejrzliwie: — Dlaczego? — zapytał.
— Co, dlaczego?
— Dlaczego chciałeś spędzić ze mną czas? — uściślił.
Patryk westchnął kładąc mu ręce na ramionach: — Bo jesteśmy przyjaciółmi Kamil, pamiętasz? Chciałem ci o tym przypomnieć.
Kamil uśmiechnął się do niego, ale po chwili jednak odwrócił wzrok: — Wiesz… Naprawdę chciałbym, żeby tak było.
— Ja też.
— Przestań, ja już się nie liczę — żachnął się Kamil odtrącając jego ręce i odchodząc od niego.
— Co ty mówisz? Kamil, oczywiście, że się liczysz! — zawołał za nim. — Co ci odbiło?
— Mi? — Kamil odwrócił się i spojrzał na niego z wyrzutem. — Przecież to tobie odbiło, Patryk!
— Bożę Kamil! — Patryk podbiegł do niego i złapał potrząsając go za ramiona. Nie mógł uwierzyć, że Kamil zachowuje się jak zazdrosne dziecko. — Jak możesz być zazdrosny o to, że po prostu mam dziewczynę i ją kocham?!
— Nie obchodzi mnie to! — zaprzeczył Kamil i odtrącił go odwracając się i zdecydowanie odchodząc.
— Kamil! — zawołał za nim blondyn jeszcze bardziej zdeterminowany.
— Patryk! — krzyknął brunet i spojrzał za siebie wprost na niego.
— Potrzebuję cię i…. — Patryk westchnął — i… Ona też cię potrzebuje… Teraz nie jesteś już tylko moim przyjacielem, ale także i jej… — mówił i powoli wręcz ostrożnie podchodził do Kamila.
— Nie ściemniaj mi tutaj, dobra? Wiem, że mnie skreśliła, tak? Powiedziała mi to prosto w oczy! Sam przy tym byłeś… — Kamil wyrzucił to w końcu z siebie z żalem, a Patryk zauważył jak desperacko zacisnął przy tym pięści.
— Kamil… — Patryk uśmiechnął się do przyjaciela dobrotliwie obejmując go jedną ręką za ramię. — Od kiedy to wierzysz dziewczynom, co?
— Przestań, nie mam na to już siły, dobra? Dałem ciała i koniec, finto, nic już z tego naszego wesołego trójkąta nie będzie.
— Wiesz dobrze, że nie chcę żadnego trójkąta, tak? Zabiję cię jeśli kiedykolwiek… — Urwał nie mając nawet pojęcia, co chciał powiedzieć. — Chodzi o to, że nie chcę stracić przyjaciela, nawet jeśli ten przyjaciel zachowuje się czasem jak kompletny idiota. — Dokończył na spokojnie.
— Nie wiem, co miałbym robić, żeby nim nie być — odparł zrezygnowanym tonem Kamil, ale Patryk czuł, że już go ma i za żadne skarby świata nie zamierzał go teraz nigdzie wypuścić.
— Dobrze ci szło do tej wpadki z Charlotte… — oświadczył Patryk.
Kamil spojrzał na niego i przez chwilę obaj zachowali totalną powagę patrząc na siebie.
— Tak, to dopiero była wpadka… — przyznał Kamil i nagle oboje wybuchnęli gromkim i niosącym się po całym torze śmiechem.