Prezent

Codzienny trening był dla niej przyjemnością. Sportowe leginsy i stanik w kolorze turkusowej zieleni leżały na niej idealnie podkreślając zgrabną, umięśnioną figurę. O szóstej rano Iris była już gotowa, żeby dać sobie wycisk przed zajęciami. Jeszcze tylko słuchawki na uszy, telefon przypięty do kieszonki na ramieniu i drżyj szesnastokilometrowa traso.

Dzień był ciepły i słoneczny choć nieco wietrzny. Wybiegła z akademika nie oglądając się za siebie. Miała do zdobycia cel i nic nie mogło jej powstrzymać.

– 💛 💛 💛 –

Już przy śniadaniu Patryk zauważył, że zachowują się jakoś inaczej. Auri zerkała na Kamila częściej niż zwykle, choć bardzo starała się by on tego nie zauważył. A Kamil z kolei nie mówił nic tylko zapalczywie wcinał jajecznicę i kromkę chleba za chlebem. Nie wiedział czemu, ale wyczuwał jakąś dość interesującą zmianę między nimi.

— Hej, Kamil, to o której wróciłeś? — Postanowił w końcu zapytać Patryk by przerwać intrygującą ciszę.

— Późno… Znaczy się wcześnie raczej, nad ranem… — odpowiedział mu z pełną buzią.

— O, to dobrze się bawiłeś?

Kamil pokiwał twierdząco głową choć mało było to przekonujące.

— A gdzie byliście? — kontynuował przesłuchanie Patryk pytając niby od niechcenia.

— E… W tym akademickim klubie, wiesz…

— Na terenie kampusu, tak… To wiesz, że tam dzisiaj też idziemy?

— O to super! — Ucieszył się popijając sok. — W końcu piątek, to można poimprezować, nie?  Uśmiechnął się łobuzersko do Auri.

— Kamil… W końcu to twoje urodziny, wszystkiego najlepszego! — powiedział Patryk i wstał żeby objąć przyjaciela.

— Dzięki, stary! — Kamil odwzajemnił uścisk po czym oboje z powrotem usiedli na swoje miejsca.

Auri poczuła się strasznie skrępowana ich zachowaniem. Nie bardzo wiedziała, co robić… Czuła, że powinna się odezwać, ale Patryk ją w końcu uprzedził.

— Mam dla ciebie prezent, proszę — powiedział blondyn i rzucił coś przed Kamila.

Na stoliku wylądowała mała czarna torebeczka.

— Czy to spineczki do krawaciku, a może muszka… — zaczął żartować Kamil biorąc do ręki torebkę. Po chwili wyciągnął z niej pęk kluczy.

Auri spojrzała na Patryka zdumiona, choć o wiele bardziej zdziwioną minę miał Kamil.

— Pa… Patryk… Czy to… To, o czym myślę? — zapytał z błyskiem w oku.

Patryk uśmiechnął się zadowolony z wrażenia jakie zrobił na przyjacielu.

— Jeśli myślisz o moim starym motorze, to tak! Jest twój!

— Serio? Nie, stary! Ja nie mogę… Naprawdę? Dajesz mi swoje cacko? Nie wierzę!

Było w nim coś tak szczerego i prawdziwego, co sprawiało, że Auri poczuła dziwne ciepło w sercu. Skoro potrafił się tak cieszyć, to chyba nie mógł być aż taki zły – Pomyślała przyglądając się, jak Kamil wstaje od stołu i zarzuca na siebie czarną kurteczkę.

— Idę go przetestować! — zawołał Kamil. – Mam nadzieję, że jest sprawny? — rzucił prowokacyjne spojrzenie przyjacielowi.

— Tak! Wszystko jest okej! Poczekaj idziemy z tobą! W porządku, Różyczko? — Patryk zwrócił się do swojej dziewczyny z troską.

— Tak! Pewnie chodźmy zobaczymy, jak sobie poradzi — rzekła Auri.

Cała trójka wyszła na zewnątrz, a Kamil dosiadł swojego prezentu niczym wprawiony jeździec.

— Na pewno nie jest ci już potrzebny? — zapytał jeszcze Kamil, gdy miał już założyć kask.

— Nie, Kamil… Wiesz, że już dawno przerzuciłem się na samochód, a motor był w odstawce. Tak naprawdę to trzymałem go już tylko dla ciebie, bo często go pożyczałeś.

— To prawda — przyznał brunet przesuwając dłonią po kierownicy. — Super prezent. Nie wiem, jak mam ci dziękować?

— Przejedź się i baw się dobrze! — ponaglił go.

— Tak, masz rację! Trzeba wycisnąć z tego cacuszka, co się tylko da! — Założył kask i przekręcił kilka razy rączki od kierownicy. Motor wydał z siebie charakterystyczne burknięcie. — A może ty się chcesz przejechać? — zwrócił się do Auri.

— Ja? — zdziwiła się na jego propozycję.

— Chcesz, Różyczko? — zapytał Patryk zerkając na nią z troską.

Nie wiedziała, co powiedzieć. Wyraźnie była zdezorientowana. Patrzyła to na jednego to na drugiego, nie wiedząc co robić. Trochę się bała i też nie rozumiała, dlaczego jej to zaproponował?

— No, chodź, będzie fajnie! — nalegał Kamil.

— No nie wiem, Kamil, to chyba nie jest teraz najlepszy pomysł — powiedział w końcu Patryk widząc, że dziewczyna się waha. — Jedź może lepiej sa…

— Hej… dziś są moje urodziny — przerwał mu Kamil. — Byłoby mi bardzo miło gdybyś zgodziłaś się zostać moim pierwszym pasażerem — wyznał proponując Auri drugi kask.

Nagle poczuła, że bardzo chce poznać odpowiedź na to pytanie. Dowiedzieć się, dlaczego?

— Dobrze, przejadę się — zgodziła się.

— Naprawdę tego chcesz? — Patryk spojrzał na nią trochę zaniepokojony.

— Tak — odparła pewnie biorąc od Kamila kask i zakładając go sobie na głowę.

Blondyn pomógł jej się zapiąć i usadowić za Kamilem.

—Tylko błagam cię! Bądź ostrożny! Nie za szybko! — zwrócił się do przyjaciela poklepując go po ramieniu.

Kamil raz jeszcze nakręcił rączki od kierownicy tym razem jednak czując przylegającą do niego drobną sylwetkę Auri.

— Spokojnie stary, możesz mi zaufać! — rzucił mu zawadiackie spojrzenie i naciskając nogą na pedał gazu ruszył z impetem.

— Ufam ci — wymamrotał Patryk pozostając sam w kłębach kurzu.

Pierwsze co poczuła to wiatr we włosach i ogłuszający szum w uszach. Im dłużej jednak jechali tym bardziej się do tego przyzwyczajała. A kiedy w końcu odważyła się otworzyć oczy piękna złota jesień ukazała jej się w zawrotnych barwach. Kolory mieszały się ze sobą stapiając się w wiele pasów tworząc niby goniącą ich tęczę, a niby uciekające fale.

Jednego była pewna. Czuła się wspaniale, choć jednocześnie trochę bała się przy zakrętach i gdy Kamil nagle przyspieszał. Ściskała go wtedy mocniej w pasie i wtulała z całych sił. I po chwili znów wszystko było dobrze.

Nagle chłopak zatrzymał się. Rozejrzała się trochę zaskoczona, bo nie był to parking przed akademikiem.

— Gdzie jesteśmy? — zapytała, gdy zsiedli z motoru i zdjęli kaski.

— Pomyślałem, że może masz ochotę na kawę? Tu niedaleko jest fajna kawiarnia, wstąpimy? — zaproponował.

Nie była co do tego pomysłu przekonana: — No nie wiem… Wiesz, chyba Patryk będzie się martwił, nie powinniśmy tak daleko odjeżdżać, po za tym mamy niedługo zajęcia, możemy się spóźnić…

Kamil był pod wrażeniem tego, jak wiele potrafiła znaleźć powodów do obaw.

— Hej, hej… Słoneczko… — powiedział przymilnie i podszedł żeby ją uspokoić. — Nie martw się tak zbytnio o wszystko, co?

To teraz będzie słoneczko? – Pomyślała kręcąc głową.

— Nie martwię się — zaprzeczyła. — Nie chcę tylko, żeby Patryk się martwił, rozumiesz? — spojrzała mu w oczy szukając w nich choć nici porozumienia.

Kamil zrobił dziwny ruch ustami i przechylił nieco głowę w bok: — Rozumiem, rozumiem… To wiesz co? — powiedział nagle zafascynowanym głosem jakby wpadł właśnie na coś niesamowicie odkrywczego.

— Co? — Uniosła nieufnie brwi tak jak to on miał w zwyczaju.

— Mam taki pomysł, że sam skoczę szybko po kawę na wynos, wezmę dla nas i jeszcze dla Patryka, żeby nie było mu przykro. — Tu zrobił bardzo smutny wyraz twarzy. — I w ramach rekompensaty, że cię tak daleko porwałem, co ty na to?

— Czyli mnie tak zostawisz?

— Skoro nie chcesz iść?

— Nie to, że nie chcę… Nie powinniśmy… Patryk będzie się martwił, nie wzięłam telefonu… — zaczęła się wyraźnie stresować. Żałowała, że w ogóle zgodziła się na tę przejażdżkę.

Kamil westchnął przyglądając się jej: — Przyznaj się, że ci się podobało. Jazda ze mną, prawda? Fajnie było? — zapytał zmieniając nagle ton głosu i nieco się do niej zbliżając.

— Co? O matko! Przecież to nie ma nic do rzeczy! No idź już żeś po tą kawę! Tylko szybko! — popędziła go podirytowana tym, że nagle zaczął gadać od rzeczy.

Kamil cofnął się: — Tylko nie odjeżdżaj! — rzucił za siebie z uśmiechem triumfu i pobiegł do kawiarenki.

Oparła się o motor i czekała. Starała się zachowywać spokojnie, ale była cała w nerwach. Dlaczego się w ogóle na to zgodziła? Co jej strzeliło do głowy by z nim jechać? Ma teraz tylko fryzurę jak z piekła rodem i potargane myśli!

Na szczęście Kamil nie kazał na siebie długo czekać i już po chwili zobaczyła, jak wychodzi z kawami w ręku i bardzo lekkomyślnie do niej podbiega w ogóle nie rozglądając, po czym nagle zderza się z nadbiegającą z boku dziewczyną o czerwonych włosach.

— O matko! To Iris! — zawołała Auri rozpoznając sportsmenkę i podbiegła na miejsce wypadku.

Kawa była rozlana, Iris z mordem w oczach unosiła się z kolan, a Kamil leżał jęcząc na plecach.

— O Bożę, nic wam nie jest? — zapytała zaniepokojona Auri.

Kamil podniósł się masując za ramię wspomagany przez jej rękę: — Chyba nie… Nic ci nie jest, ruda? — zapytał zerkając na dziewczynę, z którą miał wątpliwą przyjemność się zderzyć.

— Kamil, to Iris… — szepnęła mu na ucho Auri. — Lepiej tak do niej nie mów — ostrzegła go.

Iris uniosła głowę i skosiła Kamila wściekłym spojrzeniem: — Masz totalnie przerąbane! — wrzasnęła nagle podchodząc i łapiąc go za kurtkę. — Jak śmiałeś na mnie wpaść! Co ty ślepy jesteś kretynie!? Pobrudziłeś mi strój! Zakłóciłeś mój rytm treningowy! Świński ryju flaki z ciebie wypruję! Dostaniesz tak, że cię matula święta nie pozna! — Iris zaczęła go zapalczywie szarpać i już miała zadać ostateczne ciosy, kiedy Auri powstrzymała ją w ostatniej chwili.

— NIE! Iris, nie! Proszę! Nie bij go!

Iris spojrzała na nią niczym świr z siekierą, który zastygł na moment w bezruchu.

— Proszę! To było niechcący! Kamil cię nie zauważył, bo biegł do mnie! Słuchaj naprawdę, wypiorę ci strój i zrobię co będziesz chciała tylko proszę nie bij go, bo nie będę miała jak wrócić. Przyjechałam tu z nim… Musi mnie odwieźć.

— To wszystko prawda, nie widziałem cię ru…. — wtrącił się Kamil i zaraz tego pożałował.

— KAMIL! — krzyknęła Auri i spiorunowała go wzrokiem, dając mu tym do zrozumienia, żeby lepiej nie kończył zdania i w ogóle się lepiej nie odzywał.

Iris przyjrzała się im obojgu z kwaśną miną. Zawahała się.

Auri w napięciu czekała na wyrok: — Proszę — szepnęła z nadzieją.

W końcu czerwono-włosa dziewczyna wzięła głęboki wdech i z impetem rzuciła Kamila z powrotem na ziemię. Wstając Kamil skrzywił się z bólu, ale przynajmniej poczuł się oswobodzony. Co za baba… – Pomyślał masując sobie kark.

Aurora odetchnęła z ulgą.

Niespodziewanie jednak Iris złapała ją pod ramię i pociągnęła za sobą: — Muszę z tobą pogadać, Auri, chodź na chwilę…

Blondynkę bardzo to zdziwiło, ale posłusznie odeszła z nią kilka kroków.

— Hej, hej! Czy ona przypadkiem nie bierze cię w niewolę?! — zawołał za nimi Kamil podnosząc się w końcu z ziemi.

— Powiedz mu, żeby się zamknął i spadał, bo nie ręczę za siebie! — rozkazała jej Iris.

— W porządku, Kamil! Idź już i poczekaj na mnie przy motorze, okej? Ja tylko chwilę z nią porozmawiam.

— Jesteś pewna? — zapytał brunet.

Wzrok Iris był jednoznaczny.

— Tak! — zapewniła go Auri. — Idź!

Kamil nie był przekonany, ale w końcu jej usłuchał. Odszedł i oparł się o motor przyglądając się rozmawiającym dziewczyną. Niewiele słyszał, bo Iris raczej szeptała.

— Chcesz coś w zamian tak? Obiecuję, że upiorę ci strój, albo w ogóle Kamil go odkupi — zaczęła mówić pierwsza Auri chcąc ją udobruchać.

— Tak, to by się przydało… już ja mu wystawię rachunek! Ale ja nie o tym… W co ty się pakujesz? Co ty tu z NIM w ogóle robisz? — zapytała jej Iris dość wymownie.

Auri poczuła się nieco zaskoczona jej pytaniem, ale postanowiła spokojnie odpowiedzieć.

— Em, no byliśmy na przejażdżce… Kamil dostał nowy motor od Patryka i…. Ma urodziny… Chciał się przejechać i… — Myślała, że będzie łatwo, ale słowa jednak utknęły jej w gardle.

Iris tak dziwnie na nią patrzyła. Auri zaczęła się bać.

— Słuchaj, a nie chodzisz przypadkiem z tym Patrykiem? — spytała konkretnie wyzywającym głosem.

Auri zarumieniła się.

— Nie czas na rumieńce, mała! — skarciła ją Iris szturchając delikatnie za ramię.

— Tak, chodzę — przyznała jej zawstydzona ciągle nie rozumiejąc, o co chodziło jej z tymi pytaniami.

— Yhy to żeś się wkopała… — skrzywiła się z niesmakiem Iris zaczynając pojmować już to, o czym Auri miała się dowiedzieć dużo, dużo później.

— Nie rozumiem… — przyznała w końcu blondynka.

Iris westchnęła. Tym razem Auri wydawało się jakby zrobiła to ze współczuciem… A może z litości?

— Posłuchaj, radzę ci się od tego tam gościa trzymać z daleka. — Łypnęła z ukosa na Kamila, który wyszczerzył do niej zęby. — Przyjaciel chłopaka to nigdy nie TYLKO przyjaciel jego dziewczyny, czaisz? — zdradziła jej złotą myśl całkiem spokojnie, by po chwili nadać swojemu głosowi groźniejszy charakter. — To bydle tam tylko czeka na takie owieczki jaki ty! Zapamiętaj to sobie, możesz mi wierzyć lub nie, ale widziałam go dziś rano jak wychodził z pokoju tych pizd z roku, bez koszulki, ale za to z uśmiechem wilka, rozumiesz?

Auri zamrugała: — Słucham?

— Oczywiście nie zwróciłam na niego najmniejszej uwagi, ale teraz go poznaję, to na pewno był on! Mówię ci uważaj po prostu.

— Z jakiego pokoju?

— Nie wiem, bodajże spod 229, tam chyba te siksy mieszkają, co się noszą jak sto dolarów, a zwykłej pompki czy planka nie zrobią! — prychnęła z pogardą.

Auri przełknęła z goryczą smak zrozumienia: — Czyli pewnie od Caroline… — rzekła — …miał z nią wczoraj randkę.

— A guzik mnie to obchodzi! — żachnęła się Iris. — Mówię ci po prostu, żebyś uważała na tego dupka! Upiekło mu się tylko dlatego, że tu byłaś… Inaczej już dawno dostałby po mordzie! Słuchaj mówię ci to, bo znamy się już trochę, a na tych studiach już niejednego popaprańca widziałam i chcę być pewna, że ten tam nie wywiózł cię do lasu w wiadomych celach, bo miałabym cię potem na sumieniu.

Auri coś przekręciło się w żołądku. Poczuła jakby dostała skrętu kiszek: — Nie, naprawdę. Zatrzymaliśmy się tylko na kawę. Ale dziękuję, za tr… troskę… — wydusiła z siebie z trudem.

— No dobra, to tak chciałam powiedzieć, żeby potem nie było, że nie ostrzegałam jak mnie po sądach na świadka będziecie ciągać.

Auri spróbowała się uśmiechnąć: — Nie będziemy — zapewniła ją. — Dzięki jeszcze raz.

— No! To ja już polecę! W sumie wszystko wzięło w łeb przez tego idiotę, ale biec muszę.

Iris zarzuciła z powrotem słuchawki na uszy i coś przy nich ponaciskała, chwilę się rozciągnęła i pognała przed siebie.

Blondynka wzięła się w garść i z nietęgą miną wróciła do Kamila.

— No w końcu! — odezwał się Kamil jako pierwszy. — Już myślałem, że trzeba cię będzie odbijać z rąk tego rudzielca! — zażartował.

— Ma na imię Iris… Jest z nami na roku, mógłbyś się w końcu nauczyć imion — odparła oschle, a nawet z domieszką wyrzutu.

— Wszystko w porządku? — zapytał widząc, że coś ją po tej rozmowie ugryzło.

Wzięła do ręki kask, ale go jeszcze nie założyła. Kamil też nie śpieszył się by wsiąść na motor.

— Uratowałam cię, wiesz o tym? — napomknęła wbijając w niego spojrzenie.

Skrzyżował ręce i pokiwał głową. — Tak, chyba… — przyznał.

— Na pewno — rozwiała jego wątpliwości. — Uwierz mi, że Iris byłaby zdolna do zrobienia ci krzywdy.

— W takim razie na pewno, dziękuję — zgodził się myśląc nad tym skąd w jej oczach nagle tyle goryczy. Nie podobało mu się to. Bardzo nie lubił oceniającego spojrzenia. — Ale wiesz, że potrafiłbym się też obronić sam — dodał.

— Nie sądzę — poddała w wątpliwość jego słowa. — Miała nad tobą dużą przewagę, jest bardzo silna.

— Myślisz, że JA nie jestem silniejszy?

— Nie uderzyłbyś jej.

— Skąd wiesz?

Pytanie zabrzmiało bardziej jak rzucenie wyzwania.

Auri pokręciła głową czując, że nie wytrzyma dłużej tej potyczki słownej: — Okej, dobra! Nie wiem! Pewnie byś ją zlał, tak? Taki jesteś?! — zapytała podirytowana nie kryjąc zdenerwowania.

— Nie, nie biję kobiet! — zaprotestował od razu.

— O! Proszę, a to dlaczego? — zapytała go ironicznie. — Dlaczego więc przed chwilą dałeś mi do zrozumienia, że mógłbyś to zrobić, co? Dlaczego?!

— Wyobraź sobie, że są też inne sposoby na kobiety — odparł kpiąco unosząc brwi i pochylił się nieco do przodu nad nią.

— Ha, no tak… Oczywiście! — zakpiła teraz ona. — Wybacz, ale nie potrafię sobie tego wyobrazić! Sposoby na kobiety, no tak! A masz jakiś szczególny sposób na Caroline?!

Nie wierzyła, że tak po prostu mu to wytknęła. Ale tak! Gryzło ją to od środka, wręcz dusiło! Musiała to z siebie wyrzucić.

Zaskoczony Kamil otworzył ze zdziwienia usta: — O co ci chodzi? — zapytał nagle zbity z tropu.

— O nic! — krzyknęła jakby świat się kończył. — Jesteś po prostu beznadziejny, wiesz?! — wyrwało jej się z pompą.

Kamil odwrócił wzrok: — Dziękuję za szczerość — odparł beznamiętnie i wsiadł na motor zakładając kask.

— Szkoda, że ja nie mogę powiedzieć ci tego samego — wymamrotała, ale widziała, że już jej nie słucha.

— Wsiadasz?

Założyła kask. Wsiadła.

Po 15 minutach już byli z powrotem na parkingu, gdzie czekał na nich podenerwowany Patryk.

— Kurczę! Martwiłem się, co tak długo, Kamil? Różyczko wszystko w porządku? Gdzie byliście? — pytania wylały się z niego niczym strumień wody z kranu.

— Trochę zaszaleliśmy, nie gniewaj się, stary — odezwał się pierwszy Kamil, gdy już zgasił silnik i oboje zsiedli z motoru.

— Różyczko? Okej? Podobało ci się? — zapytał nie zważając na Kamila i chcąc jej pomóc odpiąć kask.

Ona jednak milczała i nie pozwoliła sobie pomóc, sama świetnie radząc sobie z odpięciem.

— Okej? — powtórzył pytanie Patryk przyglądając się jej z niepokojem i chcąc pogładzić po włosach.

Uprzedziła go jednak wciskając mu zdecydowanie kask w ręce.

— Mam potargane włosy, muszę się uczesać! — rzuciła i czym prędzej pobiegła do budynku akademika.

Patryk patrzył na nią zdumiony. Po czym przeniósł wzrok na przyjaciela, który jak gdyby nigdy nic zajął się już polerowaniem swojego prezentu po wycieczce.

— Kamil? — zapytał wbijając w niego ostre spojrzenie.

— Patryk… — odpowiedział podobnie, ale wyraźnie bardziej go przedrzeźniając i nie przestając doglądać motoru.

— Co się stało?

Kamil westchnął i oderwał się od pojazdu. Wyprostował się i spojrzał na blondyna podchodząc do niego.

— Czyli najpierw moja wersja, tak? — upewnił się biorąc przyjaciela za ramię i prowadząc w kierunku budynku. — No dobrze, to czy wiedziałeś, że w okolicy biega całkiem dużo rudych wiewiórek… — zaczął snuć historię minionej wycieczki.

1 Komentarz
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
elfowa

💚🖤🩷

error: Content is protected !!