W studenckim życiu Samiry jako starosty na pierwszym roku pod względem zajęć i obowiązków nie było sobie równych. Jesień przyszła pełną parą, a wraz z nią gorący sezon Halloween.
Stała na czele organizacji zarówno studenckiego wieczoru horrorów jak i samej imprezy halloweenowej. Ogarniała zatem zapisy, bilety, catering, dekoracje i wiele innych rzeczy z tym związanych. Poza tym, a właściwie przede wszystkim pilnie się uczyła i dbała o dobre relacje z ciałem pedagogicznym oraz samym dziekanatem.
W dniu imprezy od rana czuć było gorącą atmosferę w akademiku. Słychać było dziwne dźwięki i odgłosy z niektórych pokoi. Samira wstała wcześnie, żeby wszystkiego dopilnować. Trochę bała się czy Paweł pojawi się na imprezie w klubie, bo wiedziała, że nie przepadał za tym świętem, bo dla niego był to przede wszystkim dzień poprzedzający święto Wszystkich Świętych, a nie Halloween. Zależało jej jednak, żeby tego dnia chociaż usłyszeć jego głos, więc kiedy już się ogarnęła, przy okazji wyczyściła cały pokój i ubrała się elegancko postanowiła, że do niego zadzwoni.
Usiadła przy swoim biureczku i wzięła telefon. Już miała nacisnąć w kontaktach: Paweł, kiedy ktoś zapukał do jej drzwi.
— Pani! To ja!
— Nie teraz, Damianie! — odkrzyknęła podirytowana.
— Miałem przyjść o dziewiątej! — odpowiedział zza drzwi.
— Poczekaj w salonie! Mam bardzo ważny telefon! — poleciła mu.
— Pani, ale w salonie jest Iris, wiesz, że nie lubi, gdy z nią przesiaduję…
— Trudno, jakoś będziesz musiał sobie poradzić, nic do niej nie mów i tyle! Damianie, odejdź już proszę!
Czekała, aż w końcu odsunie się od drzwi jej pokoju i będzie mogła spokojnie wykonać swój upragniony telefon. Kiedy w końcu to zrobił, nie wahała się ani chwilę.
— Tak? Halo? — usłyszała po kilku sygnałach swój upragniony głos Pawła.
— Ah! Pawle! Jak cudownie! Możesz rozmawiać? Nie przeszkadzam?
Zapytała go i okręciła się na swoim obracanym krześle z wielkim uśmiechem i wypiekami na twarzy.
— Nie, witaj… Nie przeszkadzasz, miło, że dzwonisz. — Jego głos był nieziemsko miły i ujmujący.
— Tak, dzwonię, bo widzisz chciałam… Ale, co tam u ciebie w ogóle? — zapytała chcąc przeciągnąć trochę ich rozmowę i nie walić tak prosto z mostu konkretami.
— Od wczoraj wiesz, nic się nie zmieniło… Wszystko dobrze. Dziękuję, że pytasz, a ty jak się czujesz?
Ah. Samira uniosła oczy ku górze zachwycona jego pytaniem, choć było ono czysto grzecznościowe: — Ja? Wspaniale! Pawle naprawdę bardzo dobrze, dziękuję! Jak miło że pytasz!
Na chwilę zapadła krępująca cisza. Samira wyraźnie rozkoszowała się chwilą, a Paweł czekał na to, co miała mu jeszcze do powiedzenia.
— Em, tak, cieszę się… To czy coś się stało, że dzwonisz? Potrzebujesz czegoś, mogę ci jakoś pomóc? — odezwał się w końcu Paweł.
Jego pytania spływały na nią niczym balsam na jej duszę. Tak! – chciała krzyknąć pełną parą. Tak! Potrzebuję ciebie! Ale zamiast tego ograniczyła się do spokojnej odpowiedzi na pełnym westchnięciu.
— Tak… Pawle, chciałam… Chciałam cię zapytać… Czy…. Czy będziesz na dzisiejszej imprezie halloweenowej w klubie? — wydusiła w końcu z siebie i z napięciem czekała na jego odpowiedź zaciskając kciuki.
Nie kazał jej jednak długo czekać, odpowiedział szybko i spokojnie: — Tak, wpadnę na chwilę.
— Naprawdę?! – zawołała unosząc się z fotela zaskoczona.
— Tak, obiecałem Auri, że przyjdę…
— No tak, Auri, no oczywiście… — mruknęła Samira i usiadła z powrotem nieco trochę zbita z tropu. Paweł i Auri, no tak… A myślała, że to już stare dzieje.
— Tak, na chwilę. Jadę potem do rodziców.
— Tak, ja też! — odparła od razu bez zastanowienia.
— Tak? Czyli nie będzie cię na wieczorze filmowym? Bo mnie niestety nie.
Dostała małego galimatiasu w głowie. Próbując się w tym wszystkim odnaleźć i nie wyjść na głupią rzekła: — Nie, Pawle, ojej… Ja, ja będę na filmach, w końcu sama to organizuję, no tak… Ty nie, no rozumiem, ja do rodziców jadę później.
— Rozumiem.
— To świetnie, naprawdę świetnie! Wspaniale! Cudownie! Fantastycznie! — zaczęła trochę bez sensu rzucać epitetami więc w końcu chłopak jej przerwał.
— Em, przepraszam cię, czy mogę ci jeszcze jakoś pomóc? Chciałaś mnie jeszcze o coś zapytać?
Ponownie zbita z tropu, ale i zachwycona jego uprzejmością zmieszała się.
— Nie, Pawle, nie! Absolutnie, po prostu cieszę się, że będziesz na imprezie chociaż szkoda, że na seansie cię zabraknie… ALE absolutnie cię rozumiem, naprawdę!
— Dziękuję.
— Nie, to ja dziękuję!
— Em, no to… cześć…
Samira poczuła nieprzyjemnie uczucie w sercu. No tak trzeba było kończyć…
— No tak, tak… Cześć, Pawle! Do zobaczenia!
— Tak, do widzenia Samiro, pa!
— PAAA!!!! — rzuciła z pasją w głosie i kiedy się rozłączył spojrzała na swój telefon w ręku rozgrzany do granic możliwości.
Zachwycona wyszła z pokoju do salonu, gdzie rozłożony na kanapie Damian oglądał TV, a Iris na dywanie trzymała planka. Na widok Samiry chłopak poderwał się z kanapy i wyłączył telewizor.
— Pani! — zawołał rozkładając ręce jakby miała zaraz do niego podbiec i rzucić mu się w ramiona.
— Damianie! — rzekła z powagą i minąwszy Iris usiadła na kanapie. — Siadaj! — poleciła mu.
— Tak, pani… — Damian schował ręce i posłusznie spoczął.
— Proszę o raport, jak przygotowania?
Damian zaczął się rozwodzić o tym, że klub jest już całkowicie przystrojony, że ekipa dekoracyjna w składzie Patryk, Auri, Jaśmina, Aleks, Bastian, świetnie się spisała, a catering ma dojechać na czas i nie przewiduje się żadnych opóźnień.
— A sala kinowa?
— Wynajęta od wydziału ekonomicznego, tak! Też już gotowa, wszędzie balony, dynie, girlandy świecące, świece!
— Wspaniale w takim razie — oświadczyła Samira. — Ale masz mnie informować na bieżącą gdyby wystąpiły jakieś problemy, wiesz Paweł będzie na imprezie! — dodała nie mogą się powstrzymać.
— To cudownie Pani, czy przekazać, żeby zamontowali jeszcze jakieś krzyże? — zapytał licząc na pochwałę za swoją rezolutność.
— Nie, nie! — Samira machnęła jednak ręką. — Nie! Absolutnie jeszcze uzna to za jakąś profanację, nie! Damianie! Ma być uroczo i upiornie jak ustaliłam z Auri.
— Tak, razem z Patrykiem mają jeszcze jakieś ciasto przynieść.
— Dobrze, dobrze. Cieszę się, że z Iris się nie pokłóciłeś jak na mnie czekałeś — dodała zmieniając trochę temat.
— Tak, nie było problemu, jak wszedłem to już tak była i się od tego czasu nie ruszyła, chyba bije jakiś rekord, czy coś… — odparł zerkając na czerwono-włosą dziewczynę.
— Pewnie tak — przyznała Samira i w tym samym momencie Iris poderwała się z podłogi, aż oboje z Damianem podskoczyli.
— Normalnie masakra! — warknęła Iris naciskając coś na swoim smartwatchu.
— Co się stało? — zapytała ją uprzejmie Samira.
Iris spojrzała na nią i Damiana spod łba, zatrzymując dłużej wrogość w oczach na chłopaku aż ten się skulił.
— Nic, tylko ten twój osiłek, to tu musi przychodzić?! — warknęła Iris.
— Przecież ci mówiłam, że Damian jest moim asystentem, a wiesz ile mam na głowie jako starosta, po prostu nie da się tego wszystkiego samemu ogarnąć, chyba rozumiesz? — wyjaśniła Samira.
— Taaa… — Iris mruknęła bez przekonania i wybiegła z pokoju.
— Ah… — westchnęła Samira opadając na kanapę i wyciągając nogi. — Nie rozumiem Damianie, co się z nią stało, wiesz? W szkole byłyśmy sobie takie bliskie.
Damian podsunął jej podnóżek pod nogi: — Może jakieś winko, pani Samiro? Uczcimy to, że Paweł przyjdzie na halloween — zaproponował.
Samira oblała się rumieńcem przypominając sobie rozmowę z Pawłem i z aprobatą kiwnęła głową.
– 💛 💜 💛 –
Auri nie mogła w to uwierzyć. Nie mogła wierzyła własnym oczom. Stała i patrzyła nie dowierzając. Była w szoku. Oboje z Kamilem byli w szoku, kiedy zobaczyli jak Patryk wchodzi do pokoju przebrany za banana. Spojrzeli po sobie, a potem oczywiście Kamil pierwszy wybuchnął śmiechem.
— Wow! Ha! Stary, haha… nie wierzę! Haha…Jaki czaderski banan! Haha! — powiedział zanosząc się co raz ze śmiechu i tykając Patryka kostium w różnych miejscach. — Skąd go wytrzasnąłeś?
— A możesz mnie już tak nie dotykać? Co? Wiem, że jest super — odparł Patryk. — Ale zaraz go pewnie pobrudzisz paluchami! — powiedział i odsuwając się od niego podszedł śmiesznym krokiem do Auri, która zatkała sobie usta, żeby nie wybuchnąć jak Kamil.
— No i co sądzisz, Różyczko? Fajne przebranie, prawda? — zapytał i szeroko się uśmiechnął.
— Podotykaj sobie, jest mięciutki! — rzucił z tyłu Kamil i podskoczył ponownie do przyjaciela ugniatając go w różnych miejscach.
— Łapy precz! — odgonił go Patryk, a Kamil opadł na kanapę zanosząc się ze śmiechu.
Auri nie wytrzymała i też się roześmiała: — Patryk… Ale, ale dlaczego? – zapytała próbując przyzwyczaić się do jego buzi we wnętrzu banana i nie wybuchnąć śmiechem jak Kamil.
— A ze skórki to można cię obrać? Buhaahahahaaaaa!!!!!! Nie mogę stary, jaka jazda! — wtrącił się ponownie Kamil.
Patryk jednak kompletnie go zignorował: — Zainspirowałaś mnie, kiedy robiliśmy ciasto… — wyznał Auri.
— Tak? O Bożę!? — Świadomość, że się do tego przyczyniła jeszcze bardziej ją zatkała.
— A co? Nie podoba ci się? Głupio wyglądam? — Banan Patryk zrobił smutnego banana na twarzy.
— Nie, nie, to nie tak, Patryk! – zaprzeczyła od razu. – Po prostu nie spodziewałam się, że jak mówiłeś, że twoje przebranie to będzie niespodzianka, że to będzie właśnie… Banan… Naprawdę… wyglądasz… uroczo… — powiedziała i z czułością pogłaskała go po policzku. Choć może zrobiła to bardziej z litości?
Tak czy siak podziałało, bo chłopak uśmiechnął się i wyciągnął ręce, żeby ją przytulić. Wtedy jednak okazało się, że jego kostium jest bardzo niewygodny pod tym względem, bo kiedy się do niej zbliżył jego podwinięta nieco końcówka niechcący ją odepchnęła, wtedy poleciała do tyłu i gdyby nie szybka reakcja Kamila, który ją złapał zapewne wylądowałaby na podłodze.
— Dzięki — mruknęła do niego Auri z wyrazem zaskoczenia na twarzy.
— Do usług — odparł Kamil, którego buzia ciągle się śmiała i postawił ją na nogi.
— Nic ci nie jest, Różyczko? — Bananowy Patryk od razu do niej doskoczył, ale tym razem uważał, żeby jej nie potrącić.
— Nie, w porządku, ale musimy chyba uważać — powiedziała dziewczyna i spojrzała na niego z żalem.
Chciała mu wykrzyczeć, że jego halloweenowe przebranie jest beznadziejne i że wszyscy będą się z niego śmiali, ale kiedy przypominała sobie jaki był z siebie zadowolony kiedy przyszedł nie miała serca mu tego zrobić.
— Będę już uważał, obiecuję! — Patryk ostrożnie do niej podszedł i dał jej całusa w policzek.
Auri miała ochotę zapaść się pod ziemię: — Tak, na pewno. — Poklepała go po bananowej głowie.
— A ty jesteś gotowa? — zapytał zerkając na jej słodki strój.
Miała na sobie krótką rozkloszowaną sukienkę wróżki mieniącą się kolorami tęczy, różowo-złote rajstopy i czarne baletki. Włosy upięła w kok z którego rozpuściła podkręcone fale włosów. A jej ramiona pokryte były przezroczystym tiulowym materiałem, na którym wszyte były miniaturowe akcenty halloween.
— A jak myślisz? — zapytała obracając się.
— Wyglądasz prześlicznie! — skomentował jej strój zachwycony.
— Tak! Pasujecie do siebie idealnie! Będzie ubaw po pachy! — rzucił zza ściany w korytarzu Kamil szykując się już do wyjścia przed lustrem.
Auri z Patrykiem weszli do korytarza trzymając się za ręce.
— A ty za kogo się przebrałeś? — zapytała ona przyglądając się jak Kamil zarzuca na siebie kurtkę.
On spojrzał na nią przez odbicie w lustrze: — Ja? Za siebie — odparł bez skrępowania.
— Co? To żadne przebranie — wytknęła mu.
— Naprawdę? — odwrócił się i podszedł do nich. Zerknął na jedno i drugie. — No tak… — przyznał i kiwnął na Patryka. — Wybaczcie, ale wyraźnie nie dorastam wam do pięt.
— Mogłem ci coś załatwić, Kamil, gdybyś mi powiedział… — odezwał się Patryk, a Auri wyczuła współczucie w jego głosie którego w ogóle go nie rozumiała.
— Hahaha!!! Patryk! — Kamil roześmiał się głośno. — Wielkie dzięki, stary! Naprawdę doceniam to i przytuliłbym cię, no ale rozumiesz jesteś bananem, no kurczę!
— Co cię tak śmieszy cały czas? — zapytał w końcu ze złością Patryk.
— Serio pytasz? — Kamil schylił się, żeby włożyć buty.
— Powinieneś się za coś przebrać. — Auri postanowiła się ponownie wtrącić.
Kamil podniósł się i stanął przed nią. Przekręcił głowę w bok, czego nienawidziła u niego chyba najbardziej, ale wytrzymała jego spojrzenie.
— Będąc sobą jestem wystarczająco straszny, prawda? — Puścił do niej oko po czym skierował się do drzwi i nacisnął klamkę. — Em… — zawahał się jeszcze przez chwilę, odwrócił i spojrzał na Patryka. — Jakby co, bananie, to się nie znamy — powiedział i wyszedł z uśmiechem.
– 💛 💜 💛 –
Impreza Halloweenowa organizowana była przez władze uczelni w dużej sali konferencyjnej zaaranżowanej na tę okazję, dlatego mogli na nią przyjść wszyscy studenci, którzy wykupili bilety.
Zaangażowana w organizację Samira przybyła na miejsce dużo wcześniej, żeby wszystko dokładnie jeszcze sprawdzić. Gdy zobaczyła dekoracje i przekąski, które zorganizowała grupa chętnych studentów z jej roku to była zachwycona. Wszystko wyglądało jak z filmu. Lampeczki, balony i banery halloweenowe były dosłownie wszędzie, a całość tworzyła niezwykle upiorny nastrój.
— Postarali się, postarali się — mówiła do siebie chodząc i wszystkiego doglądając.
Damian usiadł już do stolika z biletami, bo zaczynali przychodzić pierwsi chętni na zabawę, a jego zadaniem było sprawdzanie biletów.
Jak tylko pojawił się pan Ciachorowski Samira natychmiast do niego podbiegła w swoim stroju czarownicy.
— No i co Pan myśli? — zapytała z błyskiem w oku i z odwagą podała mu rękę.
— Przyznam, że wszystko robi oszałamiające wrażenie. Świetnie się spisaliście.
— Oh, tak, dziękujemy. Nasza ekipa organizacyjna bardzo się starała.
— A co z muzyką? — zapytał rozglądając się za miejscem dla DJ-ja.
— Bastian miał… — zaczęła, ale kiedy to mówiła nagle zgasły wszystkie światła by po chwili rozbłysnąć z jeszcze większą mocą, a z głośników wydobył się upiorny dźwięk skrzeczących ptaków. Jednocześnie po podłodze zaczęła sunąć się mgła, a światła powoli przygasały tworząc wokół upiorny nastrój.
— Świetne — przyznał profesor.
— Tak… — zgodziła się z nim z ulgą trzymając się za serce. — Dziękujemy.
Powoli sala wypełniała się studentami ze wszystkich kierunków, a więc pojawiały się wampiry, czarownice, kosmici i inne straszydła. Oczywiście w końcu pojawił się też i banan.
— O w końcu znajome twarze! — przywitał Patryka i Auri Damian, kiedy pokazywali mu bilety.
Nie wiedzieć czemu dziewczyna poczuła się trochę zawstydzona: — A nie przyszedł jeszcze nikt od nas? — zapytała.
— Przyszli, przyszli, już po prostu dawno nikogo nie widziałem — odparł Damian. — Wchodźcie, przecież to przygotowywaliście! — zachęcił ich aby schowali bilety.
— Dzięki — odezwał się Patryk chowając bilety.
— Super kostium, Patryk! — zawołał Damian jeszcze do nich jak odchodzili.
Blondyn obejrzał się za siebie i machnął do niego ręką: – Dzięki!
— Widzisz, Różyczko, nikt nie ma problemu z moim przebraniem — zwrócił się do Auri kiedy stanęli na środku sali trzymając się za ręce.
Nie chciała mówić, że ona ma problem. Szczególnie teraz kiedy się zatrzymali i zaczęła czuć na sobie wzrok wszystkich obecnych.
— Yhm — mruknęła rozglądając się z nadzieją za jakąś znajomą twarzą. Jaśminą, Hanią, czy choćby Asią.
— Wszystko w porządku? — zapytał Patryk wyczuwając jej skrępowanie.
Pomarańczowe i żółte światła zaczęły ją razić. Jego twarz w ogromnym bananie stawała się nie do zniesienia potęgując jej rozdrażnienie i skrępowanie, które starała się ukryć by go nie zranić. Muzyka była zbyt głośna.
— Tak, nie… nie wiem, dziwnie się czuję… — odparła.
— Może się czegoś napijemy? — zaproponował.
— Okej… — zgodziła się.
Podeszli do stoiska z napojami. Wzięła sobie colę i upiła łyka, on zrobił to samo.
— Siema banan! — nagle pojawił się przy nich Eryk i przywitał się z impetem. – Co tam u was? Czadowy strój! – Poklepał Patryka. – My z Johnnym przebraliśmy się za konia! Ja jestem przód a on tył!
— Super, Eryk widziałeś może Jaśminę? – zapytała go Auri.
— Seksownego kociaka? — upewnił się Eryk.
— No, nie wiem, chyba tak… — przyznała niepewnie. — A może Hanię, pewnie jest pączkiem?
W tym momencie przeszła obok nich jakaś dziewczyna i na widok przebrania Patryka zakryła buzię i wyraźnie zachichotała.
— Ej, laska! Musisz się bardziej postarać, żeby dostać mój numer! — zawołał za nią Eryk. — Ah! Nie mogę się odgonić od tych panienek! — wyznał najwyraźniej myśląc, że to na jego widok chichotała. Po czym wziął sobie coś do picia i jednym chlustem wszystko wypił.
— To, co Eryk widziałeś gdzieś przyjaciółki Auri? – zapytał Patryk, a Eryk pił, pił i pił…
Auri nie mogła się doczekać, aż wskaże jej drogę.
— Kociaka widziałem jak wił się z Aleksem przy toaletach, a pączek jest przy stoisku z ciastami, na drugim końcu sali, kłócił się z Ellą o coś tam wiecie, jak to one, hehe! — powiedział Eryk.
— Chcesz ich poszukać? — Patryk zwrócił się do Auri.
— Tak myślałam, jeśli się nie obrazisz? — odpowiedziała mu.
— Chcesz iść sama? — zdziwił się.
Auri zagryzła wargi.
— Ja idę szukać mojej lepszej drugiej połowy, to mogę iść z tobą? Co ty na to? — zaoferował się Eryk.
Świetnie… – Pomyślała Auri : Banan albo koń? Takie rzeczy tylko w halloween…
— Pójdę z Erykiem i wrócę jak znajdę dziewczyny, okej? Wiem, że ciężko ci się chodzi w bananie — Auri zwróciła się do Patryka.
— Wcale nie… — Patryk zaprzeczył. Nie mógł uwierzyć, że chciała się go pozbyć, jakby się go wstydziła. Zrobił zawiedzioną minę, której ona z kolei nie mogła tak po prostu zostawić.
— Okej możesz iść ze mną skoro chcesz — zgodziła się w końcu. — Ja po prostu nie chciałam, żeby Hania się na ciebie rzuciła i zaczęła gryźć, lubi banany…
— Ale bardziej cukierki, a ma ich pod dostatkiem tego wieczoru — odparł blondyn z wyraźną ulgą.
— To co? Szukajmy JOHNNEGO! — zawołał Eryk uderzając kubkiem o stolik. Zrobił to z taką siłą, że połowa napoi się rozlała. — Zwiewajmy póki Samira nas nie ukarze… — mruknął cichaczem wtapiając się w tłum.
Początkowo poszli za nim, ale ostatecznie go zgubili. Auri chciała na początku znaleźć Jaśminę i pójść z nią do Hani. Przy toaletach nie było jednak śladu ani po niej, ani po Aleksie. Znienacka za to jednak podszedł do niej pan Ciachorowski, który akurat dyżurował w tym miejscu i zauważył jak się rozglądała.
— Czy wszystko w porządku? Szukasz czegoś Auroro?
Była tak zaskoczona nie tylko samym pojawieniem się profesora i tego, że się do niej odezwał, ale głównie sposobem w jaki to zrobił.
— O, pan Ciachorowski? Co pan tu robi? — zapytała zarumieniona.
Patryk momentalnie zacisnął pięści.
— Jestem opiekunem, nie pamiętasz jak mówiłem, że będę was pilnował? (Ciacho)
Dziewczyna spiekła jeszcze większego buraka: — A no tak, oczywiście — wymamrotała. — Pamiętam…
— Chodźmy Różyczko, niech sobie pan Ciachorowski znajdzie kogoś innego do odpytywania, nie jesteśmy na wykładzie! – odezwał się Patryk i złapał ją za rękę.
Ona jednak zawahała się czując, że takie odejście byłoby niegrzeczne. W tej samej chwili więc spojrzenia Patryka i Ciachorowskiego się skrzyżowały.
— Interesujący strój, chciałbym widzieć z twojej strony Patryku takie zaangażowanie również na swoich zajęciach. — Pan Ciachorowski powiedział to i uśmiechnął się w taki sposób, że była pewna, że dla Patryka było to jak woda na młyn.
Musiała działać szybko.
— Szukamy Jaśminy i Hani, może je pan widział? — zapytała stając tak, aby zagrodzić Patrykowi ewentualny zamach na wykładowcę.
— Yhm, tak… — zastanowił się Ciachorowski rozglądając się. Po chwili jednak zbliżył się do niej, obrócił ją i stanął za nią wskazując ręką kierunek. — Tam… — rzekł, a jego głos, który musnął koniuszki jej ucha przyprawił ją o dreszcze.
Widząc co się świeci Patryk od razu wkroczył do akcji: — Łapy precz! — krzyknął i odepchnął od niej ważniaka. — Co ty sobie wyobrażasz, palancie!???
— Patryk! Bożę… Przestań! Mówisz do profesora… — zareagowała natychmiast dziewczyna płonąc ze wstydu. — Bardzo pana przepraszamy.
— A właśnie, że za nic nie przepraszamy! To niech on cię raczej przeprosi za swoje zuchwalstwo!
— Patryk… Błagam cię przecież nic się nie stało, czemu się rzucasz?
— Ja się rzucam?! Jak cię bronię, Różyczko!
— To przestań!
Szok, niedowierzanie, lęk. Dostrzegła to wszystko w jego oczach kiedy nie wytrzymała i puściły jej w końcu nerwy. Zgasiła go, nie był wstanie wydusić z siebie słowa, warga mu drżała.
Być może przesadziła, ale z drugiej strony, co miała zrobić? Od początku nie mogła przekonać się do bananowego Patryka i on chyba w końcu też to zrozumiał. I chodź wyciągnęła rękę kiedy odchodził to wcale nie miała zamiaru go zatrzymać.
— Auroro…
Głos Ciachorowskiego postawił ją do pionu. Odwróciła się do niego z rozmachem.
— Przepraszam panie Ciachorowski, strasznie przepraszam….
— Ależ nie masz za co… — Pokręciło głową boskie ciacho. — Oczywiście to nie moja sprawa, ale zastanawiam się, czy ten chłopak nie ma na ciebie toksycznego wpływu? Chyba jest bardzo o ciebie zazdrosny?
Westchnęła opuszczając głowę. Poczuła się jeszcze bardziej zażenowana całą sytuacją. Wokół zabawa trwała w najlepsze. Studenci przechodzili obok, kręcili się z napojami i jedzeniem, wszyscy tańczyli, wokół słychać było muzykę, rozmowy i śmiechy. Tak miała się bawić i ona, a tymczasem stoi zawstydzona przed Ciachorowskim i czuje się strasznie samotna.
— Posłuchaj… — Ciachorowsk opuszkiem palca uniósł jej brodę i spojrzeli sobie w oczy. — Masz w sobie taki potencjał, że możesz nim onieśmielić nie tylko wszystkich na tej sali, ale również najlepszych w branży.
— Panie Ciacho….
— Michał — przerwał jej podając rękę. — Dla ciebie prywatnie Michał, na zajęciach możesz mi mówić per pan…
Onieśmielona podała mu ostrożnie rękę: — Dobrze… — odparła niepewnie. Była bardzo zaskoczona: — Naprawdę pana przepraszam…
Westchnął posyłając jej karcący uśmiech.
— Znaczy się cie… ciebie, Mi… Mi, mi… chał? — poprawiła się niepewnie.
— Przyzwyczaisz się. — Tym razem uśmiechnął się do niej wspierająco.
Objęła się ramionami: — Nie wiem… — szepnęła nie bardzo wiedząc, co teraz ze sobą zrobić.
— Doskonale cię rozumiem, wiem, co znaczy bezradność wobec zazdrosnej miłości…
Nie spodziewała się usłyszeć od niego takich słów. Spojrzała na niego z zaciekawieniem: — Słucham?
— Przez wiele lat żyłem w związku pełnym zazdrości, wiem jak musisz się teraz czuć. Moja żona, znaczy się była żona… Była o mnie chorobliwie zazdrosna, do dzisiaj zresztą jeszcze jest, pomimo zakazu zbliżania.
— Naprawdę? – Dziewczyna była w szoku dowiadując się takich rzeczy o swoim wykładowcy, ale jednocześnie schlebiało jej to, że się z nią tym dzielił.
Poczuła się odrobinę lepiej mogąc na chwilę pomyśleć o jego życiu. Martwiło ją jedynie to, że porównywał on swoją sytuację do jej związku z Patrykiem.
— Dziękuję, że mi pan… znaczy się, że mi o tym powiedziałeś, ale ja i Patryk to, co innego… — napomknęła.
— Oczywiście. — Kiwnął głową. — Jesteście młodzi, ledwo się znacie, to oczywiste, że nie ma co was porównywać do starego małżeństwa. — Uśmiechnął się uroczo i złapał ją za ramiona, za które sama się trzymała. — Ale… Auroro, każdy kiedyś zaczynał, a ja bym bardzo żałował jeśli pozwoliłabyś aby coś.. lub ktoś zgasiłby twoją iskrę. Żyj i baw się póki możesz.
Po tych słowach ją zostawił. Zamyśloną, zagubioną, ale jednocześnie pełną pragnień.
Ta iskra jeszcze da o sobie znać ☺️🥰🩷🎃🍌