Plan powiódł się znakomicie. Auri nawet nie spodziewała się aż takiego efektu. Oczywiście wyobrażała to sobie, ale rzeczywistość przeszła wszelkie jej oczekiwania.
– 🩵 🩵 🩵 –
W nocy kiepsko spała, mając nadzieję, że nie usłyszy otwieranych drzwi. W końcu po wiadomości od Caroline: „Udało się! 🙂 🙂 🙂” O drugiej w nocy odetchnęła nieco, ale i tak z podekscytowania nie mogła zasnąć. Wyobrażała go sobie tam, siedzącego, przykutego, zlanego potem, nagiego.
— Powiesz mi w końcu — mruknął do niej w łóżku Patryk.
Aż podskoczyła jakby ją na czymś przyłapał i ucieszyła się, że nie widzi dokładnie jej twarzy, bo w pokoju było ciemno. Wiadomość musiał go obudzić – Pomyślała.
— Co takiego? — zapytała odwracając się do niego pod kołdrą.
— Przecież wiesz… Po co ci ta karta? Wiesz, że będą jej rano szukać. Będę musiał ją oddać… — mamrotał z zamkniętymi oczami.
— Oddam ci ją jutro, jak obiecałam… — mruknęła. — Nie martw się. — Dotknęła ręką jego gładkiego policzka i poczuła jak sennie westchnął.
— Nie martwię się… — odparł i przysunął się do niej bliżej.
Był słodki. Poczuła jak jego ręce obejmują ją, a nogi ocierają się o nią i jak ogarnia ją błoga przyjemność płynąca z jego obecności.
— Zobaczysz jutro — szepnęła.
— Yhm… — mruknął i zaczął czule i powoli całować jej usta.
Cieszyła ją ta chwila. Odebrał jej mowę. Był słodki i zmysłowy. Uśmiechnęła się po pocałunku. Opuszki jego palców zaczęły gładzić wtedy jej wargi. Budził delikatnie tę obcą jej jeszcze wtedy rządzę. Przylgnęła do niego mocniej nie chcąc stracić nic z jego łagodnego oddechu. Podobało jej się jak jej dotykał swoim ciepłym ciałem, podwijał i opuszczał bluzkę wiedząc, że nie może się za daleko posunąć. Czerpała z tego niebywałą przyjemność i coraz bardziej chciała więcej… Z każdym oddechem coraz więcej…
Tak! Poczuła, że jest gotowa. Że chce tego. Gdy gładził jej włosy uśmiechając się do niej wspięła się na niego. Mignęło światło za oknem na chwilę padając na jego twarz, gdy podniósł się zdejmując z siebie jednym ruchem bluzkę. Spojrzeli sobie wtedy w oczy, rozumiejąc się bez słów. Położyła dłonie na jego klatce piersiowej przesuwając palcami po jej doskonałej, nieskazitelnej formie pod którą biło serce. Czuła jego łomot, jego nagle obudzone szaleństwo. Rozgrzane dłonie i jego tańczące palce na plecach pobudzały ją coraz bardziej. Zaczynała gubić się w tym, co robiła. Przywarła do niego jeszcze silniej chowając twarz na jego ramieniu. Siedząc na nim i oddając się tej cudownej chwili bliskości bycia z nim nagle poczuła zgrubienie między swoimi nogami. Odchyliła się, ale on zgrabnym ruchem szybko przewrócił ją na plecy i znalazł się tuż nad nią. Wtedy światło za oknem mignęło po raz kolejny oświetlając go na chwilę, a z ust Auri wydobył się nagle zduszony krzyk.
— AAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!
— Co się stało?! — Zszokowany Patryk zerwał się z niej jak poparzony. — Różyczko! Przepraszam! Wybacz! Nie chciałem cię przestraszyć! Wszystko w porządku? Myślałem, że…
Usiadł przy niej i zaczął gorączkowo się ze wszystkiego tłumaczyć. Jakby przed chwilą popełnił największą zbrodnię swojego życia. Ona zerknęła na niego ostrożnie w ogóle go nie słuchając i jak gwałtownie usiadła tak równie padła teraz na poduszkę naciągając na siebie wysoko kołdrę.
Patryk położył się obok nie mając odwagi jej dotknąć tylko wpatrując się w nią z niepokojem.
— Przepraszam — mruknął w końcu raz jeszcze zrezygnowanym głosem zagubionego chłopca.
Spojrzała na niego i zrobiło jej się strasznie głupio: — Nie przejmuj się, to ja przepraszam, nie wiem co mi się stało, chyba… Chyba po prostu potrzebuję jeszcze trochę czasu… — odparła ostrożnie przytulając się do niego.
— Yhm, tak, jasne… — mruknął wzdychając, ale usłyszała w tym wyraźną ulgę. — Ile tylko chcesz Różyczko, wiesz, że cię nie naciskam.
Również odetchnęła przytulając go, choć wciąż czuła się napięta.
Bo przecież nie powie mu, że….
… przez chwilę widziała nad sobą wykrzywioną w uśmiechu twarz Kamila.
– 🩵🩵🩵 –
Bałagan i zamieszanie trudno było jej opanować. Samira biegała od sali wykładowej do dziekanatu, od dziekanatu do recepcji, od recepcji do sali wykładowej po kilka razy. Wzburzona, wstrząśnięta, oszołomiona. Efekty jej śledztwa były wstrząsające. Jak to się mogło stać?
— Panie Przybora, w recepcji na dole powiedzieli, że karta nie została wczoraj zwrócona! — Zdyszana wparowała do dziekanatu z informacją na ustach.
Mężczyzna w średnim wieku odwrócił się od lady odrywając wzrok od kartek papieru, które miał przed sobą i spojrzał na nią przez swoje okulary połówki. Był przysadzistym, krępym człowieczkiem o haczykowatym nosie.
— Toż to nie do pomyślenia! — gruchnął tubalnym głosem. — Pani Samiro, proszę udać się pod salę wykładową i czekać na mnie ze studentami, spróbuję coś wymyśleć.
— Tak jest! — Kiwnęła z powagą głową. — Panie profesorze, gdyby jednak trzeba było jeszcze jakoś pomóc, to może pozostanę do dyspozycji?
— Nie, dziękuję — odparł rzeczowym tonem. — Proszę iść i zatrzymać studentów pod salą i przekazać, że zajęcia na pewno się odbędą.
— Oczywiście!
Skłoniła się z szacunkiem i wyszła z dziekanatu od razu rzucając się biegusiem przed siebie. Jej czerwona wstążka we włosach podskakiwała rozwiązując upiętą dokładnie rano kokardę. Czarne lakierki stukały w błyszczącą posadzkę. Niech ona się tylko dowie, kto to zrobił! A słono za to zapłaci! Bo na pewno zrobił to ktoś z nich! Była o tym przekonana gotując się wewnętrznie ze złości. Zachciało się jakiemuś dezerterowi! Bojkotować zajęcia! Nie do pomyślenia! Już ona mu pokaże gdzie raki zimują.
— Idzie Samira!
— Co z profesorem?
— Odwołują zajęcia?
— Mogli nas uprzedzić wcześniej!
— Już piętnaście po, możemy iść?
Z uniesioną wysoko głową, ale i bacznym spojrzeniem przeszła pomiędzy głosami, które ją zewsząd dopadały. Które z nich było perfidnym zdrajcą?
— Damianie! — zawołała gdy dotarła centralnie pod drzwi. — Stołek!
Damian przygotowany, jakby tylko na to czekał podsunął jej niewielki stołeczek, na który dostojnie się wspięła, żeby górować nad wszystkimi i żeby każdy dobrze ją słyszał.
— Uwaga! — krzyknęła, a upewniwszy się, że wszystkie oczy na nią patrzą zaczęła mówić podniesionym głosem. — Niech wszyscy pozostaną na swoich miejscach! Zajęcia niebawem się zaczną!
Jęk zawodu….
— TAK! — uniosła się jeszcze bardziej. — I nie myślcie, że wam to ujdzie na sucho! Ty, który to zrobiłeś, wiesz! — krzyknęła teatralnie wyciągając palec wskazujący przed siebie, który padł akurat na obejmującego się rękami Bartka.
Osoby obok niego rozsunęły się, a Bartek podskoczył ze strachu rozglądając się i nie wiedząc, gdzie ma uciekać. Samira spiorunowała go wzrokiem, po czym czując narastającą w niej satysfakcję z uśmiechem zignorowała go i kontynuowała wywód.
— Pan Przybora zaraz tu będzie i otworzy salę! TAK! OTWORZY! Nie martwcie się! Jestem pewna, że mu się uda! Dowie się! Ja się dowiem! A winny poniesie karę! Z całą pewnością! Już niedługo! Dowiemy się! Apeluję więc, aby ten, kto to zrobił natychmiast się przyznał, a może wyrok będzie łaskawszy! Czekam na ciebie! Wszyscy czekamy! Czekajmy z nadzieją! — zawołała pompatycznie i zeskoczyła ze stołka.
Gdy skończyła natychmiast rozpoczął się szmer rozmów i komentarzy. Nikt właściwie nie wiedział, o co dokładnie chodziło. Gdzieniegdzie słychać było tylko jęk zawodu, że muszą jednak jeszcze stać i czekać. Samira chodząc w te i we w te snuła się między grupkami wszystkich bacznie obserwując. Niektórzy rzucali jej się podejrzliwie w oczy ( Sis cały czas grzebiąca w swojej torebce, obgryzający paznokcie Adam, Sam puszczający jej oczka czy Kacper przechylający się za barierkę przy schodach) innych pozdrawiała z czarującym uśmiechem śledczego ( Pawła czytającego Biblię czy Iris robiącą z nudów pompki). Kto był winny? Kto ukradł kartę? Czy ten ktoś na pewno tu jest?
Nagle uderzyło ją jak grom z jasnego nieba olśnienie. Natychmiast podbiegła do Damiana.
— Damianie lista! — rzuciła mu w twarz.
— O Pani! Jaka lista? — zapytał goryl.
— Jak to jaka! Do szkoły nie chodziłeś? Lista obecności! A raczej lista tych których nie ma! Zrób mi ją w tej chwili!
Patryk i Auri już od jakiegoś czasu stali wtedy z dala od wszystkich. On przyglądał jej się wnikliwie. Ona patrzyła tylko w kierunku sali aby niczego nie przegapić.
— Różyczko… Już chyba czas — powiedział do niej.
— Tak. — Auri pokiwała głową. — Już niedługo, niech tylko profesor przyjdzie i otworzy drzwi.
— Hej, hej… — Patryk zmusił ją by spojrzała na niego. — Ale przecież właśnie tego nie może zrobić, prawda? Sala jest zamknięta, nie ma karty, a ty wiesz…
Ona spojrzała na niego z satysfakcją i z uśmiechem przyłożyła mu palec do ust: — Tak, Patryk, nie ma karty, ale to nie znaczy, że sala jest zamknięta…
Auri kiwnęła głową, a on spojrzał za siebie w kierunku drzwi. Potem z powrotem przyjrzał się swojej dziewczynie.
— Powiesz mi w końcu o co tu chodzi?
Auri złapała go pod rękę i pociągnęła za sobą: — Chodź, nie możemy budzić podejrzeń.
Jak mogła być taka głupia?! I w swoim śledztwie nie zwrócić uwagi na ten drobny, ale jakże ważny szczegół?! I czemu nikt inny też nie zwrócił na to uwagi?!
Samira pluła sobie w brodę jak mało kto, kiedy wykładowca Impostacji głosu pojawił się pod salą z zapasową kartą, a ona z zapisaną od notatek kartką w ręku (lista nieobecnych) stała obok niego przed czujnikiem światła. Dopiero wtedy, kiedy profesor chciał przyłożyć kartę i otworzyć drzwi to zobaczyli. Zielone światło. Gdyby sala była zamknięta czujnik świeciłby się na czerwono.
A było zielono. Zielono! Przez chwilę jak dwóch głupków gapili się na czujnik.
Dopiero wtedy dotarło do niej, jaką popełniła gafę!
— Panie profesorze! To niemożliwe, jak to się mogło stać? Jestem pewna, że… — zaczęła się z grubsza tłumaczyć płonąc burakiem.
Pan Przybora zdawał się jednak nie zwracać na nią w ogóle uwagi, zdziwiony wzruszył tylko ramionami, rezygnując z przyłożenia karty, mruknął coś pod nosem, krzywiąc się, co nie umknęło oczywiście jej uwadze i nacisnął klamkę.
Auri nie pchała się do przodu. Chciała widzieć te wszystkie zdziwione twarze, ich szok, wykrzywione uśmiechy, słyszeć zdumione i rozbawione głosy.
Wchodząc słyszała już jak wszyscy zaczynają się śmiać, niektórzy cofać, inni krzyczeć, piszczeć.
Zobaczyła, że profesor stanął nieruchomo z jedną nogą na podeście sceny. Jego neseser wypadł mu z ręki, którą zakrył sobie usta, chyba żeby nie krzyknąć. Nie mógł się ruszyć. Wyglądał jak porażony piorunem. Nieruchomy, zszokowany posąg na który wpadła idąca za nim Samira.
Która gdy uniosła głowę podobnie jak profesor stanęła jak wryta, źrenice jej się rozszerzyły, choć nie chciała widzieć, WIDZIAŁA!
— Damianie!!!!! RATUNKU!!!!! — zaczęła panikować.
Damian złapał ją w ostatniej chwili zanim się przewróciła.
— Słabo mi! Słabo! Zabierz mnie stąd! — krzyczała Samira.
Damian zaczął wynosić mdlejącą dziewczynę w momencie kiedy William zaczął akurat krzyczeć: „SKANDAL! I proszę! Co na to starosta?!”
Auri ścisnęła mocniej dłoń Patryka, kiedy i on zorientował się w końcu o co chodziło.
— Różyczko, czy ty…
— Nie ja! — zaprotestowała i przechyliła głowę w stronę, gdzie Caroline chichotała z innymi dziewczynami. Ich spojrzenia na krótko się spotkały.
Po czym z powrotem spojrzała na Patryka, który uśmiechnął się jakoś dziwnie unosząc brwi i w tej samej chwili puścił również jej rękę. Ruszył przed siebie. Auri patrzyła na niego oszołomiona mnóstwem komentarzy ze wszystkich stron.
— GOLAS!!!!!
— HAHAHAHAHAHAHAHAH!!!!!!!!!
— O kurdę! Ale ma kajdany!!!!!
— PRZYKUTY! DAWAJ JOHNNY!!!!!!!!!!!
— AAAAAA!!!!!!
— Normalnie jakie jaja!!!!
— Nie mogę!!! JAJA!!!! Widziałeś?!!!
— Nie patrz! Nie patrz! Nie patrz!
— Żyje w ogóle?
— Filipie, wody….
— Nieprzytomny?
— Nie, chyba śpi!!
— POBUDKA ŚPIOCHU!
Patryk przeszedł przez rozbawiony, piszczący i podniecony harmider, który wszyscy robili przekrzykując się. Auri niepewnie ruszyła za nim. Jaśmina skoczyła na nią piszcząc jej do ucha.
— Auri! To Kamil, on tam siedzi! Na krześle profesora! Przykuty kajdankami! Kompletnie goły! Mówię ci!
— Co za ubaw! — Usłyszała głos Sis, która wyciągnęła telefon i zaczęła robić zdjęcia.
Zaraz też większość osób poszła w jej ślady.
— Straszne… — Minął ją Paweł wycofując się i zasłaniając sobie oczy, a za nim przeszedł z podobnym gestem Lucas.
— HAHAHAHA!!!!
— Żenada!
Nawet Iris śmiała się kpiąco.
Zewsząd coraz mocniej zaczęły ją otaczać głosy złośliwości mieszające się z ogólnym rozbawieniem panującym na sali.
Było tak jak chciała.
Ale czy na pewno?
Dlaczego Patryk ją zostawił?
Kamil siedział na krześle profesora przykuty nogami i rękami do krzesła kajdankami, głowa mu zwisała i wyglądał na nieprzytomnego lub śpiącego dopóki Patryk nie odgonił od niego rozbawionych chłopaków i porządnie nim nie potrząsnął. Wtedy gwałtownie otworzył oczy, po chwili orientując się, co się wokół niego działo.
Auri widziała jak zaczął się wierzgać i wytrzeszczył na wszystkich oczy. Przez chwilę wyglądał na takiego jakiego chciała go widzieć, pokonanego, upokorzonego, wkurzonego.
Po chwili jednak grymas na jego twarzy znowu zmienił się w krzywy uśmiech.
Patryk zdjął kurtkę i przykrył nią jego przyrodzenie.
— Jak ty się w to wpakowałeś, stary? — zapytał blondyn przyjaciela pochylając się nad nim i opierając ręce na krześle. — Siedziałeś tu całą noc?
— Ma się to powodzenie, nie? — odpowiedział żartem, po czym krzyknął do wszystkich. — Dziękuje! Dziękuję! Brawo dla Caroline i jej wspólniczki! — zawołał ochrypłym głosem i spojrzał wymownie na Patryka dodając cicho. — Bo jestem pewny, że taką miała…
Wszyscy oprócz nich, spojrzeli w stronę Caroline, która zachwycona, że padło jej imię zaczęła przybierać różne pozy jakby była przeszczęśliwa, że stanęła w świetle reflektorów.
Patryk z Kamilem wymienili spojrzenia.
Patryk doskonale zrozumiał jego aluzję, co do wspólniczki, ale nie zamierzał dać mu nic po sobie poznać. Dotknął jego nadgarstków, które były poranione przez kajdanki od wierzgania się i zimne jak lód. Przeraził się.
— Trzeba cię jakoś odkuć… Kto ma kluczyki? — zapytał choć od razu uświadomił sobie, że prawdopodobnie zna odpowiedź.
— Strzelaj… Tylko szybko, bo jestem kompletnie wycieńczony i odwodniony… I prawdopodobnie zaraz obsikam ci kurtkę — westchnął z irytacją Kamil czując nieprzyjemny ucisk poniżej pępka.
Patryk uniósł się i przez chwilę jego i Auri spojrzenia się spotkały. Poczuła nieprzyjemny chłód. Wzdrygnęła się.
On jednak ruszył w stronę pozującej Caroline. Złapał ją pod ramię zmuszając by przestała się mizdrzyć i oddała mu kluczyki.
Przez chwilę droczyła się z nim, co absolutnie nie podobało się Auri, ale na szczęście Patryk był nie ugięty, więc w końcu wyciągnęła ze stanika mały kluczyć i wręczyła mu go.
Auri pomyślała, że na pewno dokładnie odkazi jego rękę zanim ponownie ją dotknie.
Ale czy dotknie?
Wśród ciągłych śmiechów i ogólnego rozbawienia Patryk odkuł Kamila od krzesła i pomógł mu wstać.
Chłopak z trudem utrzymał się na nogach, co mimo wszystko z satysfakcją rzuciło się w oczy Auri,
Trochę trwało zanim kulejąc i podtrzymując się Patryka jednocześnie próbując zakrywać kurtką intymne miejsca wśród ogólnej wrzawy i oklasków chłopaki wyszli z sali.
Auri nie miała odwagi pójść za nimi.
Karta od drzwi leżała na podłodze.
Plan powiódł się znakomicie.
💙🩶💙