Nierozerwalni
Nierozerwalni

Nierozerwalni

W centrum handlowym panował świąteczny zgiełk. Tłumy ludzi przemieszczały się we wszystkie możliwe strony. W tle grały świąteczne piosenki, a dekoracje błyszczały w każdym niemal miejscu. Między alejkami chodziły anioły, pod sufitami błyszczały gwiazdy, wszędzie stały przystrojone choinki i uśmiechnięte figury Mikołajów.

Aurora z Jaśminą, Asią, Moną i Charlotte, której jakimś sposobem udało się z nimi zabrać siedziały po świątecznych zakupach w kawiarni. Każda miała przy sobie torby z zakupami, kawę na stoliku i ciacho.

— Zmęczyłam się! — westchnęła Asia.

— No ja też! Ale najważniejsze, że mam już prezent dla Filipa — wyznała Mona. — Mam nadzieje, że te kapciuszki mu się spodobają.

— Na pewno, świetne wybrałaś — stwierdziła Auri zerkając na swój telefon, który akurat zaczął dzwonić.

— Halo? — odebrała wtapiając się głębiej w fotel z uśmiechem na ustach.

Charlotte spojrzała na nią z ciekawością.

— Cześć Różyczko, jak tam? Zakupy zrobione? Mam już przyjechać? — zapytał niski przyjemny głos Patryka.

— Tak… Jesteśmy już po i siedzimy w kawiarni, zamówiłyśmy sobie kawusie i odpoczywamy — odparła słodkim głosem.

— Super i jak było? Jesteś zadowolona? Znalazłaś ten prezent dla tej swojej tajemniczej osoby na mikołajki? — zapytał zachwycony słodyczą jej głosu.

— Tak… mam… — wyznała z tajemniczą nutą zerkając na małą czarną torebeczkę, którą miała zapakowaną w większej świątecznej torebce.

— Ciekawe co to może być? — zamyślił się chłopak.

— Niedługo się dowiesz… — powiedziała z nieprzerwanym uśmiechem.

— Już nie mogę się doczekać w takim razie… Kiedy mam przyjechać?

— Myślę, że możesz być za jakieś dwadzieścia minut, dopijemy kawkę, zjemy ciacha i będziemy gotowe — stwierdziła.

— Okej, to niedługo będę, kocham cię…

— Ja ciebie też… — odparła cichutko.

Auri rozłączyła się z rumieńcami na twarzy. To wyznawanie sobie miłości przy każdym pożegnaniu było ich ostatnim częstym zwyczajem, ale jakoś zawsze podnosiło jej ciśnienie krwi i sprawiało, że szybciej zaczynało bić jej serce.

— Kto to był? Patryk? — zapytała z szeroko otwartymi z ciekawości oczami Charlotte.

— Tak… — przyznała Auri zerkając na nią podejrzliwie. — Niedługo po nas przyjedzie…

— A! To super! — Charlotte ucieszyła się aż nazbyt.

— Tak, to świetnie! Ale co ty się tak z tego cieszysz Charlotte? I tak z nami nie pojedziesz, nie będzie miejsca! — zawołała Jaśmina, która również bacznie się jej przyglądała węsząc u niej jakiś podstęp, przez to, że tak się do nich przyczepiła.

— A to niby dlaczego? — obruszyła się Charlotte. — Jechałam w jedną stronę, to mogę i w drugą, prawda Auri? — zerknęła z nadzieją na ich przywódczynię.

— Ale teraz mamy zakupy! Widzisz? Nie zmieścisz się! — wyprzedziła ją w odpowiedzi Jaśmina.

— To co? One pójdą do bagażnika! — stwierdziła Charlotte.

— Sama pójdziesz do bagażnika! — rzuciła wściekle Jaśmina.

— Co?! Weź się odczep! Dobra?! — obruszyła się Charlotte.

Asia z Moną kibicowały Jaśminie starając się naśladować jej zawziętą minę.

— Hej, okej… Przestańcie, Jas, proszę… Jakoś się zmieścimy, Patryk ma duży samochód, a zakupy zmieszczą się w bagażniku… — odezwała się Auri, kiedy w końcu mogła dojść do słowa.

— Ale, Auri, ona chce się po prostu przejechać z Patrykiem! — stwierdziła Jaśmina. — Widziałam całą drogę, jak tutaj jechaliśmy jak się na niego gapiła!

Auri spojrzała na Charlotte, która od razu spiekła buraka.

— Co? Po prostu patrzyłam jak prowadzi, tak? Uczę się na prawo jazdy! Muszę się podszkalać! — odparła zmieszana Charlotte.

Starając się zachować spokój Auri postanowiła nie drążyć tematu, choć rzeczywiście dziewczyna wydawała jej się podejrzana.

— Zobaczymy jak będzie, kiedy Patryk już przyjedzie, dobrze? Na razie pojedzie z nami tak jak wcześniej — powiedziała ostatecznie Auri choć w myślach zastanawiała się już, co zrobić by do tego nie doszło.

– 🤍 🤍 🤍 –

— Nie ufam jej — szepnęła na ucho Auri Jaśmina, kiedy zjeżdżały po schodach ruchomych na parking.

Charlotte stała kilka metrów przed nimi.

— Ja też nie… — odparła cichaczem Auri.

— Przyczepiła się, bo mówię ci, że leci na Patryka. Widziałaś jakie oczy do niego robi i maślane uśmiechy? — mruknęła ze wstrętem Jaśmina zerkając na Charlotte. — Myśli, że może być jak ty… Idiotka…

— Okej, Cii…. Porozmawiamy później. Mnie się też wydaje, że zachowuje się dziwnie, ale nic na razie na to nie poradzimy, spławię ją jak się da…

— Uuu, nie mogę uwierzyć, że najpierw ta siksa Caroline się do ciebie przyczepiła, a teraz ta Charlotte… Dziewica od siedmiu boleści! — pisnęła Jaśmina nie panując nad sobą.

— Jas! — skarciła ją Auri zasłaniając w pośpiechu usta.

Charlotte odwróciła się jak na zawołanie akurat kiedy były już na dole schodów i mogła się zatrzymać: — Coś się stało? — zapytała zaskoczona. — Mówiłyście coś do mnie?

— Nie nic, nie ważne! — powiedziała w popłochu Auri. — Chodźmy!

Asia z Moną chichocząc przeszły obok. Auri z Jaśminą poszły czym prędzej za nimi. Zaskoczona Charlotte ruszyła za nimi z nietęgą miną.

— Różyczko! — Po chwili wszystkie usłyszały i zobaczyły machającego im Patryka przy swoim samochodzie.

— Hej! — Auri podbiegła do niego wesoło rzucając mu się na szyję.

— Hej… — Wtulił się w nią Patryk.

— Uuuu, ale są słodcy! — pisnęła Jaśmina.

— Tak, super słodcy! — przyznała Mona.

— Super! — dołączyła się do nich z aprobatą Asia.

Charlotte tylko stała i patrzyła na nich maślanymi oczami.

— No dobra, to pakujemy zakupy — odezwał się Patryk puszczając swoją dziewczynę i zabierając się do przenoszenia torebek z zakupami do bagażnika.

— Dzięki. — Auri dała mu całusa w policzek.

— Tak, dziękujemy Patryk — odezwała się Charlotte stając obok bagażnika wpatrzona w to, co robił.

— Nie masz za co dziękować! — Jaśmina zaraz dała jej kuksańca w bok. — Ty i tak się nie zmieścisz!

— O co ci chodzi? Co? — Ta obruszyła się. — Zmieściłam się w jedną stronę to i zmieszczę się w drugą!

— Na pewno nie po tym wielkim kawałku ciasta, które zjadłaś! — wytknęła jej Jaśmina gotowa skoczyć na nią z pazurami.

— Dziewczyny… Haha… — zaśmiał się Patryk zatrzaskując bagażnik. — Dajcie spokój, wszyscy się zmieszczą, wsiadajcie! — Kiwnął w ich stronę głową i poszedł otworzyć drzwi przed Auri.

Ona widząc jaki był przy tym boski miała ochotę rzucić się na niego i obcałować przy wszystkich. Ledwo się powstrzymała, kiedy podał jej rękę pomagając wsiąść z przodu.

Reszta dziewczyn musiała upchać się z tyłu. Jaśmina specjalnie rozpychała się, żeby dla Charlotte nie było miejsca, ale ta nie dawała za wygraną i uparcie upchała swoje cztery litery obok ściśniętej Asi z Moną.

— Udało się? — zapytał Patryk odwracając się do nich nonszalancko.

— Tak! — Charlotte posłała mu szeroki uśmiech przez siódme poty zatrzaskując drzwiczki.

— Niestety… — mruknęła Jaśmina wymieniając wymowne spojrzenie z Auri.

Asia z Moną były tak ściśnięte, że nie były w stanie wypowiedzieć słowa.

Gdy dotarli pod akademik Jaśmina otwierając drzwiczki rozepchała się z impetem sprawiając, że po drugiej stronie Charlotte wypadła na chodnik.

— W porządku? — Patryk pomógł dziewczynie wstać.

Charlotte oblała się cała rumieńcem, gdy chwyciła jego rękę. Postanowiła jednak udawać, że wciąż nie może do końca złapać równowagi, bo gdy tylko stanęła na nogi zachwiała się i padła mu w ramiona.

— Wara od niego!!! — Jaśmina od razu wkroczyła do akcji odciągając ją od chłopaka.

Patryk mógł w końcu ze spokojem pójść i otworzyć drzwiczki Auri, która czekała już jak na szpilkach kiedy się w końcu pojawi.

— Różyczko?

— Patryk? Co tak długo?

Chłopak uśmiechnął się do niej z lekką krępacją, a gdy Auri stanęła na nogi to zaraz usłyszała piski i krzyki dobiegające z drugiej strony samochodu, gdzie Jaśmina z Charlotte szarpały się i biły tarzając po ziemi. A Asia z Moną kibicowały swojej idolce.

— O masakra! Co się stało? Jaśmina?! — krzyknęła Auri widząc, co się dzieje.

— Jaśmina! Jaśmina! — krzyczały obok dziewczyny.

Patryk wkroczył pomiędzy, próbując je rozdzielić. Ostatecznie z pomocą Auri mu się to udało, ale został doszczętnie podrapany.

— Wiedźma!

— Siksa!

— Ladacznica!

— Brzydula!

Dziewczyny nie rezygnowały z wyzwisk, ale w końcu mokra, brudna i obszarpana Charlotte obraziła się, zabrała swoje zakupy i czym prędzej pobiegła do środka akademika.

Jaśmina jeszcze długo po tym, kiedy zniknęła jej wygrażała. Była również przemoczona i brudna więc jak tylko wszyscy zabrali swoje zakupy z samochodu szybko udała się do swojego pokoju.

— Dzięki… — Ucałowały się z Auri na pożegnanie.

— Byłaś super! — pisnęła Asia.

— Tak, najlepsza! — dorzuciła Mona.

— Wiem! Nie można się dać tym zdzirowatym, mówię wam dziewczyny! — zawołała jeszcze na odchodnym Jaśmina.

Auri z Patrykiem wrócili do pokoju. Chłopak wyczuwał, że jest między nimi jakaś dziwnie napięta atmosfera przez tą całą sytuacje.

— Wszystko w porządku? — zapytał, gdy byli już przy drzwiach.

— Yhm… — Auri mruknęła bez przekonania.

Nie była to dla Patryka zadowalająca odpowiedź. Upuścił torby, które miał w ręku i stanął między nią a drzwiami zagradzając jej wejście.

— Co robisz? — zapytała dziewczyna zaskoczona jego zachowaniem.

On złapał ją w pasie i przysunął do siebie całując bardzo namiętnie i zdecydowanie w usta.

Auri szybko przerwała pocałunek nie mając akurat w tej chwili na takie rzeczy ochoty.

— Patryk, nie! Przestań!

— Dlaczego? Coś się stało? — zapytał choć spodziewał się takiej reakcji. Wiedział, że coś jest nie tak, chciał tylko wiedzieć co.

Auri założyła ręce na ramionach odwracając wzrok i zamykając się w sobie.

— Różyczko? — Pogłaskał ją po ramionach. — Możesz mi powiedzieć, co się stało? Czy to ma jakiś związek z… z Charlotte? — Postanowił zapytać bezpośrednio.

W mgnieniu oka Auri wbiła w niego z powrotem wzrok: — Podoba ci się? — zapytała podejrzliwie.

— Co? Nie… Hehe… — roześmiał się zaskoczony pytaniem.

Ona jednak bacznie się mu cały czas przyglądała: — A uważasz, że jest ładna? — pytała dociekliwie.

— Różyczko… — Patryk przysunął ją do siebie jednym szarmanckim ruchem. — Ty jesteś najpiękniejszą dziewczyną stąpającą po ziemi — zapewnił ją. — Nigdy nie było i nigdy nie będzie piękniejszej.

Auri uniosła się lekko wyciągając się w jego ramionach czując, że ją czaruje, a ona nie jest w stanie się mu oprzeć. Mimo wszystko spróbowała go jeszcze podejść: — Ale atrakcyjna to jest, prawda? — zapytała.

— Może dla borsuka — odparł Patryk żartobliwie.

— Dla borsuka?

— To takie zwierzątko, grubiutkie z dużymi zębami i włochate…

— Wiem, co to jest! — odparła próbując jak mogąc powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem, bo bardzo ją to porównanie rozbawiło.

— Różyczko… — Chłopak zbliżył się do niej jeszcze bardziej ocierając ich twarze o siebie. — To z tobą chcę iść do łóżka, to ty mi się podobasz, to ty jesteś dla mnie atrakcyjna… Nikt więcej… — zaczął jej szeptać czułości, aż ugięły się pod nią kolana.

— Okej… Patryk! — Odsunęła go od siebie próbując ustać twardo na ziemi. — Po prostu, wiesz… Uważam, że Jaśmina ma rację i Charlotte czegoś od ciebie chce, a mi się to wcale, a WCALE nie podoba, jasne?

— Zapewniam cię, że nie masz o co być zazdrosna — powiedział Patryk ze szczerym przekonaniem.

Auri szarpnęła go za bluzkę i przysunęła łapczywie do siebie jak największy skarb: — A żebyś wiedział, że mam!

Po tym nie było już innego wyjścia jak tylko go pocałować.

Gdy w końcu udało im się wejść do pokoju zastali tam Kamila w świątecznej czapce i okularach oglądającego TV.

— HA! Czekałem na was, amory! — zawołał wyłączając telewizje i zrywając się radośnie z kanapy podszedł do nich.

— Tak? — zdziwiła się jego entuzjazmem Auri cały czas ciasno uwieszona swojego chłopaka.

— A to ciekawe… — przyznał Patryk i oboje z Auri spojrzeli na siebie dając sobie kolejnego całusa i śmiejąc się.

— Wow, jakie dobre humory, no no no… — przyznał Kamil świdrując ich wzrokiem znad okularów. — Chcecie się czymś podzielić?

— Raczej to ty powiedz, o co ci chodzi? — rzekła Auri ściągając różową kurteczkę przy drobnej pomocy Patryka.

— Ha! No ja to czekam na was, bo przecież mamy kalendarze adwentowe do otwarcia, prawda?

— A od kiedy to chcesz z nami otwierać? — zapytał Patryk.

— Nie było cię ostatnio — zauważyła Auri i spojrzała na niego wymownie.

— No wiem, sorry… Zeszło mi się troszeczkę, jak mnie nie ma to nie musicie na mnie czekać, jakby luzik… — rzucił Kamil nonszalancko.

— Widzisz, ale kalendarze adwentowe, to poważna sprawa, wiesz, wszystko, albo nic! — odparła Auri stukając go palcem w klatkę piersiową.

— Czyli nie mogę dziś z wami otworzyć? — zapytał brunet ze smutną minką aż mu okulary efektownie spadły.

Auri spojrzała na niego mimo wszystko trochę rozczulona. Choć wiedziała, że się zgrywa i nie wiadomo, gdzie się szwendał ostatniego dnia.

— Możesz… Tylko wiesz, że fajnie by było gdybyś był jednak zawsze…

— A co chciałabyś? — zapytał Kamil flirciarsko.

— Skoro mówię, to chyba tak…

— Chyba?

— Kamil… — Patryk wkroczył między nich, bo zauważył, że przyjaciel zaczął dziwnie pogrywać, a Auri się skrępowała.

Krótka wymiana spojrzeń między chłopakami wystarczyła, aby Kamil odpuścił i wycofał się.

Ostatecznie całą trójką spędzili miłe popołudnie otwierając kalendarze, grając w gry, robiąc i jedząc obiad, a pod wieczór losując i oglądając świąteczny film.

Około dziesiątej kiedy skończył się film Auri z Patrykiem zasnęli, a Kamil zaczął zbierać się do wyjścia. W momencie kiedy zakładał kurtkę zadzwonił jego telefon. Ten dźwięk obudził dziewczynę, która wstała i podeszła do niego.

Chłopak przerwał połączenie i dokończył ubieranie się.

— Dokąd idziesz? — zapytała Auri owinięta kocykiem.

— Jestem umówiony — odpowiedział Kamil chowając telefon do tylnej kieszeni spodni.

— Tak? A z kim? — zaczęła dopytywać Auri lekko zaspana.

W tle leciała świąteczna melodia z napisami po skończonym filmie.

— To przesłuchanie? — zapytał nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że wyglądała bardzo uroczo.

— Raczej troska…

Kamil uśmiechnął się, podszedł do niej i nachylił całując w policzek: — Nie musisz się o mnie troszczyć, poradzę sobie… — powiedział i nacisnął klamkę.

Zanim jednak wyszedł odwrócił się do niej jeszcze na moment i bezgłośnie powiedział: dziękuję, co mogła odczytać tylko z ruchu jego warg.

Dziewczyna odwróciła się owijając się ciaśniej kocykiem. Zamiast wrócić do Patryka poszła do jego pokoju, który stał się już praktycznie i jej pokojem. Zajrzała do szafy, gdzie schowała prezent, który kupiła dziś na Mikołajki dla Kamila.

Trzymając w ręku pudełeczko z czarną bransoletką w środku poczuła się jakoś dziwnie rozdarta. Z jednej strony nie mogła się doczekać, kiedy w końcu ją mu da, a z drugiej w jej głowie krążyła myśl o tym, aby ją rozerwać i wyrzucić.

W tym momencie do pokoju wszedł jednak Patryk. Na jego widok w popłochu schowała pudełeczko.

— W porządku? — zapytał klękając przy niej.

— Kamil wyszedł…

— A…

— Nie rozumiem dlaczego! Przecież wszystko było dobrze, tak? Kalendarze, obiad, gra, film… Myślałam, że mu się podobało, że będzie chciał zostać — wyrzuciła z siebie wzdychając ciężko — …że nie wyleci gdzieś znowu wieczorem i nie wiadomo z kim się spotka? Po co mu to? Dlaczego? Dlaczego, Patryk? Ja tego nie rozumiem! — wybuchła nie potrafiąc powstrzymać tego, co cisnęło jej się na usta.

— Różyczko… — Objął ją i przytulił próbując jakoś uspokoić. — Wiesz przecież, że nic z tym nie możemy zrobić. Kamil to wolny duch, niczego bardziej nie ceni sobie niż wolności.

— To, co robi to nie wolność. To zniewolenie złymi nawykami — stwierdziła wtulona w ramiona Patryka.

— Z pewnością masz rację, ale… wiesz… myślę, że jednak mimo wszystko liczy się z twoim zdaniem i wydaje mi się, że w jakiś sposób sam ze sobą walczy… Tylko, wiesz… tak od razu nie da się wszystkiego zmienić.

— Nie wiem, jakoś w to wątpię — mruknęła Auri.

Patryk zamyślił się przez chwilę walcząc z tym, co powinien powiedzieć. Tuląc ją poczuł nagle jakiś dziwny niepokój. Zadrżał przed swoimi własnymi słowami. Miał jednak cichą nadzieję, że one ją pocieszą.

— Ale ja nie wątpię, że cię lubi…

W ciszy czterech ścian usłyszała bicie jego serca tak głośno i wyraźnie jak jeszcze nigdy w życiu nie słyszała absolutnie niczego.

— Ja też go lubię — mruknęła chowając twarz najgłębiej jak się dało w bicie serca Patryka.

0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
error: Content is protected !!