Uczucie, które pojawiało się w nim na widok śmiejącej się czy po prostu rozmawiającej z kimś Auri było dla niego czymś zupełnie nowym. Nieznanym i fascynującym. Choć lubił już dziewczyny, umawiał się z nimi, spotykał, całował. To jednak to uczucie, które wzbudzała w nim dziewczyna o niezwykłych oczach było zupełnie inne. Intensywniejsze i mocniejsze.
— Znowu się zawiesiłeś. — Szturchnął Wiktora Błażej, gdy ten zapatrzył się na grupkę dziewczyn wśród których była oczywiście Auri.
— Istotnie… — przyznał bez wymówek.
Siedzieli na pufach między kolumnami, które dzieliły gmach na dwie części, tą przy której rozpoczynał się korytarz i tą, gdzie znajdowało się kilka drzwi do sal dydaktycznych. Auri z koleżankami pojawiła się w korytarzu parę minut temu. Ale od tego czasu Wiktor praktycznie nie odrywał od niej wzroku.
Wydawała mu się od początku dnia nieco zmieszana, jakby też zmęczona i może zlękniona. Tak jakby się czegoś bała, albo raczej kogoś. Bo Wiktor nie musiał się długo zastanawiać nad tożsamością jej ewentualnego powodu lęku. Wiedział doskonale, że chodziło o Patryka. Patryka Paprockiego, syneczka prawdopodobnie bardzo wpływowego ojca, który cieszył się respektem, wśród profesorów, co Patryk dobitnie podkreślił robiąc, co tylko chciał z panem od zajęć z Wiersza.
Po tym, co Wiktor zobaczył na Wierszu nie zdziwiło go wcale, że niedługo po tym jak w gmachu pojawiła się Auri z eskortą, zaraz za nią pojawił się właśnie Patryk. Tylko tyle, że on był sam. Wydawało mu się, że wszędzie za nią łazi i na każdym kroku zaczepia. I sądząc po tym jak głęboko odetchnęła zauważając Patryka musiała być to prawda. Uroczy blondyn. Głęboko niebieskie oczy. Uśmiech jak z serialu. Ciut niewinny, może i nawet naiwny, ale jakże pociągający. Po prostu łamacz dziewczęcych serc. Uosobienie figlarności i zmysłowości. Tak, Patryk to ktoś, kto na pewno przykuwał uwagę dziewczyn i przyśpiesza rytm ich sercom. Ale dla Wiktora był zwykłym macho, w dodatku wcale nie tak pewnym siebie. Zobaczył to już w jego oczach przy pierwszym spotkaniu. Strach. Patryk się go przestraszył. Wyczuł to. Bał się rywalizacji, dlatego chciał od razu pokazać, że był silniejszy. Ale to tylko go obnażyło. Pokazało jego słabość, impulsywność i desperacje, gdyby ktoś taki jak Wiktor niespodziewanie mógłby mu stanąć na drodze. A nie był na to gotowy. Wiktor od razu go przejrzał. I nawet przez chwilę zrobiło mu się go żal, gdy zaczął się zastanawiać, co musiało takiego dziać się w jego głowie i sercu, że aż tak się go przestraszył. Ale nie był to jego problem. Po prostu wyczuł jego słabość. Panikę, gdy go zobaczył.
Wiktor widział, co Patryk zrobił na poprzednich zajęciach. Uderzył tego chłopaka, Kacpra bodajże, choć nie był pewny imienia, bo jeszcze się z nim nie zapoznał tak oficjalnie. Nie wiedział, o co dokładnie im poszło, bo siedział zbyt daleko, żeby usłyszeć o czym rozmawiali, ale był pewny, że miało to związek z Auri. Nie miał co do tego wątpliwości.
— Znowu. — Błażej ponownie szturchnął Wiktora uśmiechając się przyjaźnie. — Wiesz, co? Podejdź i zagadaj, spróbuj się z nią umówić. Jestem pewien że ci nie odmówi.
Wiktor spojrzał na niego z sympatią: — Tak, masz rację — przyznał. — Powinienem tak zrobić. Tylko widzisz, chyba nie jestem jedynym zainteresowanym — powiedział i kiwnął głową w stronę Auri, do której właśnie znowu podchodził Patryk.
Błażej spojrzał w kierunku cud chłopaka: — No wiesz… Co to dla ciebie? — mruknął chcąc dodać otuchy przyjacielowi. — Już raz go spławiłeś.
Wiktor uśmiechnął się do niego: — No właśnie nie wiem.
— Daj spokój, jestem pewien, że będzie wolała ciebie — powiedział z przekonaniem, choć w tym właśnie momencie Auri zgodziła się porozmawiać z Patrykiem i odeszła razem z nim na stronę. — Mogę iść podsłuchać o czym rozmawiają, jeśli chcesz — zaoferował się Błażej.
Wiktor poczuł się z tym nieco dziwnie, ale chciał tego. Wiedział, że mrowienie, które czuje na całym ciele oznacza zżerającą go od środka zazdrość, której nie chciał się poddać. Pragnienie jednak podsłuchania, albo lepiej jeszcze przerwania im rozmowy było bardzo kuszące.
— Okej — zgodził się po chwili namysłu na jego propozycję.
— Tak? — Błażej wyglądała na nieco zaskoczonego. Mimo wszystko nie spodziewał się, że Wiktor będzie tego tak bardzo chciał.
— Tak, tylko uważaj, żeby się nie zorientowali, udawaj, że czytasz coś na tej tablicy, przy której stoją. — Poradził mu konspiracyjnym głosem.
— Dobrze — przytaknął nie chcąc rozczarować przyjaciela. — Dam radę.
— Wiem. — Uścisnął go za rękę Wiktor. – Dzięki.
Błażej uśmiechnął się jeszcze do niego i ruszył dzielnym krokiem w kierunku rozmawiającej ze sobą pary.
Zbliżył się niby nagle zaciekawiony tablicami na ścianie.
— Dziękuję, że nie uciekłaś… — Usłyszał głos Patryka.
Auri stała przy ścianie z lekko opuszczoną głową wyraźnie starając się unikać spojrzenia Patryka, który stał nad nią z ręką opartą o ścianę zostawiając między nimi bardzo mało przestrzeni.
— Nie widziałam powodu, dla którego miałabym przed tobą uciekać — wyznała cicho.
— Czyli coś się zmieniło? — rzekł wyraźnie robiąc aluzję do pocałunku.
Auri spróbowała wziąć głęboki oddech choć miała na to mało miejsca. Patryk widząc, że jest skora do rozmowy dał jej więcej przestrzeni. Nadal jednak trzymał rękę opartą o ścianę jakby chciał ich tym osłonić od ciekawskich spojrzeń, żeby mogli szeptać i mówić tylko do siebie.
— Musimy, em…. Znaczy powinniśmy o tym porozmawiać… O tym, co się wydarzyło i…. — zacięła się czując jednak narastającą panikę w sercu.
— Rozumiem, chcesz porozmawiać o pocałunku, tak? — wymamrotał, ale i tak dla niej to było za głośno.
— Ciiiii!!!! — Odruchowo zasłoniła mu ręką usta nie mogąc uwierzyć, że powiedział to tak bezpośrednio. Szybko jednak zabrała rękę, nie pozwalając mu jej dotknąć.
Błażej przełknął ślinę starając się zachowywać obojętnie wobec tego, co słyszał.
— Interesujące, prawda?
Nagle podskoczył jak poparzony przy tablicy, którą udawał, że czytał. Spojrzał w bok i zobaczył stojącą tuż obok niego Samirę. Zerkała na niego iście Samirowym spojrzeniem i uśmiechem.
— Interesujesz się życiem akademickim? — zapytała nie rozumiejąc dlaczego nagle wydaje się być jakiś zdenerwowany..
— Em, tak… — odpowiedział nie wiedząc do końca co ma powiedzieć i próbując cały czas nasłuchiwać rozmowę pary.
— O! To dobrze! — Ucieszyła się wyraźnie Samira. — Powiem ci coś, bo wydajesz mi się być w porządku, em Błażeju, tak? — upewniła się na wszelki wypadek co do imienia.
— Tak. — Przytaknął nadstawiając ucha ile mógł w drugą stronę.
(Patryk: Przyznam ci się, że bardzo chciałbym to powtórzyć…
Aurora: Patryk, wiesz dobrze, że nie powinieneś tego… tak robić…)
— Kiedyś to wszystko… — zaczęła podniośle Samira próbując objąć rękami całą tablicę. — Kiedyś to wszystko, powiem ci, Błażeju, że… to wszystko będzie MOJE!
Nie rozumiejąc kompletnie, o co jej chodziło Błażej pokiwał tylko uprzejmie głową w jej kierunku cały czas starając się nie pogubić w rozmowie Patryka i Aurory.
Przez chwilę patrzyli sobie jednak w oczy nic nie mówiąc. Ona wyglądała na osaczoną i zażenowaną. On z kolei miał pewne, ale zarazem przeszywające spojrzenie.
— Chciałbym tylko, żebyś dała mi szansę — powiedział w końcu łagodnie Patryk.
— Wiem — przytaknęła. – I… tak… Dostaniesz ją… — powiedziała w końcu zdobywając się na odwagę.
— Naprawdę? — zapytał lekko zaskoczony, ale i szczęśliwy. A uśmiech, który pojawił się na jego twarzy całkowicie ją rozbroił.
— Tak… i wiesz, co nawet… — Zniżyła głos do szeptu — może nawet to powtórzymy…
W głowie Patryka zawirowało. Powtórzymy to teraz! – Chciał krzyknąć, ale Auri obeszła go i odeszła, a on nie był w stanie przez dłuższą chwilę ruszyć się z miejsca. Gdy obejrzał się za nią zobaczył tylko, że z uśmiechem wróciła do swoich przyjaciółek.
— O! Kogóż to ja widzę! Pan Paprocki Corporation.
Patryk spojrzał w bok i dopiero zauważył Samirę i Błażeja, który jak tylko na niego spojrzał wymamrotał coś szybko pod nosem i sobie poszedł.
— Możesz mi mówić Patryk… — zwrócił się do niej nonszalancko wzruszając ramionami i wkładając ręce do kieszeni nie zwracając uwagi na odchodzącego chłopaka.
— Ach tak? — odparła wzniośle Samira — Nie myśl, że będę ci za to dziękować! Jestem starostą! Zostałam wybrana! — rzuciła wzniośle stukając go palcem w ramię.
—Wiem, moje gratulacje, zasłużyłaś — przyznał z uznaniem i uśmiechem poklepał ją po ramieniu, co wprawiło ją w lekkie osłupienie.
— Taaaak…. — rzekła przeciągając sylabę i odsuwając się nieco od niego. — Ośmielam się więc upomnieć szanownego pana, żeby nie spóźniał się na zajęcia pomimo swoich… eee… wtyków, okej? — Przeszyła go wnikliwym wzrokiem. — Jak jesteś taki ważny, to przynajmniej dawaj dobry przykład!
— Patryk.
— Co, Patryk?
— Możesz mi mówić Patryk, Samiro i okej, postaram się dla ciebie nie spóźniać, skoro tak ci na tym zależy, w porządku? — zapytał z uśmiechem za milion dolarów.
Samira ściągnęła usta i pokiwała głową zastanawiając się skąd on nagle taki miły i uprzejmy: — Tak, dobrze, cieszę się, że doszliśmy do porozumienia — odrzekła beznamiętnie zachowując pełen profesjonalizm konwersacji.
— To chodźmy na zajęcia, nie wypada się w końcu spóźnić — powiedział puszczając do niej zalotnie oko i wprawiając ją tym samym w jeszcze większe osłupienie.
– 💛 💛 💛 –
W końcu pierwszy tydzień studiów zleciał dosyć szybko. Choć dla Auri był to jeden z najbardziej emocjonalnych i dłużących się tygodni życia. Jeszcze nigdy w życiu nie czuła się tak jak przy Patryku. Choć to „przy Patryku” to dużo powiedziane i tak naprawdę miało dopiero nadejść. Choć w końcu umówiła się z nim na piątek wieczór, to jednak przez kolejne dni musiała radzić sobie z wieloma nowymi sytuacjami, które za jego sprawą zaczęły dziać się w jej życiu.
Patryk za każdym razem, gdy się pojawiał i spotykał z nią wzrokiem posyłał jej jeden z najbardziej czarujących uśmiechów jakie kiedykolwiek widziała. A przecież jak chodziła z Pawłem, to myślała, że już bardziej słodkim być nie można. A tu okazało się, że jednak można. Patryk był bowiem zupełnie inny. Relacja z Pawłem zawsze była dla niej ważna, on był dla niej troskliwy, kochany, zawsze grzeczny i uprzejmy. Patryk to było już coś innego… Patryk czarował. Zalecał się do niej, bo było jasne, że wpadła mu w oko. Wiedziała to. A nigdy nie sądziła, że ulegnie takiemu podrywowi. Ale jednak to też nie do końca był „taki” podryw… Bo Patryk już pierwszego dnia sprawił w niej coś więcej. Poruszył w jej sercu i ciele takie miejsca, o których jak do tej pory nie miała chyba pojęcia. Coś ją w nim kusiło, coś nęciło i budziło pragnienie, aby go jeszcze raz zobaczyć, usłyszeć… Nawet jeśli miałaby się z nim posprzeczać, chciała się droczyć, chciała go sprawdzać, chciała… No właśnie. Czuła, że było tego za wiele, że ona przecież taka nie jest, że coś się w niej zmienia. I z jednej strony przerażało ją to, ale z drugiej jednak coś fascynowało i sprawiało, że bardziej niż zwykle chciało jej się rano wstawać z łóżka.
Pomijając Patryka pierwszy tydzień przyniósł jej również nowe wrażenia odnośnie samego kierunku. Ogólnie można było stwierdzić, że większość wykładowców i profesorów jest bardzo wymagająca, ale i również trochę „nawiedzona”. Szczególnie Pan od Wiersza, Wymowy czy Impostacji głosu. Każdy z nich był na zajęciach najbardziej zainteresowany samym sobą, a między zajęciami z Wymowy i Impostacji trudno było znaleźć różnicę. Najbardziej wymagającymi zajęciami jak na razie okazały się jednak Elementarne zadania aktorskie. Wiedziała też już, że nie będzie przepadać za zajęciami z Ciała w przestrzeni scenicznej, ponieważ prowadzącą te zajęcia „pani” była niezwykle napalona na chłopaków, z czym nawet wcale się nie kryła. Była również pewna tego, które zajęcia najbardziej polubiła, a może szczerzej, którego prowadzącego polubiła najbardziej. Był to Trening Aktorski z panem Ciachorowskim.
Tak, Michał Ciachorowki.
To, facet obok którego chyba ciężko było przejść obojętnie każdej studentce. Już na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie niezwykle miłego i kogoś innego niż pozostali wykładowcy. A to od razu przypadło jej gustu. Poczuła od niego również coś więcej. Poczuła, że on również zwrócił na nią szczególną uwagę już na pierwszych zajęciach, że nie tylko jakoś szczególnie ją zauważył, ale też i powiedzmy „wybrał”.
Mega ją to stresowało, kiedy poprosił, aby odegrała z nim od razu scenkę na pierwszych zajęciach. Taka bliskość starszego i przystojnego mężczyzny wprawiła ją w totalne skrępowanie. Ale kiedy okazało się, że był on niezwykle miły, uprzejmy i zachowywał totalną klasę, a dodatkowo jeszcze ją pochwalił, to nie miała już wątpliwości, że będzie to jej ulubiony wykładowca i zajęcia.
— Na naszych zajęciach będziemy więc ćwiczyć przede wszystkich wasz warsztat praktyczny, nie spodziewajcie się więc tutaj żadnej suchej wiedzy czy wykładów. — Przemawiał Ciachorowski ze sceny do grupy studentów siedzących w rzędach. Trzymał ją, Auri wtedy jeszcze za rękę. — Oczekuję przede wszystkim waszej kreatywności i wyczucia sytuacji. To tu będziecie się określać, uczyć fantazji i poczujecie satysfakcje z gry. — Aurora poczuła jak jego ręka przez chwilę zacisnęła się na jej i zdusiła w sobie pragnienie by na niego spojrzeć. — Przede wszystkim jednak na początku musicie tak jak przed chwilą zademonstrowałem z koleżanką stawić czoła samemu sobie. Podjąć ryzyko, pokazać charakter. — Teraz już zwrócił się bezpośrednio do niej i unosząc jej rękę złożył na niej delikatny pocałunek. — Dziękuję za zaufanie — powiedział z powagą, a jego spojrzenie przeszyło ją na wskroś sprawiając, że poczuła się totalnie i bezwarunkowo fantastycznie.
Przez chwilę pomyślała, że to trochę bezczelne, że profesor trzymał ją przez cały czas za rękę, a potem jeszcze w nią pocałował, ale jakoś w ogóle się tym nie przejęła. Ostatecznie Ciachorowski i tak puścił jej dłoń i z utkwionym w nią wzrokiem zaczął bić jej brawo pozwalając zejść ze sceny, a pozostali na sali przyłączyli się do niego, więc zeszła z niej w owacji godnej występu teatralnego.
Jak tylko usiadła przy Jaśminie, ta rzuciła je się na szyję i z podekscytowaniem zaczęła krzyczeć jej do ucha: „Brawo Auri!” Ściskania i całusom z jej strony nie było końca. Mimo to Aurora, zawstydzona całą sytuacją dostrzegła siedzącego trochę dalej Patryka, który chyba jako jedyny ( no może oprócz kilku jeszcze dziewczyn) nie bił jej braw. Siedział za to z założonymi rękami i wpatrywał się z dziwną miną w Ciachorowskiego wyraźnie nerwowo poruszając kolanem.
— Jaśmina! Już wystarczy! — powiedziała odsuwając delikatnie przyjaciółkę, która niechętnie, ale w końcu ją zostawiła.
— Bożę! Auri! Byłaś cudowna! Najlepsza, niesamowita! Jak on cię chwycił to normalnie myślałam, że zemdleję! Wiesz, no ale nie mogłam! MUSIAŁAM wiedzieć, co będzie dalej! — Jej ekscytacji nie było jednak końca. — Pokażę ci, nagrałam to — piszczała podniecona.
Auri z trudem, ale na szczęście do końca zajęć udało się nieco uspokoić przyjaciółkę. Gdy wychodziły powiedziała jej otwarcie, że musi porozmawiać z Patrykiem i potrzebuje na to chwili na osobności. Jaśmina pisnęła, że to cudownie i obiecała, że będzie stać na czatach.
— Nie trzeba… — odparła jednak blondynka. — Poradzę sobie — zapewniła ją.
— Ojej, szkoda… em, to znaczy dlaczego? — zapytała wyraźnie zawiedziona tym, że nie będzie mogła podsłuchiwać.
— Bo… Po prostu muszę z nim pogadać, okej? Widzimy się w akademiku — powiedziała oglądając się za blond czupryną.
Gdzie on jest? – Zastanawiała się, rozglądając po wychodzących z sali osobach i odwzajemniając uśmiechy od niektórych.
— Szukasz kogoś? — zagadnął ją Dawid.
— Może jakoś ci pomóc? — zaproponowała od razu chętna do pomocy uśmiechnięta Crystal, która z nim szła.
— Dzięki, tak… Szukam Patryka, widzieliście go? Wiecie może dokąd poszedł? — zapytała nieśmiałym głosem.
— Ostatnio to chyba nie może przestać chodzić za tobą, prawda? — Wystrzeliła prosto z mostu Crystal puszczając do niej zalotnie oko. — Chyba mu zazdroszczę takiej śmiałości.
— Jest jeszcze w sali — odpowiedział za to konkretnie Dawid i tym samym uratował ją nieco z tej krępującej sytuacji, którą nagle stworzyła jego towarzyszka.
— Tak? — zdziwiła się Auri zaglądając bokiem do sali. — No tak… Dziękuję… — Uśmiechnęła się do nich wdzięcznie i weszła do niej z powrotem.
Nie mogła uwierzyć, że Patryk wciąż siedział na swoim miejscu i wciąż wpatrywał się tak samo jak wcześniej w Ciachorowskiego, który pakował swoje rzeczy z biurka do torby i wydawał się nie zwracać na niego uwagi. Bardzo dziwne… – Pomyślała zatrzymując się w wejściu i wyczuwając między nimi napięcie. Wszyscy już wyszli, zostali już tylko oni. Co ten Patryk robi? Dlaczego nie wychodzi? Chciała do niego podejść, ale coś ją powstrzymywało, nie wiedziała co, ale jakoś nie mogła ruszyć się z miejsca. Patrzyła tylko to na niego, to na pana Ciachorowskiego niepokojąc się nagle, co będzie jak już wykładowca będzie chciał wyjść i zamknąć salę.
— Mogę w czymś wam jeszcze pomóc? — odezwał się w końcu Ciachorowski zatrzaskując zamki w swojej teczce i tak jak się tego spodziewała zamierzał już wyjść.
Przerzucił swoją spakowaną teczkę przez ramię i wyszedł zza biurka. Jego wzrok padł najpierw na Patryka i nagle okazało się, że dla blondyna był to sygnał, żeby podnieść się z miejsca i zacząć powoli schodzić.
— Mam kilka pytań odnośnie zajęć… — zaczął mówić, a ręce schował nonszalancko do kieszeni spodni.
Auri zaniepokoił trochę ton jego głosu. Nie podobało jej się też to, że ani razu na nią jeszcze nie spojrzał. Jakby kompletnie ignorował jej obecność. Był wyniosły, szorstki i….
— Słucham… — Podjął spokojnie rozmowę pan Ciachorowski czekając cierpliwie aż chłopak zejdzie i do niego podejdzie.
— Odniosłem wrażenie, że sposób ich prowadzenia jest niezgodny z regulaminem.
…i bezczelny! Auri wciągnęła powietrze czując, jak przez chwilę zabrakło jej tchu. Jak on tak może mówić?
Ciachorowski nie tracił jednak pewności siebie. Kiedy Patryk do niego podszedł tylko się uśmiechnął i spokojnie odparł:
— A który punkt regulaminu według pana…, panie… ee….
— Paprocki. Patryk Paprocki – powiedział z naciskiem na swoje imię i nazwisko jakby jego brzmienie mogło wstrząsnąć całym wszechświatem.
— Tak, panie Paprocki… — powtórzył Ciachorowski zwężając oczy, tak jakby mimo wszystko to nazwisko nie było mu zupełnie obce. — Który więc punkt regulaminu według pana, panie Patryku Paprocki został złamany na moich zajęciach? — zapytał spokojnie.
— Wszystkie.
— Patryk! — Auri już tego nie wytrzymała i odezwała się podchodząc do niego. — Co ty wyprawiasz? — Złapała go i odciągnęła za ramię od profesora czując jak policzki płoną jej ze wstydu.
— Różyczko, spokojnie — zwrócił się do niej łagodnie łapiąc ją za ramiona i nachylił patrząc głęboko w jej oczy. — Rozmawiam teraz z nim i zaraz do ciebie przyjdę, poczekaj na mnie przed salą, dobrze?
— Nie! — Zbuntowała się i nie dając się zwieść jego pięknym, błękitnym źrenicom odtrąciła go. — Nie możesz tak się zachowywać do wykładowcy! Tak nie wolno… — powiedziała nieśmiało zerkając na Ciachorowskiego za plecami Patryka, który o dziwo wciąż się uśmiechał z lekko spuszczoną głową, jakby cała ta sytuacja go trochę bawiła.
Szczególnie, że Patryk ze zdumioną i milczącą miną wpatrywał się w dziewczynę, jakby nagle jej słowa bardzo go ugodziły.
— Myślę, że pan, panie Patryku powinien posłuchać pani Aurory, bo najwyraźniej ma nie tylko talent aktorski, ale również potrafi mądrze ocenić sytuację — odezwał się w końcu profesor obchodząc Patryka i stając na chwilę przed Auri, do której ponownie się uśmiechnął. — Niezwykły talent… — dodał po chwili, a jego spojrzenie mówiło jej więcej niż tysiąc słów.
— Dziękuję… — odparła cichutko zawstydzona spuszczając wzrok.
Ciachorowski odszedł, ale przy wyjściu jeszcze obejrzał się za siebie i zwrócił do Patryka: — Myślę też panie Paprocki… — urwał czekając, aż na niego spojrzy.
I zrobił to. Spojrzał. Ale zrobił to w tak sposób w jaki Auri jeszcze nigdy u niego nie widziała.
Profesor nie wydawał się jednak jego morderczym spojrzeniem przejęty i spokojnie dokończył to, co chciał powiedzieć:
— …że jeśli ma pan jakieś uwagi do sposobu prowadzenia przeze mnie zajęć to poproszę o taką wiadomość na maila z wyszczególnieniem konkretnego problemu. A teraz wybaczcie, ale muszę zamknąć salę i mam kolejne zajęcia, więc jeśli moglibyście…
— Tak, oczywiście… — Przytaknęła prędko Auri, której nie trzeba było dłużej tłumaczyć, że powinni już dawno wyjść. Rzuciła tylko jeszcze spojrzenie Patrykowi, aby nie robił już nic głupiego i szybciutko wyszła mijając Ciachorowskiego ze spuszczoną głową.
Patryk pokręcił głową jakby z niedowierzania i z zaciśniętymi ustami i rękami w kieszeni ruszył za nią. Czuł jak burzyła się w nim krew. Mijając Ciachorowskiego zatrzymał się przy nim i wycedził cicho przez usta:
— Wywalę cię stąd, możesz już się pakować, jesteś skończony…
Wykładowca zachował jednak wciąż niesamowity spokój: — Żegnam pana, panie Paprocki… — odparł z klasą i zamknął za nimi drzwi, po czym jak gdyby nigdy nic ruszył w swoją stronę. Minął przy tym zawstydzoną Auri, która stała pod ścianą i nieśmiało jeszcze na niego spojrzała. Ciachorowski z właściwą sobie klasą uśmiechnął się do niej ukradkiem.
Lekko zażenowana odwróciła głowę, a jej spojrzenie padło na Patryka. Podbiegła do niego.
— Oszalałeś?
— Dlaczego się wtrąciłaś?
Pytania padły równocześnie. Aurora więc od razu przeszła ze stanu skrępowania w stan totalnego szoku. Kiedy Ciachorowski już sobie poszedł jej emocje zaczęły z niej wypływać ze zwiększoną siłą.
— Słucham? — zapytała mrugając szybciej niż powinna rzęskami. — Dlaczego? Ja? Patryk, co ty sobie w ogóle wyobrażałeś naskakując tak na profesora?! Wiesz, że to było bezczelne wytykać mu nie wiadomo jakie niezgodności z regulaminem?! Niby gdzie?! Co ty w ogóle wymyśliłeś? A jak on na ciebie doniesie, to wiesz, że możesz mieć przez to problemy?!
Patryk przewrócił wymownie oczami.
— Ja? Problemy? Przez niego… — prychnął pogardliwie. — Nie wydaje mi się. Już prędzej on pożegna się z posadą i będzie miał problemy.
Auri pokręciła z niedowierzaniem głową jakby zobaczyła go po raz pierwszy: — Co? Co ty mówisz? Niby jakie problemy?! Że niby myślisz, że możesz go wyrzucić, bo masz na nazwisko Paprocki?!
— Tak — powiedział zdecydowanie patrząc jej w oczy, na co kompletnie przyparło ją do ściany. Nie mogła uwierzyć, że to powiedział, że taki był…
— Ale… — zaczęła niepewnie — Ale dlaczego?… Patryk, dla…czego? — zapytała nieco drżącym już głosem. — On był dla mnie bardzo miły, polubiłam go jak dotąd najbardziej ze wszystkich, dlaczego chcesz to zrobić? Myślisz, że naprawdę możesz?
Na niego jej słowa zadziałały nagle jak płachta na byka: — Tak mogę… — powiedział napierając nagle na nią i przyciskając za ręce do ściany — A wiesz dlaczego? Właśnie dlatego! Właśnie dlatego, że wydaje ci się, że był dla ciebie miły i że go polubiłaś! Przejrzałem go, rozumiesz?! To zwykły podrywacz! A ty… Ty… Spodobałaś mu się! I tak! To mnie strasznie zdenerwowało, rozumiesz?! Strasznie!!! — wykrzyczał wyraźnie pobudzony.
Starała się jak mogła spokojnie oddychać, ale nie potrafiła. Patrzyła w oczy Patryka powoli zaczynając wszystko rozumieć…
— Patryk… Ty…. Ty jesteś zazdrosny… — wydusiła w końcu z siebie z trudem i mimo wszystko delikatnie się uśmiechnęła.
— Tak! Jestem!!! — wyrzucił z siebie z szewską pasją. — Jestem o ciebie chorobliwie zazdrosny! Nic na to nie poradzę, rozumiesz? Zawładnęłaś mną, moim sercem, myślami, duszą, ciałem. Chcę ciebie i tylko ciebie. — Jego głos zaczynał się łamać — Różyczko…
I wtedy znowu ją pocałował, a ona nie potrafiła mu się oprzeć. Poczuła jak łzy zaczęły jej spływać po policzkach i mieszać ze słodyczą jego ust.
Wiedziała, że po tym pocałunku nic już nie będzie takie jak przedtem.
– 💛 💛 💛 –
W piątek, kiedy czekało ich kolejne spotkanie z panem Ciachorowskim była pełna nerwów. Choć udało jej się do tego czasu jakoś porozumieć z Patrykiem ( choć to dużo powiedziane) to stresowało ją wiele rzeczy.
Po pierwsze sam pan Ciachorowski, choć jej się spodobał, nie wiedziała czy jest gotowa po raz kolejny wystąpić z nim na scenie. I szczerze wolała tego uniknąć. Ze względu na stan, w który wpadł ostatnio Patryk nie chciała tak zwanej „powtórki z rozrywki”.
Kolejną rzeczą budzącą w niej wiele sprzecznych emocji było ich wieczorne spotkanie. Jej i Patryka. Taka prawdziwa „pierwsza randka”. I z wiadomych powodów trochę jej się obawiała. Patryk ją z jednej strony osaczał i pochłaniał wszystkie jej myśli, ale z drugiej intrygował i budził też niepewność. Nie potrafiła jednak ignorować tego, w jaki sposób okazywał jej czułość i troskę. A i jego zazdrość budziła w niej nieznane dotąd obszary umysłu i serca.
Patryk zostawiał różyczki w klamce pokoju, przynosił kawę, czekał po zajęciach, zajmował stolik w stołówce i był też bardzo miły i uprzejmy dla jej przyjaciół. W szczególności dla Hani, dla której zawsze miał to, czego o dziwo właśnie chciała, a wiadomo, że Hania potrafiła być wybredna, choć z reguły brała, co dawali. O Jaśminie to nawet nie trzeba było wspominać, bo ona uwielbiała Patryka jak to się mówi od „pierwszego wejrzenia” i cały czas jej powtarzała, że są dla siebie stworzeni i stanowią idealną parę. Wystarczało więc, że Patryk się do niej po prostu uśmiechał, a zaczynała piszczeć i się ekscytować.
— Proszę, abyś dzisiaj po zajęciach nie zaczepiał pana Ciachorowskiego — poprosiła, kiedy czekali pod salą na Trening Aktorski.
Patryk pojawił się nagle tuż za nią wdychając ukradkiem zapach jej włosów, a ona odwróciła się do niego i spojrzała poważnie w oczy. On objął ją i uśmiechnął się.
— Mam prawo do kilku uwag — odparł z nonszalancją.
Auri oparła ręce na jego klatce piersiowej, żeby nie zbliżał się bardziej. Wokół nich było mnóstwo studentów i miała wrażenie, że wszyscy na nich patrzą i coś szepczą pod nosem.
— Wolałabym, żebyś ich nie miał — rzekła.
Patryk posłała jej jedno z tych spojrzeń, do którego wciąż nie mogła się przyzwyczaić.
— Odbierasz mi prawo do wolności słowa — odrzekł.
— Odbieram ci prawo do bycia niemiłym — poprawiła go, a jego dotyk na plecach zaczął przyprawiać ją o dreszcze.
— Uważasz, że jestem niemiły? — zapytał słodko pocierając nosem o jej nosek.
Odchyliła się, bo wyraźnie zaczął sobie już na za dużo pozwalać. Jeszcze chwila i by ją pocałował. Przy wszystkich! A na to jeszcze nie mogła sobie pozwolić. Oficjalnie nie zgodziła się na bycie jego dziewczyną i na przejście na ten kolejny poziom relacji. Wciąż był dla niej zagadką. Chciała go poznać, to prawda, podobał jej się, ale….
— Musisz poczekać do wieczora, okej? I tak, uważam, że byłeś niemiły dla pana Ciachorowskiego i chyba to już sobie wyjaśniliśmy, prawda? Przeprosisz go?
Patryk westchnął i puścił ją niechętnie z zawiedzioną miną: — Różyczko… nie mam za co… — rzekł twardo obstając przy swoim.
Uniosła wymownie brwi. Czy aby na pewno się nie przesłyszała?
— Nie masz za co? — zapytała przedrzeźniając go — Chyba żartujesz?
— Nie. Serio. Nie zamierzam go przepraszać — rzekł ze stanowczością w głosie, która wydała się jej nagle bardzo zaborcza. Spojrzała na niego nieco zrezygnowana.
Między nimi zrobiło się już dość miejsca, aby ktoś mógł przejść i właśnie w tym momencie przeszedł nagle ni stąd ni z owąd Johnny patrząc na Patryka jakby był z innego świata.
— Nie, a wiesz dlaczego? — kontynuował Patryk ignorując wytrzeszcz Johnnego i zbliżył się do niej ponownie. — Bo nie zamierzam przepraszać za to, co czuję. Rozumiesz?
Jego spojrzenie było przeszywające. Poczuła, jak serce ponownie wali jej jak szalone, bo niespodziewanie złapał jej rękę i przyłożył ją do swojej klatki piersiowej.
— Pamiętaj Różyczko, nigdy nie przepraszaj za swoje uczucia — dodał cichszym kompletnie rozbrajającym głosem.
Zagryzła wargę próbując zapanować nad zalewającą ją falą gorąca. Patryk był zniewalający. Nie miała pojęcia, co zrobić, co powiedzieć, jak zareagować. Kątem oka widziała, jak korytarz pustoszeje, a osoby z ich roku znikają w sali od Treningu Aktorskiego.
Czuła, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, to po prostu rozpadnie się na tysiąc kawałków z powodu bicia serca Patryka, które czuła przez swoją dłoń.
— Patryk… — wydusiła z siebie jedyne słowo, które mogła.
Pochylił się, bo ledwie ją usłyszał. Ona jednak nie miała mu już nic więcej do powiedzenia. Gdy zobaczyła, że się zbliżył, wyrwała mu rękę z uścisku i objęła go za szyję. Nie planowała tego, ale nie mogła nic na to poradzić. Tego właśnie teraz chciała i po prostu to zrobiła. Uniosła się i pocałowała go. Nie widziała innego wyjścia z sytuacji, musiała dać ujście temu, co czuła, a pocałunek wydał jej się teraz jedynym wyjściem z sytuacji. Dlatego też całowała go długo i namiętnie bojąc się, co będzie, gdy przestanie.
Nie chciała kończyć i czuła też, że on nie chce…
Skoro jednak zaczęła musiała więc i skończyć…
I choć robiła to wbrew sobie odepchnęła go z całej siły, przerywając brutalnie i stanowczo pocałunek tak, że ledwo sama utrzymała się na nogach. Chciała natychmiast uciec do sali, ale musiała złapać oddech mimowolnie wycierając i zakrywając usta ręką. I ta chwili wystarczyła, aby zorientowała się, że wcale z Patrykiem nie byli sami. Ktoś stał i ich obserwował, a teraz zaczął bezczelnie bić im brawo.
— Moje gratulacje… — odezwała się Sis bezczelnie podchodząc do Patryka i ręką pocierając jego policzek. — Hym… — Uśmiechnęła się do niego.
Auri zaczęło robić się kompletnie słabo.
Dlaczego? Dlaczego byłam, aż taka głupia? – Zaczęła wyrzucać sobie czując powoli gorzki smak tłumionych łez w przełyku. Chciała się ruszyć, bo widok innej dziewczyny przymilającej się do Patryka był dla niej nie do zniesienia, ale była kompletnie sparaliżowana.
Sis nie tylko dotknęła Patryka, ale i bezczelnie złapała go oraz ścisnęła ręką za usta. Patryk odtrącił jej rękę, ale zrobiła to ponownie i tym razem mocniej go przytrzymała.
— Zostaw… — wymamrotał z trudem Patryk. Miał ochotę wykręcić Sis rękę, zmiażdżyć, torturować, zobaczyć krew na jej wargach.
Ona najwyraźniej w ogóle tego nie zauważyła.
— I co? Smakowało ci? — zapytała bezczelnie. — Już ją masz, tak? Tego chcesz, tak? Spodobała ci się mała, niewinna „Różyczka”, tak? Tak ją nazywasz? — pytała zaciekłym głosem i na chwilę nawet odwróciła się do blondynki przeszywając ją pogardliwym spojrzeniem, po czym ponownie zwróciła się do chłopaka. — Okej, zgadzam się, możesz ją przelecieć — rzuciła beznamiętnie odpychając go od siebie. Patryk nie zdążył dobrze odetchnąć, kiedy niespodziewanie go jeszcze z impetem spoliczkowała.
Odleciał do tyłu. Wstrząśnięta tym, co zaszło Auri nie wytrzymała i wydała z siebie zduszony okrzyk zakrywając usta ręką. Nagle poczuła, jakby to ona została spoliczkowana. Nie mogła dłużej stać w miejscu. Podbiegła do Patryka i stanęła między nim, a Sis. Spojrzała mu w oczy i dotknęła policzka, w który go uderzyła go.
Nienawidziła przemocy i ludzi, którzy się jej dopuszczają. Odwróciła się i spojrzała ze łzami w oczach i z wstrętem na Sis, nagle czując w sobie przypływ odwagi.
— Nie miałaś prawa go uderzyć! — krzyknęła.
Sis prychnęła ironicznie zakładając ręce na siebie: — Ty go pocałowałaś, ja biję… W końcu to mnie dla ciebie rzuca…
— Sis, zerwaliśmy już dawno… — odezwał się w końcu Patryk tłumiąc w sobie chęć morderstwa. — Przestań udawać, że jesteś zazdrosna, nigdy ci na mnie nie zależało, chodziło ci tylko o… sama wiesz… — powiedział ciężko co słowo oddychając.
— O kasę? Tak? Tak myślisz, że chodziło mi tylko o pieniądze? — zapytała ironicznie. — Patryk, znamy się od dziecka… Naprawdę tak myślisz?
On objął bokiem w pasie Auri i przysunął do siebie: — Myślę, że nie jestem osobą, z którą powinnaś być, a ty nie jesteś dziewczyną, z którą ja chcę być — powiedział zdecydowanie.
Auri poczuła się nieswojo. Jak to od dzieciństwa ją znał? I dlaczego kiedykolwiek był… i przyjaźnił się z taką jedzą? Poczuła nieprzyjemne ukłucie w brzuchu. Delikatnie zaczęła zsuwać jego rękę ze swojej różowej sukienki.
— Radziłabym ci to jeszcze przemyśleć — odparła zajadliwie Sis. — Mała może i nieźle całuje, ale zobaczysz szybko ci się znudzi.
— Muszę…. — odezwała się cicho blondynka. — Muszę już iść… — powiedziała drżącym głosem.
Patryk zatrzymał ją jednak nie pozwalając jej się wyrwać: — Masz ją natychmiast przeprosić za to, co powiedziałaś teraz i wcześniej! — zwrócił się kategorycznie do Sis jednocześnie próbując zatrzymać przy sobie Auri, która zgrabnie się jednak wywinęła.
— Zmuś mnie — odparła z uśmiechem Sis niejako rzucając mu tym samym wyzwanie.
Ale Auri już przy nich nie było. Uciekła czym prędzej do sali. Patryk pragnął od razu pognać za nią i ją zatrzymać, ale powstrzymał się.
— Zmuszę. Zmuszę do wielu rzeczy. Zrobię z ciebie biedną, zagubioną dziewczynkę, po prostu zniszczę, ostrzegam… Nie wchodź mi w drogę, bo pożałujesz… — wycedził przez zaciśnięte zęby pełnym nienawiści głosem.
Sis w tym momencie wykonała ruch jakby chciała go ponownie uderzyć, ale on zatrzymał jej rękę i z całej siły odepchnął od siebie, tak, że upadła na posadzkę i pisnęła z bólu. Patryka w ogóle to nie wzruszyło. — Więcej ci nie pozwolę, zapamiętaj to sobie — wycedził przez zęby podchodząc do niej.
Podniósł ją za szyję lekko podduszając: — Nie pozwolę, zapamiętaj… — dodał i rzucił ją ponownie o podłogę.
Sis upadła na posadzkę i trzymając się za gardło jęknęła i zawyła z bólu niczym najgorsza zmora.