Auri obudziła się nagle i z łomotem serca usiadła na łóżku. Spojrzała na swój telefon leżący obok i z lekkim grymasem zauważyła, że jest dopiero 2-ga w nocy. Dokładnie 2:02. No pięknie… – Pomyślała. Jak ja teraz zasnę? Bo w ogóle przestała czuć się śpiąca. Spróbowała jednak na nowo ułożyć się i wtulić w pościel. Wtedy jedna piorunująca myśl sprawiła, że na nowo otworzyła szeroko oczy i tym razem aż wyskoczyła z łóżka. Patryk! Czy nadal tam był? Podeszła ostrożnie do okna i wyjrzała na zewnątrz. Zeszłego wieczoru robiła to kilkakrotnie nękana gadaniem Jaśminy, że powinna do niego zejść i z nim porozmawiać, że nie powinna od niego uciekać… Ale przecież ona nie uciekała! Po prostu nie chciała go już więcej widzieć! Nie chciała mieć z nim nic wspólnego! Przecież praktycznie go nie znała! Nic o nim nie wiedziała! Oprócz tego, że był zabójczo przystojny i czarujący! Potrafił zawrócić jej w głowie i sprawić, że unosiła się do gwiazd! A jednocześnie słodko całował! I na pewno był bogaty… A no i miał dziewczynę… Tak zwaną przyjaciółkę od dzieciństwa… Wyraźnie mającą do niego jeszcze jakieś wąty… Tak, bo go uderzyła… Uhh, takie są najgorsze… Wzdrygnęła się na wspomnienie ich ostatniego spotkania i delikatnie odchyliła zasłonę w oknie. Była druga w nocy. Czy Patryk wciąż stał z białym koniem pod akademikiem?
– 💙 💙 💙 –
— Halo, co robisz?
— I tak byś mi nie uwierzył.
— Spróbuj, strzelaj, daj mi szansę. — Głos w telefonie brzmiał luzacko i swobodnie. Wydawał się być głosem osoby, która nie miała w życiu żadnych problemów, a wszystko, co ją spotykało brała za zabawę.
Dla Patryka, który już od prawie pięciu godzin siedział na ławce i gadał do konia, a od prawie dwóch godzin próbując zachować trzeźwość umysłu i nie zasnąć głos przyjaciela brzmiał jak powiew świeżości, który miał nim wstrząsnąć i postawić go na nogi.
— Siedzę i marznę… A właściwie to gadam z rumakiem… — powiedział lakonicznie poklepując konia, który stał przed nim.
— O stary, to cię wzięło! Była ostra bibka widzę, która to u ciebie jest teraz godzina?
Patryk uniósł drugą rękę potrząsając nieco rękawem koszuli: — Druga… druga w nocy i wcale nie było ostrej bibki, Kamil.
— Nie? Nie udawaj, brzmisz jakbyś zdychał… i jeszcze teksty o jakimś rumaku… Zmieniłeś orientację, stary? Słuchaj, poważnie Patryk, czy jak mam się zacząć martwić?
Na te słowa Patryk uśmiechnął się pod nosem. Tego właśnie teraz potrzebował. Zawsze go bawiły te jego domysły i przeinaczanie wszystkiego. Od razu poczuł, że humor mu się nieco poprawił.
— Nie, Kamil, nie musisz się martwić, dzięki. Musiałem, musiałem tylko do kogoś zadzwonić dla zabicia czasu, a o tej porze mogło paść tylko na ciebie, rozumiesz, nie?
— E, no jasne! Stary luz! Nie ma to jak usłyszeć twój słodki głosik z rana! Słuchaj mam samolot jutro o piętnastej, przesiadkę w Dubaju i trzy godziny na lotnisku w Szanghaju zanim dotrę do ojczyzny, potem jeszcze dojazd, wiesz korki, centrum, taksówka… Pewnie będę w poniedziałek po południu.
— To super — Patryk westchnął do telefonu, którego szybka była już zaparowana — …czyli jesteś już gotowy pożegnać bahamskie klimaty? — zapytał z przekorą zerkając od niechcenia w górę, bo przez chwilę wydawało mu się, jakby zasłona w pokoju Auri poruszyła się.
— Zależy… Klimat raczej tak, bo skóra zaczyna mnie już swędzieć od soli w oceanie, co do bahamskich dziewczyn miałbym jeszcze wątpliwości.
Patryk ponownie uśmiechnął się pod nosem: — Nie uwierzę, jeśli mi powiesz, że zakochałeś się w murzynce — mruknął.
— I żeby to w jednej!!! — Kamil roześmiał się mu do ucha, choć dzieliło ich tysiące kilometrów.
Patryk wytrzymał to pochylając się trochę do przodu i kuląc się nieco w sobie, żeby się ocieplić włożył wolną rękę pod pachę.
— To wspaniale… — mruknął bez entuzjazmu.
— O wow, chyba nie czujesz żartu, Patryk, na pewno wszystko w porządku? — zapytał, kiedy w końcu przestał się sam z siebie śmiać.
— Tak, tak jak najbardziej — mruknął i urwał. — To znaczy nie, chyba nie… — wyznał w końcu przygnębionym głosem. — Znaczy się… nie wiem… Chyba… Zimno mi… — powiedział czując, że cały się trzęsie.
— Ojacie! Stary! Serio? Gdzie ty w ogóle jesteś? Trzeba było mi od razu powiedzieć, żeby się zamknął! Co się stało? Napadli cię geje i zerwali z ciebie ciuchy warte miliony dolarów?
Patryk westchnął ponownie nieco rozbawiony, choć wcale nie było mu do śmiechu.
— Ha, Ha, Ha… Bardzo śmieszne, chciałbyś nie? — zapytał z ironią w głosie.
— Wciąż kochałbym cię jak brata — wyznał patetycznie Kamil.
— Ja…. — Patryk właśnie miał mu coś powiedzieć, kiedy uświadomił sobie, że nie siedzi już sam na ławce.
— Hej, Patryk…. — Auri w oplecionym pod szyją grubym różowym szalem i w białym futerku siedziała tuż przy nim.
Jak mogłem nie zauważyć, że nadchodzi? – Pomyślał i zawiesił się kompletnie zaskoczony jej widokiem.
— Patryk? Patryk? Jesteś tam? Bo wydawało mi się, że usłyszałem jakiś anielski głos, który cię wzywa do nieba? Stary? Stary, błagam cię jakby co, to nie idź w stronę światła, rozumiesz? Tylko nie w stronę światła! — Nawijał w telefonie Kamil, ale on już go nie słuchał.
— Muszę kończyć, widzimy się w poniedziałek — rzucił i momentalnie zakończył rozmowę.
— Halo? Halo? — Głos Kamila zniknął w tle.
— Hej, Różyczko, jesteś — powiedział obracając się do niej.
Auri uśmiechnęła się nieśmiało.
— Hm, no tak… Przyszłam, bo… Obudziłam się i zobaczyłam, że… że wciąż tu jesteś i… szkoda mi było… szkoda mi było tego konika… — wyznała zmieszana i nie mogąc dłużej znieść jego wzroku wstała i podeszła do białego wierzchowca, który ucinał sobie drzemkę na stojąco przy ławce i zaczęła go głaskać.
— Ah, no tak… Było ci go szkoda, no tak… — Patryk pokiwał głową próbując zrozumieć to, co usłyszał i podszedł do niej również zaczynając głaskać rumaka po nosie.
Spuściła wzrok próbując zmierzyć się wewnętrznie z sytuacją, w której się znalazła. W końcu wiedziałam, na co się pisze schodząc na dół… Ale czy na pewno?
— On śpi? — zapytała zaciekawiona nagle czy konie mogą spać na stojąco i odważnie spojrzała na Patryka.
— Em, tak, chyba tak… — odpowiedział. — Konie potrafią zasnąć kiedy stoją, opierają wtedy ciężar na przednich łapach i pochylają głowę, jak ten… Zazwyczaj krótko śpią, ale najczęściej między północą a drugą w nocy.
— I ty to wiesz, księciu? — zapytała.
Uśmiechnął się do niej: — Jak widzisz.
O nie… Zaczyna się – Pomyślała widząc ten jego czarujący uśmiech. Teraz zacznie się przymilać, będzie potulny, zacznie czarować, a na koniec ją pocałuje…
— A więc jesteś księciem, tak? — zapytała przekornie próbując pokonać go jego własną bronią.
— Czekałem na ciebie, księżniczko… — wyznał zbliżając się do niej, ale ona wystawiła rękę i zatrzymała go dotykając jego koszuli. Chciała być twarda, ale zauważyła, że była wyjątkowo zimna.
— Jest tylko jeden problem mój drogi księciu… — odparła postanawiając mimo wszystko dalej grać swoją rolę. — Ja nie jestem twoją księżniczką.
— To co tu robisz? — zapytał ujmując jej dłoń równie wyjątkowo wychłodzonymi rękami.
Już miała mu powiedzieć, że przyszła tylko po to, aby mu powiedzieć, żeby dał spokój i sobie poszedł, bo męczy biednego konia, ale chłód jego dłoni sprawił, że nagle dostrzegła również jego wyziębione policzki i zaczerwieniony nos. Chodź był dopiero październik, w nocy temperatura spadała nawet do zera, a Patryk miał na sobie jedynie cienką koszulę i pelerynę. Musiało mu być strasznie zimno, bo przecież siedział na ławce bardzo długo.
— Może wejdziemy do akademika i porozmawiamy? — zaproponowała nie wyrywając ręki, bo wiedziała, że musiała dać mu w tym momencie trochę ciepła.
— Okej, jasne! — zgodził się od razu puszczając jej rękę, żeby nie być aż tak nachalnym i wszedł z nią do środka budynku.
Okazało się, że wejście do ciepłego pomieszczenia przyniosło mu bardzo dużą ulgę, której się nawet nie spodziewał.
— To może usiądziemy tutaj? — zaproponował jej fotele stojące przy dużej roślinie doniczkowej.
— Patryk, wydaje mi się, że potrzebujesz koca i ciepłej herbatki i w ogóle może idź do pokoju się rozgrzać, a ja pójdę do siebie — odparła zamierzając się teraz wycofać.
— Nie! Absolutnie! — Patryk ponownie złapał ją odruchowo za rękę, aby powstrzymać ją by nie odchodziła. — Nie! Teraz gdy tu już jesteś nie pozwolę ci odejść, nie mogę! Różyczko, przepraszam cię za tę sytuację z Sis, przepraszam! Ona nie powinna się tak przy tobie zachowywać! Uwierz mi, że to się już nigdy więcej nie powtórzy, że nigdy nie pozwolę jej ciebie skrzywdzić ani tknąć — powiedział zawzięcie pełnym przejęcia głosem nie puszczając jej dłoni.
— Dlaczego myślisz, że mogłaby mi coś zrobić? — Przejęła się. — Ja nie chcę być tego częścią, naprawdę — odparła kręcąc głową.
— Nie będziesz! Przyrzekam ci! Nigdy nie spotka cię nic złego! Obiecuję Ci! Panuję nad nią!
— Panujesz?! — Auri nie była pewna, jak ma to rozumieć. — Co to znaczy?
Zanim zdążył jej odpowiedzieć pojawił się nagle przy nich ochroniarz.
— Co tu się dzieje?! Dlaczego wy nie jesteście w swoich pokojach i nie śpicie?! Cisza nocna jest! — rzucił do nich groźnie.
— Przepraszamy, już wracamy — odezwała się potulnie Auri, ale odruchowo schowała się trochę przestraszona za chłopakiem.
— Na którym piętrze mieszkacie? — zaczął się dopytywać ochroniarz. — Odprowadzę was!
— Nie trzeba, poradzimy sobie — odpowiedział zdecydowanie Patryk. — Proszę wrócić do pilnowania porządku, a nas zostawić w spokoju.
— Patryk! — Auri szarpnęła go za rękaw koszuli czując, że to, co powiedział było wyjątkowo niestosowne i mogą mieć przez to kłopoty.
Ochroniarz z wąsem wypiął groźnie pierś najwyraźniej mając podobne do niej odczucia.
— Nie, no teraz to ja już was będę musiał wylegitymować! Studentami w ogóle jesteście wydziału aktorskiego? Proszę o legitymacje! — powiedział podchodząc do nich bliżej.
Auri zadrżała za plecami Patryka. Przecież nie ma teraz przy sobie legitymacji – Pomyślała spanikowana.
— To ja pana proszę o legitymację służbową, abym mógł wiedzieć, kogo należy zwolnić! — odpyskował za to odważnie Patryk jednocześnie znajdując za sobą jej rękę i ściskając ją w swojej — Winda, na trzy… — szepnął jej mimochodem.
Spojrzała na niego zaskoczona i przestraszona. Czyżby miał zamiar uciekać? Oszalał?
— Raz…
Poczuła przypływ adrenaliny.
— Dwa…
Ochroniarz był już coraz bliżej.
A jeśli im się nie uda? Co jeśli złapie ich przed windą? Winda nie zdąży się zamknąć? Wyrzucą ją ze studiów… Rodzice będą źli…
— Ja ci dam chłopcze, tak się do mnie zwracać! Nazwisko! — krzyknął ochroniarz stając w końcu nos w nos z Patrykiem.
— Paprocki!!! — krzyknął jeszcze głośniej Patryk, aż ochroniarz odskoczył z oszołomieniem do tyłu. — Trzy!
Auri poczuła szarpnięcie i sama nie wiedząc, kiedy już biegła z Patrykiem do windy. Mieli szczęście, bo winda została na parterze po tym, jak ona sama nią wcześniej zjechała. Szybko się więc otworzyła, a oni szybko wbiegli do środka. Chłopak momentalnie nacisnął dwójkę i ostatnie, co zobaczyła był wykrzywiony wąs ochroniarza, który znikał za zasuwającymi się drzwiami.
Winda szybko ruszyła i byli już teoretycznie bezpieczni.
— O masakra! — zawołała nie mogą złapać tchu.
— Wszystko w porządku? — zapytał Patryk przytrzymując ją przy sobie.
— Tak, nie wiem, chyba — odparła czując, że adrenalina pomieszała jej już wszystko w głowie.
Patryk uśmiechnął się do niej wspierająco. Ich spojrzenia się spotkały na dłuższą chwilę.
Wtedy winda piknęła i drzwi ponownie się rozsunęły.
— Chodź, musimy się schować — odezwał się ponownie biorąc ją za rękę i gdy wyszli z windy biegiem pociągnął ją pod swój pokój.
Nie protestowała, bo wciąż się bała, że ochroniarz może ich złapać, że pobiegł schodami.
W końcu znaleźli się w pokoju Patryka.
— Okej. — Zamknął za nimi drzwi na cztery spusty i oparł się o nie rękami, Auri obok oparła się plecami. — Jesteśmy bezpieczni — rzekł zerkając na nią.
Spojrzała na niego kątem oka zaczynając powoli rozumieć, w jakim położeniu się właśnie znalazła. Pierwszy raz była w jego pokoju. Przewidywała, że kiedyś tu w końcu trafi, ale może nie akurat o trzeciej w nocy. Trochę zaczęło ją to wprowadzać w lekki dyskomfort. Choć o wiele bardziej bała się wciąż ochroniarza z dołu.
— Myślisz, że już nas nie znajdzie? — zapytała chcąc się chociaż trochę uspokoić.
— Na pewno nie… Po za tym, jesteśmy w pokoju, tak jak chciał — odparł zdejmując buty. Kurtki nie musiał z siebie zdejmować, bo jej nie miał.
— No tak… Tylko, że wiesz, że nie musiałeś go tak zdenerwować — wytknęła mu czując, że jest jej już gorąco i musi rozwiązać szal i zdjąć futerko, bo inaczej się ugotuje.
— Daj, pomogę ci. — Patryk od razu podszedł, żeby wziąć od niej rzeczy.
Zdjęła buty i starając się zachowywać naturalnie w jego przestrzeni weszła do salonu, gdzie stała kanapa, trochę szafek i telewizor.
— Inaczej niż u nas, trochę mniej miejsca — stwierdziła rozglądając się — i jakby bardziej surowo. Masz współlokatora? Czy mieszkasz sam?
— Mam, mam… Tylko jeszcze nie przyjechał, jest za granicą — przyznał Patryk kręcąc się wokół siebie jakby sam po raz pierwszy tak jak ona oglądał swój salon. — Będzie w poniedziałek.
— O tak?! — Zdziwiła się — i będzie z nami na roku? To z nim może rozmawiałeś przez telefon zanim przyszłam? — zapytała jakoś dziwnie tego ciekawa.
— Em, tak, tak… — przyznał. — Tak, będzie, Kamil…
— Kamil? Tak ma na imię? Jesteście kolegami?
Patryk podszedł do kanapy i zarzucił na siebie leżący tam koc.
— Przyjaciółmi, chociaż właściwie to jesteśmy prawie jak bracia — wyznał nie wiedząc czemu nagle się trochę stresując jej obecnością. — Proszę, usiądź sobie. — Wskazał jej kanapę. — Chcesz coś do picia? Mam herbatę i gorącą czekoladę.
— Skuszę się na czekoladę — zdecydowała siadając na kanapę i uśmiechając się do niego. Odwzajemnił jej uśmiech czując się tym trochę podbudowany i zniknął po chwili w kuchni. — Tylko sam też sobie zrób! — zawołała za sekundę wychylając się za nim. — Potrzebujesz tego bardziej niż ja!
— Jasne! — zawołał do niej z kuchni.
Auri była zaskoczona tym, jak dobrze poczuła się w jego pokoju i towarzystwie. Tak, była nieco zdenerwowana, ale jednocześnie czuła też coś innego i o dziwo to było silniejsze. Mimo wszystko bowiem czuła się bezpiecznie. Ale też była trochę podekscytowana i w pewien niezrozumiały dla niej sposób podobało jej się to. Nie wiedziała dlaczego, ale jego pokój i to, że byli tu razem budziło w niej miłe poczucie odkrycia rąbka jakiejś tajemnicy.
Patryk długo nie wracał z kuchni więc postanowiła wstać i trochę pomyszkować. Niewiele miał rzeczy w salonie. Rozejrzała się po regałach. Stało tam trochę książek i jakieś tandetne figurki, wazoniki, kieliszki. Wszystko wyglądało tak, jakby było dekoracją akademicką, którą zapewne zastał w tym pokoju i postanowił z nią nic nie robić. Brakowało tu koloru, barw i życia, które razem z Jaśminą i Hanią od razu wprowadziły w swoim salonie, tak by im się miło studiowało.
— I co znalazłaś coś ciekawego? — Usłyszała nagle za sobą głos Patryka i obejrzała się czując się przyłapaną na gorącym uczynku. Zobaczyła, że dwa kubki z czekoladą stały już na małym stoliku przy kanapie i parowały przyjemnym zapachem.
— No cóż, wygląda trochę tak jakbyś tu nie mieszkał — stwierdziła krzyżując się odruchowo rękami i obchodząc go wróciła z powrotem do kanapy by usiąść przy czekoladzie. Chciała wziąć ją do ręki, ale okazała się jeszcze zbyt ciepła.
Patryk usiadł obok nonszalancko zarzucają za siebie koc i ukazując znowu pelerynę, którą wciąż miał na sobie. Auri nie wiedziała czy zrobił to specjalnie, czy nieświadomie, ale przez tę chwilę wyglądał zabawnie i uroczo, jakby wciąż wcielał się w rolę księcia.
— Wiesz, możesz już to zdjąć — zasugerowała mu delikatnie.
— A co? Głupio, tak? Nie podoba ci się? — zapytał zaczynając rozwiązywać supeł przy szyi.
Auri szczerze się roześmiała: — Nie, podoba… To znaczy, to urocze i słodkie, że przebrałeś się za księcia i jeszcze ten biały koń, ale… — urwała — …ale to nie ja jestem twoją księżniczką…
— Serio? — zapytał rozplątując w końcu pelerynę i zrzucając ją z siebie narzucił jej na ramiona.
— Serio — przytaknęła zrzucając ją z siebie i wstając.
— Tak na sto procent? — dopytywał się również wstając.
Pokręciła głową nie mogąc mimo wszystko się nie uśmiechnąć: — Tak, przestań, okej? Po prostu przestań… — Pomachała sobie przed nosem ręką, jakby chciała odgonić muchę.
Tymczasem on brnął dalej.
— Ale co mam przestać? Różyczko? Nie rozumiesz, że się nie poddam, że nie zrezygnuję z ciebie i wiem, że ty… Ty też czujesz to samo…
Poczuła jak zalewa ją fala gorąca. Zamrugała kilka razy szybciej powiekami i posłała mu waleczne spojrzenie.
— O nie, mój drogi królewiczu, tego to ty mi nie wmówisz, okej? Nie będziesz mi mówił, co sama czuję, bo to doskonale wiem, tak?
— Tak? To co takiego czujesz, królewno? — zapytał tonem jakby rzucał jej wyzwanie.
— O Bożę, jaki jesteś bezczelny! — pisnęła poirytowana tym, że nie wie, co ma mu odpowiedzieć i opadła z powrotem na kanapę. Skrzyżowała ręce i nogi i oparła się buntowniczo plecami odwracając wzrok.
Patryk spokojnie usiadł przy niej. Wziął do ręki kubek z czekoladą i podał jej go: — Napij się, już jest dobra.
Odczekała chwilę zastanawiając się czy go nie zignorować, ale w końcu postanowiła szepnąć ciche „dzięki” i wziąć od niego kubek. Miała ochotę się napić.
Patryk zrobił to samo i przez chwilę żadne z nich się nie odzywało rozkoszując się smakiem czekolady.
— Smakuje ci? — Postanowił w końcu zapytać pierwszy.
— Yhm — przytaknęła. — Tak, bardzo dobre.
Chciała powiedzieć, że to najlepsza czekolada jaką piła, ale powstrzymała się.
— Em, wspomniałaś, że jest tu tak jakbym tu nie mieszkał, prawda? I przyznam ci się szczerze, że tak jeszcze nie ogarnąłem tutaj wszystkiego, tylko właściwie urządziłem się w swoim pokoju.
— Yhm, no właśnie widać — mruknęła zaciskając ręce na kubku i nie patrząc na niego.
— Też pewnie, jak wprowadzi się Kamil, dużo się zmieni. Co prawda, on raczej nie będzie miał dużo rzeczy, ale to taka niespokojna dusza, więc na pewno zrobi się tu od razu inaczej.
Zaintrygowana nieco wspomnieniem o koledze spojrzała na niego ponownie.
— Tylko mi nie mów, że jest jeszcze bardziej wpływowy niż ty, bo jeśli tak, to od razu rzucam te studia — powiedziała z ironią i wzięła łyk czekolady.
Patryk roześmiał się: — Wpływowy to bym nie powiedział, ale myślę, że trudno się z nim nudzić.
— Więc pewnie jest bardzo rozrywkowy? — dopytywała ciesząc się, że to w końcu ona zadaje pytania.
— Taaak, to chyba coś bardziej w ten deseń — przyznał również upijając kolejny łyk czekolady po czym odstawił kubek na stolik.
— To w takim razie już po mnie — mruknęła sobie pod nosem zanim wzięła kolejny łyk. Nie miała pojęcia, dlaczego to powiedziała.
— Słucham? — zapytał nie dosłyszawszy jej.
Ale w tym momencie Auri nagle zakrztusiła się i nieco czekolady spłynęło jej z buzi na białą bluzkę: — O nie… — jęknęła.
— Ojej… Poczekaj… — Patryk szybko wstał i podał jej chusteczkę. Zaczęła się wycierać, ale i tak poczuła się znowu strasznie niekomfortowo. Było jej niewygodnie i nieprzyjemnie. Chciała zdjąć bluzkę. Tylko jak przy Patryku?
Patryk wydawał się od razu odkryć jej myśli: — Mogę dać ci swoją bluzę, okej? Możesz się przebrać w łazience.
— Em… — złapała się za oba policzki, kiedy poszedł do swojego pokoju, a po chwili wrócił z błękitną bluzą z kapturem. — Proszę, łazienka jest na końcu korytarza.
Bez słowa wzięła od niego bluzę i poszła do łazienki. Przebierając się próbowała zapanować nad łomotem serca. Nagle zaczęły na nią spływać teksty Jaśminy o chłopakach, którzy stosują różne sztuczki by zaciągnąć dziewczynę do łóżka i poczuła się jak owieczka w szponach wilka. Choć akurat bluza Patryka była wyjątkowo miła i przytulna.
— W porządku? — Pukanie do drzwi sprawiło, że aż podskoczyła przyglądając się sobie w lustrze.
— Tak, okej! Już wychodzę! — odparła i by mieć to już za sobą szybko otworzyła drzwi i wyszła wpadając centralnie w objęcia Patryka.
— O wow… — odezwał się łapiąc ją.
Zacisnęła mocno powieki i ręce w pięści nie chcąc nic widzieć.
— Hej, w porządku? — zapytał odchylając ją od siebie. — Możesz otworzyć oczy…
Nie była tego taka pewna, ale postanowiła zaryzykować i spojrzeć na niego. Błękitem swoich oczu mógł zawstydzić nawet niebo, a co dopiero ją.
— W porządku? — zapytał po raz kolejny.
Otrząsnęła się: — Em, tak, tak… Dzięki — odparła i wróciła powoli do salonu siadając na kanapę i próbując po raz kolejny czekolady, a raczej tego, co z niej zostało.
— Mogę ci zrobić drugą, jeśli chcesz? — zaproponował siadając znowu przy niej.
Pokręciła jednak głową i odłożył pusty kubek na stolik: — Nie, dzięki, naprawdę. Wiesz co, chyba powinnam już wrócić do siebie — rzekła lekko wzdychając. — Jestem chyba jednak już trochę śpiąca.
Przez chwilę przyglądał się jej i rozkoszował tym, jak niebiańsko wyglądała w jego bluzie. Był pewien, że nie chciał pozwolić jej teraz wychodzić.
— A może przenocujesz tutaj? — zaproponował. — Wiesz na zewnątrz może ten ochroniarz się jeszcze kręci. Trochę ryzykowne byłoby teraz wychodzić. — Próbował ją przekonać.
Spojrzała jednak na niego z lekkim politowaniem.
— Patryk…
— No, co? Naprawdę! Różyczko, myślę, że nie ma co, żebyś się już kręciła po piętrach i korytarzach, widziałaś jaki ten ochroniarz miał wąs?
— O Bożę, weź mi w ogóle nie przypominaj. Bałam się strasznie, że nas dogoni, to było okropne.
— Mi tam się nawet podobało. — Wzruszył ujmująco ramionami.
— Podobało? A co takiego? — zapytała zdziwiona.
Patryk zamyślił się przez chwilę, a potem odpowiedział rozmarzonym głosem.
— Wszystko… Zaczynając od tego, że byłem z tobą, trzymałem cię za rękę, biegliśmy razem, czułem się trochę jak taki prawdziwy bohater, obrońca, k…
— Książę? — dokończyła za niego.
— Tak — przytaknął z uśmiechem.
— Przyznaję, że byłeś niesamowity… Ale… ryzykowałeś, sprowokowałeś tego faceta, bałam się, że naprawdę będą problemy.
— Nie ze mną, Różyczko — przyznał dumnie.
— Nie z tobą — powtórzyła nieco ironicznie.
Przez chwilę patrzyli na siebie nic nie mówiąc. W końcu Patryk odezwał się pierwszy.
— Wiem, że trochę się boisz, ale naprawdę możesz mi zaufać. Zależy mi na tobie, jak na nikim innym — wyznał przejęty.
Drgnęły jej kąciki ust.
— Naprawdę? — zapytała prawie szeptem.
Pchnięty uczuciem Patryk przysunął się do niej bliżej starając się jednak zachować stosowną odległość, żeby się nie wystraszyła.
— Naprawdę, możesz mi wierzyć! — odparł z przejęciem.
Trudno było nie wierzyć w ten autentyczny żar, który bił z jego oczu, gdy to mówił i na nią patrzył. Spojrzała na jego rękę leżącą tuż przy jej kolanie i wzięła ją delikatnie w swoje dłonie.
— Chciałabym Patryk… Naprawdę bym chciała… — zaczęła mówić — jesteś niesamowitym chłopakiem, bardzo pewnym siebie i bardzo mnie intrygujesz, ciągle zaskakujesz. Wiesz tylko, że ja nie jestem kimś, kogo możesz zdobyć, nad kim możesz… panować…
— Nie, nie jesteś — przyznał zdecydowanie potakując głową.
— Nie jestem — powtórzyła również potakując — więc chyba również nie jestem dla ciebie.
Patryk, który wciąż potakiwał głową nagle znieruchomiał. Puściła jego rękę.
— Co? Nie! — Zbuntował się desperacką pragnąc złapać ją ponownie. — Różyczko! Nie, nie zgadzam się! To nie tak! Nie rozumiesz!
— Rozumiem, naprawdę rozumiem — odparła mimo wszystko wzruszona jego reakcją.
Zdesperowany Patryk zsunął się z kanapy i padł przed nią na kolana.
— Nie! Proszę! Ja chciałem tylko zapewnić cię, że żadna inna dziewczyna się nie liczy! Że Sis, to przeszłość, o której nie warto wspominać, że nie pozwolę jej już nigdy się do ciebie zbliżyć, że jestem tobą całkowicie oczarowany, że czuję, że ty i ja to… To… coś… zupełnie…. innego, że to coś więcej, coś…. o co warto… walczyć…
Patryk zaczął wyraźnie drżeć na całym ciele, a jego oddech urywał się, co słowo. Przyłożyła palec do jego buzi, żeby się uspokoił, choć sama czuła się całkowicie rozbrojona. Chciała się ruszyć, ale ciało odmawiało jej posłuszeństwa. Była rozdarta, nie wiedziała, co robić.
Gdy go pocałowała chciała tylko coś sprawdzić. Delikatnym muśnięciem poczuć to jeszcze raz. Poczuć serce, które jej nie okłamuje. Nie wiedziała tylko czy to jej serce nie kłamie czy Patryka jest takie przewrotne.
W momencie jednak, gdy zaczął odwzajemniać pocałunek, z początku bardzo subtelny i delikatny, z każdym jednak muśnięciem coraz bardziej zdecydowany, wszystko przestało nagle mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie.
W końcu nie mogli już się od siebie oderwać. Patryk uniósł się nad nią opierając ręce o oparcie kanapy. Auri nie wiedziała jakim sposobem jej ręce zaczęły wędrować po jego klatce piersiowej i plecach, a ona sama położyła się na kanapie mając nad sobą całego Patryka.
Nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji z żadnym chłopakiem i nie mogła uwierzyć w to, jak bardzo jej się to podobało, jak bardzo wciągające były jego pocałunki i dotyk. Czuła, że kompletnie się zatraca, że oboje z Patrykiem stają się jednością. Przemiłą i przecudowną jednością duszy i…
Nagle poczuła, jak ręka Patryka wsunęła się pod bluzę, jak opuszki palców przesunął po nagiej linii jej tali i… wtedy zadrżała czując, że przecież nie może tak! Że na pewno nie tak, nie tu i nie teraz… Złapała go za rękę i wyciągnęła ją spod bluzy.
— Nie… — wydusiła z siebie. — Patryk, proszę przestań…
Momentalnie wyprostował się i usiadł na kanapie schodząc z niej. Auru usiadła kuląc do siebie kolana i chowając w nich twarz.
— Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć, nie miałem żadnych złych zamiarów…
Przysunął się i ujął obiema dłońmi jej twarz, żeby na niego spojrzała: — Przepraszam, jeśli zrobiłem coś nie tak, nie chciałem.
— Nie, nie zrobiłeś nic nie tak, to ja — wydusiła z siebie patrząc na niego.
— Nie podobało ci się? — zapytał szczerze przerażony tym, że w jakiś sposób ją zranił, że naruszył jej niewinność, choć bardzo się starał zachowywać ostrożność.
Mimo wszystko uśmiechnęła się i pokręciła głową, którą wciąż Patryk ujmował w dłoniach.
— Podobało mi się, Patryk… Bardzo… — odparła z dziecięcą szczerością — ale masz rację bałam się, przestraszyłam się, że chcesz mnie wykorzystać, że chcesz tylko tego…
Patryk przez chwilę przyglądał jej się z czułością nie chcąc powiedzieć czegoś, co mogłoby ją zranić.
— Różyczko… NIGDY cię nie wykorzystam, ani do niczego nie zmuszę… NIGDY… Przyznaję, że wyglądasz mega seksownie w tej bluzie, ale jeśli cokolwiek, kiedykolwiek miałoby się wydarzyć to ty o tym zdecydujesz. Ja niczego oprócz twojego wybaczenia dziś nie planowałem uzyskać.
Ujęła jego ręce, którymi obejmował jej twarz i splotła ich palce między siebie.
— Jak ty to robisz, że jesteś taki fajny, co? — zapytała czując przyjemność z zabawy swoimi i jego palcami.
— Naprawdę myślisz, że jestem? — zapytał dzieląc z nią to uczucie przyjemności.
— Naprawdę — odparła — to jak zdradzisz swój sekret?
— Przecież go znasz.
Pokręciła głową: — Nie.
Przysunął się do niej nie wypuszczając z ręki jej dłoni.
— Jestem czasem jak książę, który szuka księżniczki i jest dla niej gotów zrobić po prostu wszystko.
Zamyśliła się przyglądając mu się nieco podejrzliwie.
— Czyli o to chodzi… Jesteś po prostu gotowy na wszystko? — zapytała.
— Jeśli znajduję tą jedyną, to nie widzę innego wyjścia.
— A znalazłeś ją?
— Ty mi powiedz…
Auri zbliżyła się do Patryka i objęła się sama jego rękami wtulając się w jego ramiona. Zmrużyła oczy czując się niezwykle bezpiecznie i cichutko westchnęła.
Patryk nie potrzebował już innej odpowiedzi.