Przeznaczony
Przeznaczony

Przeznaczony

Chłopaki wybiegli z sali krzycząc głośno, że impreza u nich przez cały weekend.

— Zapraszamy wszystkich! — wołał Eryk podskakując między wychodzącymi z sali tanecznej studentami.

— NOOOO!!!!! — wtórował mu Johnny lecąc za nim z głupią miną.

— JUchu! — Cieszył się podobnie Miko. — Już wolne!

— JEA! — zawołał Bastian również wybiegając z uśmiechem. — Lecę po Hanię i skaczemy na pączki! Kto idzie z nami?

— Ja! — krzyknął z radości Miko i zawiesił się mu pod pachą.

Wiktoria z Kacprem również wyszli z wielkim entuzjazmem. Ona wskoczyła mu na barana, a on okręcił ich dookoła. A potem oboje pobiegli w tylko sobie znanym kierunku.

Samira patrzyła na rozbiegające się towarzystwo z lekką dezaprobatą.

— Nie rozumiem, Damianie skąd to ogólne szczęście? — zwróciła się do swojego świeżo mianowanego asystenta. — Przecież tyle czeka ich pracy w ten weekend, niektórzy mają naprawdę poważne zaległości w warsztacie i powinni się bardziej przygotować do kolejnych zajęć.

— To prawda pani Samiro — przyznał. — Powinni, powinni…

Samira westchnęła i już miała zajrzeć do swojej torebki w poszukiwaniu swojego telefonu, kiedy TO poczuła. Poczuła, jak przeszedł obok niej. To był on. Paweł.

— Cześć Samiro, miłego weekendu! — Pomachał do niej w pożegnalnym geście.

— Cze… cze…. Cześć Pawle, ach! Tak! Dziękuję! I tobie też! Tobie też najlepszego!!! — Machała za nim wytrwale nawet, kiedy już odwrócił wzrok. Z tego wszystkiego torebka aż wypadła jej z rąk rozsypując całą swoją zawartość.

— Ah pani! Pomogę! — rzucił się jej pod nogi od razu Damian zbierając mnóstwo kolorowych długopisów, ołówków, notesów, gumek, kalkulator, linijki, podręczne lusterko, latarkę, tusz do rzęs, gumki z kokardką, portfel, mini perfumy…

Patryk, który przechodził właśnie obok nich niechcący nadepnął na jeden z ołówków łamiąc go.

— Ojej, przepraszam… — Schylił się od razu podnosząc kawałki z podłogi. — Nie zauważyłem.

Samira westchnęła nie patrząc na niego, tylko wciąż tęsknie wodząc wzrokiem za Pawłem.

— Pani Samiro, pani torebka, pozbierałem już… — Damian podniósł się z podłogi wręczając jej torebkę.

— Ah, dziękuję, dziękuję… — odpowiedziała.

Patryk czekał na to, co powie na połamany ołówek.

— Jakiś problem Patryku? — zapytała go w końcu Samira zerkając na niego i nie bardzo rozumiejąc czemu przy niej stoi.

— To twój? — zapytał pokazując jej roztrzaskany ołówek.

— Co to? — zapytała.

— Ołówek — odpowiedział. — Niechcący na niego nadepnąłem i się połamał, przepraszam.

— A… — Samira pomału zaczęła rozumieć o co chodziło. — No mogłeś uważać… — stwierdziła z przekąsem.

— Przepraszam, jestem trochę rozkojarzony — wyznał zaciskając resztki po ołówku w pięści.

Samira uniosła brwi: — Ty? Pan Patryk Paprocki rozkojarzony? No proszę, a czym jeśli można wiedzieć? — zapytała zastanawiając się czy może w końcu zaczął rozumieć powagę swoich spóźnień.

Patryk uśmiechnął się z przekąsem odwracając wzrok, bo raczej nie chciał z nią o tym rozmawiać.

— Myślę, że chodzi o to, że Patryk ma problemy sercowe, prawda? — odezwał się niespodziewanie Damian, a widząc reakcję Patryka, który spojrzał na niego, jak na wampira, schylił się i szepnął dalej Samirze do ucha — Zakochał się.

— Czyżby? — Zainteresowała się z lekką obojętnością w głosie świdrując blondyna wzrokiem i jednocześnie wyciągając jakiś notes z torebki.

Patryk jednak kompletnie ją zignorował: — Damian, tak? — zwrócił się bezpośrednio do goryla za jej plecami.

— Tak, a co? — zapytał Damian niejako podejmując rękawice.

Samira nie zauważyła jednak ich bojowego nastawienia i zaczęła czytać ze swojego notesu:

— Proszę, co my tu mamy? — powiedziała wodząc wzrokiem w zeszycie — A tak… Patryk Paprocki, trzy spóźnienia w jednym tygodniu. To stanowczo za dużo — zawyrokowała stanowczo. — A jeszcze teraz zdeptałeś mi ołówek… Czyli dochodzi „naruszenie mienia osobistego”… – zanotowała.

Patryk w ogóle się nią nie przejmując gapił się na Damiana.

— To, że nie myśl sobie, że nie wiem, kim jesteś…, co tu robisz…, i co ważniejsze, co robiłeś…

Damian zwężył wzrok na Patryku.

Samira spojrzała to na jednego, to na drugiego nie rozumieją nic z tego o czym rozmawiali chłopaki.

— Przepraszam, Patryku? O co ci chodzi? — zapytała. — Czy ty mnie w ogóle słuchałeś? Nie chcę nic mówić, ale odnoszę wrażenie, że podchodzisz do studiów bardzo lekceważąco. Wiesz, ja oczywiście nie chcę wnikać w twoje osobiste sprawy, bo rozumiem, że każdy może mieć jakieś problemy, ale kochany… Studia aktorskie w Eyelow to nie przelewki! Z tym trzeba sobie radzić! — westchnęła głęboko na myśl o Pawle i trochę się rozmarzyła.

Patryk zignorował ją jednak i zwrócił się ponownie do Damiana: — Ostrzegam cię, żebyś lepiej nie wtrącał się w moje życie, dobra? Mam nadzieję, że się rozumiemy — powiedział i rzucił kawałki ołówka z powrotem na podłogę.

— No też mi coś! — oburzyła się Samira patrząc, jak odchodzi. — „Pogwałcenie przestrzeni osobistej…” — Zanotowała w kajeciku z niedowierzaniem kręcąc głową.

– 🧡 🧡 🧡 –

Od tej sytuacji z Sis unikała go. Ignorowała za każdym razem, gdy chciał do niej zagadać. Odchodziła, odwracała głowę, siadała daleko od niego, trzymała się przyjaciółek. Patryk rozumiał ją. Sis zachowała się karygodnie i bezczelnie. Dla wrażliwej i niewinnej dziewczyny, którą niewątpliwie była Auri sytuacja z jego byłą dziewczyną była przerażająca i odstraszająca. Przestraszyła się. Tak… Patryk był tego pewny. Nie chciał jej więc na siłę do siebie przekonywać, nie chciał nic robić na siłę. Wiedział, że żadne przeprosiny też niczego nie zmienią. Auri się bała. Musiał więc zrobić coś żeby przestała. Bo tak, zależało mu. Bo tak, zakochał się. Czuł jednak, że jest to coś więcej. Bo też i czuł więcej. Serce rwało mu się do niej, myśli uciekały, ciało drżało, w głowie huczało! I to wszystko działo się tak szybko, tak intensywnie. Wiedział, że niczego w życiu już nie będzie pragnął tak mocno jak jej. Bo była tą jedyną. Wszystko w niej było zachwycające i frustrujące za razem. Czuł, że skrywa pociągającą tajemnicę, czuł też że jest po prostu niezwykle dobra i zadziorna.

Czuł, że jest jego przeznaczeniem. Gdzieś tam, ktoś już kiedyś mu ją przeznaczył. I czuł to. Czuł, że nie może jej stracić, że ona go potrzebuje, że chce się nią opiekować, z nią żyć, z nią byćNic oprócz tego już się nie liczyło.

Wszystko się w jego życiu zmieniło. Wszystko.

Dlatego wybiegł z gmachu uczelni, wsiadł do swojego samochodu i odjechał, by po godzinie wrócić na białym koniu ze złotą peleryną i być dla niej nie tylko księciem z bajki, nie tylko pewnym siebie łobuzem, nie tylko zadziornym chłopakiem z bogatej rodziny, ale by być jej przeznaczeniem.

– 🧡 🧡 🧡 –

— Nigdzie nie idę, Jaśmina, daj spokój — powiedziała do niej Auri, kiedy przyniosła jej kolejną sukienkę i zademonstrowała ją jej w kilku zamaszystych ruchach.

— No co ty! Przecież się umówiłaś! On na pewno zaraz tu przyjdzie! — zawołała Jaśmina kładąc sukienkę na łóżku, na którym siedziała blondynka.

— To mu powiesz, że się rozmyśliłam i nie chcę się z nim widzieć — odparła wbijając wzrok w podłogę. Była strasznie podenerwowana tym, że Patryk rzeczywiście mógł niedługo przyjść. Byli w końcu umówieni jeszcze przed tym wydarzeniem z Sis.

— Nie, nie mogę, no daj spokój — Jaśmina opadła na łóżko obok niej i żachnęła się — Mówię ci, że on woli ciebie od tej całej Sis. Widziałaś jakie ona ma grube nogi! — zaczęła z innej beczki.

Auri wstała: — Oj przestań! To nie o to chodzi!  zawołała zdenerwowana. — On ją zna od dzieciństwa, pewnie chodzili ze sobą nie wiadomo jak długo i pewnie też…. — Wzięła głębszy oddech — pewnie też z nią sypiał… – Dokończyła i zakryła twarz dłońmi z zażenowania.

Jaśmina wykrzywiła usta w niepewnym zamyśleniu, wstała i podeszła do niej. Przyjaciółki przytuliły się.

— Jasne, mogło tak być… — przyznała poklepując ją po plecach. — Ale teraz poznał ciebie i ty mu się podobasz, możesz mu pokazać, że o ciebie będzie musiał zawalczyć, że nie jesteś taka łatwa.

— Nie chcę…  — zamruczała w jej ramię.

Jaśmina odchyliła ją od siebie: — Chcesz — powiedziała z naciskiem.

— Nie… — Auri pokręciła głową ze łzami w oczach i rzuciła się z powrotem na łóżko cicho chlipiąc w poduszkę.

Brunetka westchnęła nie wiedząc jakby tu mogła jej jeszcze pomóc. W zamyśleniu podeszła do okna i wyjrzała przez nie.

— Nie masz wyboru! — krzyknęła, a oczy jej ponownie rozbłysły. — On już tu jest! Auri! On przyjechał na koniu! Na białym rumaku, niczym książę! Mówię ci! Chodź tu!!!!

Rozmachana Jaśmina rzuciła się na przyjaciółkę i podniosła ją z łóżka podprowadzając do okna. 

— Zobacz! Jaki piękny! Musisz tam iść! Albo nie! On tu zaraz przyjdzie, zobacz już idzie! Musisz się szybko przebrać w tą sukienkę! — zostawiła sparaliżowaną widokiem za oknem Auri i podskoczyła do łóżka podnosząc sukienkę. — Albo nie! — Rzuciła ją z powrotem na łóżko. — Ty musisz założyć coś bardziej balowego! Suknię księżniczki! On cię przecież zabiera na pewno na bal! O Bożę! A jeśli on cię porywa?! Matko, jakie to romantyczne! Musimy szybko znaleźć ci suknię!

Podekscytowana jak sto fajerek Jaśmina podskoczyła do szafy i zaczęła wyrzucać z niej rzeczy w poszukiwaniu czegoś stosownego dla uprowadzonej księżniczki. Nie minęła jednak nawet minuta, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Momentalnie upuściła wszystko, co miała na rękach i rzuciła się rozemocjonowana biegiem do drzwi.

Auri zdążyła jeszcze krzyknąć „Nie!”, ale było już za późno. Jaśmina złapała za klamkę i otworzyła drzwi w tym samym momencie.

— Cześć — odezwał się pierwszy Patryk i posłał jej czarujący uśmiech. Tak jak się tego spodziewała to był on. Książę z bajki.

— Ah… Hej… — westchnęła Jaśmina opierając się, a właściwie zawieszając się na drzwiach.

Zaraz jednak nagle rozległo się trzaśnięcie. Jaśmina podskoczyła jak oparzona oglądając się za siebie. Zrozumiała, że to Auri zamknęła się w swoim pokoju.

— O kurczę! — zawołała zawiedziona podchodząc do drzwi od jej pokoju.

— No kurczę… — przyznał Patryk podchodząc do niej.

Jaśmina spojrzała na niego prześwietlając go od stóp do głów. Patryk miał na sobie białą koszulę rozpiętą przy szyi, czarne przylegające spodnie z paskiem i złotą pelerynę przyszytą do koszuli. Z małej kieszonki na klatce piersiowej wystawała różowa różyczka.

— Wow! — przyznała. — Z bliska wyglądasz jeszcze bardziej sexy!

Patryk spojrzał na nią: — Em, dzięki… Może zapukam, okej? — zapytał i podniósł rękę, żeby stuknąć knykciem w drzwi.

— A tak! No pewnie! Pukaj pukaj! Tylko, że ona pewnie nie otworzy, wiesz jest strasznie rozbita przez tą twoją byłą! Jak mogłeś pozwolić jej się w ogóle uderzyć i być z taką jedzą, chory byłeś czy co? Słuchaj czy ona cię w ogóle nęka? Bo jak tak to musisz to zgłosić! Auri się boi! Nie chce być w trójkącie, rozumiesz prawda? Ja to rozumiem, nie? To nie jej styl! Absolutnie! Musisz się bardziej postarać, musisz ją przekonać… — trajkotała jak nakręcona nie dając dojść mu do słowa.

— Okej, okej! — przerwał jej w końcu nie widząc innego sposobu na uciszenie jej niż zakrycie jej buzi ręką.

W tym momencie do pokoju weszła Hania z Bastianem, którzy byli obładowani torbami z zakupami.

— Kupiliśmy pączki na weekend! — zawołała już od progu Hania nagle zatrzymując się i patrząc z beznamiętną miną na Patryka z Jaśminą. — Co tu się wyprawia? — zapytała. Bastian wyglądał jej przez głowę, bo był od niej o wiele wyższy.

— Heja! Oł yea! — Przywitał się.

Jaśmina zastygła w bezruchu w objęciach Patryka przewracając tylko wielkimi oczyma.

— Nic — odezwał się w końcu Patryk i puścił dziewczynę dopiero orientując się, że za długo ją trzymał i uśmiechnął się niewinnie do Hani.

Hani nie było jednak do śmiechu: — Gdzie jest Auri? — zapytała z powagą odstawiając delikatnie torby z zakupami na podłogę i podchodząc do Patryka i Jaśminy.

— W pokoju — odpowiedział od razu Patryk wyczuwając w niej iskrę nadziei. — Mogłabyś, czy mogłabyś Haniu poprosić ją żeby wyszła? — zapytał z nadzieją.

— Mogłabym… — odparła beznamiętnie przeszywając jednak Patryka podejrzanym wzrokiem i zerkając na Jaśmnię, której policzki płonęły żywym ogniem i która dziwnie i wnerwiająco dyszała i chuchała.

— Auri! To ja, Hania! Jesteś tam? — zawołała uderzając w drzwi z łomotem. — Przyszłam już! Kupiłam Ci pączki, chcesz?

Auri drgnęła skulona na łóżku na dźwięk głosu przyjaciółki. Niepewnie wstała i podeszła do drzwi.

— To ty Haniu? — zapytała.

— Tak, to ja! — odparła słodkim głosem. — Coś ci się stało? — zapytała.

Auri pokręciła głową i przełknęła ślinę opierając się głową o drzwi.

— Nie, nie… Nic wszystko w porządku, czy… czy jest tam… — Zawahała się i wzięła głębszy oddech. — Czy jest tam… Patryk?

Hania spojrzała na stojącego obok Patryka beznamiętnym wzrokiem. Blondyn pokręcił milcząco głową mając nadzieję, że może go zrozumie. Ale ona rozumiała swoje. Stała po stronie Auri. Zawsze stała.

– Taaa….  potwierdziła. — Z Jaśminą… dziwne rzecy robli jak wesłam, Patryk zaklywał jej buzię, jakby ją dusił cy co, nie wiem, a ona wygląda teraz jak burak i ledwo dysy…

Po drugiej stronie drzwi Auri poczuła jak serce zaczęło jej jeszcze mocniej dudnić w jej piersi. Co takiego?

Z kolei Patryk nie mógł uwierzyć w to, co słyszał. Dlaczego ona to mówi tak, żeby brzmiało jakoś dwuznacznie? Matko święta! Przepchnął się przed nią i wkroczył do akcji. Nie było chyba co liczyć na Hanię, że wyciągnie Auri podstępem z pokoju.

— Różyczko, tak! Jestem tu! Proszę wyjdź, porozmawiajmy! — zawołał i zastukał w drzwi.

Auri odruchowo odskoczyła natychmiast od drzwi: — Haniu, powiedz mu, żeby sobie poszedł, nigdzie z nim nie pójdę, a już na pewno nie pojadę na koniu! Jasne? — zawołała zdecydowanie.

Hania łypnęła spod łba na Patryka i szturchnęła go, żeby się odsunął: — Słysałeś… Musis stąd isc, Auri cię nie chce… A to twój kon, na dole, tak? Mogłabym z niego zrobic pieconą konine, wies? — zaczęła mu wygrażać szturchając go i popychając brzuchem do wyjścia.

Patryk chcąc nie chcąc musiał zacząć się cofać. Nie chciał jednak wychodzić i nie zamierzał poddać się bez walki.

— Posłuchaj, ja chcę tylko porozmawiać, rozumiesz? Możecie nas zostawić samych w pokoju? Spróbują ją przekonać przez drzwi, żeby wyszła, proszę cię!

Hania była jednak nieustępliwa: — Auri nie chce, słysałes! Przykro mi musis isc! — Tym razem popchnęła go z większą siłą, tak że ledwo utrzymał równowagę.

— Nie, zostaję! — Patryk był zdecydowany. — Wy możecie wyjść… — Spojrzał na Jaśminę i Bastiana, a na koniec na Hanię, która na te słowa wręcz zapłonęła.

— Chcesz mnie wyrzucić z mojego pokoju?! — zawołała wzburzona. — I co jeszcze? Może zjeść moje pączki! Niedoczekanie twoje! Poszedł mi stąd! Już!!! — ryknęła i zaczęła go jeszcze bardziej zdecydowanie popchać do wyjścia.

Patrykowi udało się jednak uchylić i uniknąć jej ciosów. Podbiegł z powrotem do drzwi pokoju Auri i zastukał w nie.

— Różyczko! Proszę cię, wyjdź! Porozmawiajmy, błagam! Wiem, wiem, co czujesz! Rozumiem i prze…. — Nie zdążył dokończyć, bo Hania właśnie złapała go pod pachy i zaczęła odciągać od drzwi. Była silna, bardzo silna.

— Ojej! — Pisnęła Jaśmina. — Hania, no co ty! Weź go zostaw! — rzuciła się Patrykowi na pomoc.

— Musi wyjść! Auri go nie chce! — powtarzała uparcie ciągnąc go do wyjścia.

Patryk próbował jej się wyrwać, ale było to trudne, ze względu na to, że też nie chciał jej nic zrobić.

— Puść mnie! Proszę, przecież wiesz, że cię lubię! Mam w kieszeni zawsze cukierka dla ciebie! Naprawdę, chcesz? Błagam cię! Różyczko! Proszę! Słyszysz mnie! Powiedz jej, żeby mnie zostawiła!

— Kurdę, ale się się porobiło… Może ja puszczę jakąś muzę disco relax? — odezwał się Bastian obserwując całą scenę i nie wiedząc co robić drapał się po głowie.

Hania puściła Patyka dopiero w progu drzwi wyjściowych.

— Daj mi! — rozkazała i wyciągnęła rękę po cukierka.

Patryk stanął na równe nogi i chwycił ręką do kieszeni: — Okej, zobacz, widzisz mam — Pokazał jej słodkiego karmelka, takiego, którego lubiła najbardziej.

Wyciągnęła po niego rękę, ale on cofnął się.

— Co jest? — pisnęła niezadowolona. — Powiedziałeś, że dasz! Nie drażnij mnie!

— Dam ci, tylko proszę poproś Auri, żeby do mnie wyszła, powiedz jej, że będę czekał na nią na dole, tak długo dopóki nie wyjdzie, nie ruszę się nawet gdybym miał czekać do północy i całą noc, okej? I całą wieczność… Zrobisz to? Obiecujesz? — zapytał z nadzieją.

Przeszyła go wzrokiem. Z tyłu za nią Jaśmina prawie mdlała wzruszona jego słowami.

— Dobra! — zgodziła się po dłuższym namyśleniu. — Tylko daj! — Wyciągnęła ponownie rękę po cukierka.

Patryk ostrożnie wręczył jej cukierka. Złapała go łapczywie i od razu rozwinęła wrzucając do buzi.

— Mlask, mlas… — zaczęła ciumciać wyraźnie zadowolona, po czym ostatecznie wypchnęła go na korytarz i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.

Patryk powoli cofnął się i z opuszczoną głową zaczął schodzić na dół. Mówił poważnie. Będzie czekał. Czekał, aż przyjdzie. Na pewno będzie widziała go z okna. Na pewno przyjdzie, powtarzał sobie.

0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
error: Content is protected !!