Na kolejne zajęcia, już przedostatnie tego dnia, którymi był dla Aurory, Jaśminy i Hani: Teatr i Dramat Powszechny dziewczyny szły razem z Moną, która jednak wcześniej skarcona nie czuła się najlepiej i przez całą drogę była smutna.
Jaśmina postanowiła się nad nią trochę zlitować i wyjaśnić do końca wszystkie kwestie.
— No dobra Mona słuchaj, w porządku, nie zrobiłaś nic złego, okej? Tylko nie możesz się tak dawać podchodzić chłopakom, tak? Musimy udawać niedostępne, ile razy mam ci to powtarzać? Poza tym… Patryka nie bierz w ogóle pod uwagę, jasne? To zakazany owoc, choć niezłe z niego ciasteczko, hi hi…
— Jas! — Auri nie mogła jej dłużej słuchać. — Możemy skończyć ten temat? — zapytała zirytowana.
Przyjaciółka poczuła się w sobie: — Przepraszam… — powiedziała skruszona. — Chciałam tylko postawić Monę do pionu.
— Okej Mona, wszystko w porządku, nie przejmuj się — Auri zwróciła się do niej łagodnie. — Nie jestem na ciebie zła, nie musisz być smutna.
— Słyszałaś? — zapytała Jaśmina.
Zdezorientowana Mona spojrzała na dziewczyny: — Ale to lubimy Patryka czy nie? — zapytała.
Nie wiedząc, co za bardzo na to odpowiedzieć Jaśmina spojrzała na Auri, która mruknęła jakieś ciche „nie”.
— Nie? — zapytała na głos zdziwiona Jaśmina.
— Nie? — powtórzyła Mona.
Auri poczuła się przytłoczona. Jej rozum i serce kłóciły się ze sobą: — Nie… Nie wiem, dziewczyny… Lubcie go jak chcecie, nie interesuje mnie to — rzuciła rozdarta i pobiegła do najbliższej toalety zamykając się w pierwszej wolnej kabinie.
— Ja ją rozumiem — odezwała się nagle słodko Hania, która szła za nimi. — Mi na ostatniej przerwie też się bardzo chciało kupkę — powiedziała bez skrępowania.
Jaśmina spojrzała na nią zdegustowana: – Auri na pewno poszła przypudrować nosek! — stwierdziła z przekonaniem. — Chodźcie, poczekamy na nią tutaj — zarządziła i wszystkie trzy usiadły na krzesłach, które stały pod ścianą na korytarzu.
Aurora potrzebowała tej chwili samotności. Zdawała sobie sprawę, że to głupie, tak uciekać i się chować, ale po prostu tego potrzebowała. Miała nadzieję, że tym razem trafiła do damskiej toalety, ale raczej tak było, bo dostrzegła damski znaczek jak wchodziła do środka. Wiedziała, że nie ma dużo czasu. Przeczuwała też, że dziewczyny pewnie na nią czekają. Ale musiała złapać kilka głębszych oddechów i zastanowić się chwilę. Chciała już, żeby ten dzień się skończył, żeby mogła pomyśleć o wszystkim w spokoju, ale wiedziała, że na pewno jeszcze zobaczy się z Patrykiem. Nawet jeśli teraz miał inne zajęcia. Wiedziała to, bo oczywiście po Rytmice zaczepił ją, żeby dowiedzieć się, na co ona się zapisała.
Schodzili wtedy właśnie ze schodków, aby wyjść z sali. Patryk szedł za nią jak cień.
— Mam teraz Etykę, a ty?
— Nie interesuje mnie co teraz masz, ale ja mam co innego. Na szczęście… — dodała zatrzymując się i na chwilę odwracając do niego z drwiącym uśmieszkiem, po czym przepychając się między innymi szybko wyszła zostawiając go na ostatnim schodku, z którego został ostatecznie zepchnięty przez Iris.
— Czego stoisz na drodze?! — warknęła do niego wkurzona szturchając go.
— Em, przepraszam… — wymamrotał lekko zaskoczony, bo zapatrzył się za Auri.
Iris rzuciła mu jeszcze wściekłe spojrzenie i poszła sobie.
Wtedy Patryk poczuł, że musi zacząć z Auri od początku. Połowę więc zajęć z Etyki poświęcił na wizytę w najbliższej kwiaciarni kupując najpiękniejszą różyczkę, jaką udało mu się tam znaleźć.
Auri w tym czasie na swoich zajęciach trochę się wynudziła. Z ciekawszych rzeczy poznała jedynie nową koleżankę Charlotte, która wydała jej się raczej sympatyczna, choć Jaśmina oczywiście już w chwili, jak do nich podeszła miała do niej obiekcje.
— Te włosy, to ty masz raczej farbowane, nie? — rzuciła zmierzając ją wzrokiem od stóp do głów.
— Nie, to moje naturalne — odparła trochę skrępowana dziewczyna.
— Akurat!— prychnęła.
— Jas… — Auri spojrzała na przyjaciółkę wymownie. — Daj spokój… Masz bardzo ładne włosy Charlotte — zwróciła się do nowej koleżance.
— Dziękuję — odpowiedziała.
Charlotte wyglądała na bardzo zawstydzoną i niepewną, dlatego Auri od razu poczuła do niej empatię. Uważała jednak żeby się nią za bardzo nie przejmować, bo miała już dość na głowie, a ze swoją wrodzoną wrażliwością czasem było jej naprawdę ciężko.
Przez większość wykładu i tak zastanawiała się, co zrobi jeśli Patryk się znowu do niej odezwie. Jak się zachowa? I nie mogła dojść ze sobą do porozumienia. Najgorsze było to, że czuła jak myśląc o nim co jakiś czas się rumieni, albo instynktownie zagryza końcówkę długopisu i skrywa uśmiech.
– 💚 💚 💚 –
Przed Prozą wszyscy znowu zebrali się pod jedną aulą.
— Zawsze się uśmiechasz, gdy ją widzisz…
— Słucham?
Wiktor spojrzał przekornie na Błażeja, udając, że nie wie, o co mu chodzi, kiedy usiedli na wolnych krzesłach pod ścianą.
— Nie chcesz w końcu podejść i zagadać? — zapytał go Błażej.
Wiktor wpatrywał się w Auri, która siedziała trochę dalej z innymi dziewczynami na okrągłych pufach na skos od nich.
— Myślę, że to nie jest odpowiedni moment — powiedział opuszczając głowę.
— Aha… Tak, jak nie był na stołówce? I wcześniej? I jeszcze wcześniej?
— Tak… — przyznał unosząc z powrotem głowę i zerkając jeszcze raz w kierunku dziewczyny.
Tak naprawdę to czuł jakby patrzył na anioła, bo nie widział w niej żadnej rysy czy niedoskonałości. Wszystko w niej było idealne. Wręcz każdy jej gest czy ruch był dla niego fotograficznie doskonały. Pragną go uchwycić, zgłębić, oddać jej piękno w mrugnięciu oka.
— To ciekaw jestem, kiedy w końcu nadejdzie ten moment… — westchnął obok Błażej zauważając, że jego kolega wszedł w ten swój dziwny trans.
— Teraz — wymamrotał nagle Wiktor i wstał bez uprzedzenia.
Zanim Błażej zorientował się, o co chodziło przyjaciela już przy nim nie było, tylko pewnym krokiem zmierzał w kierunku Aurory, przy której pojawił się akurat o dziwo nie kto inny, jak tylko Patryk. Błażej złapał się za głowę. Wiktor! Czy naprawdę nie było odpowiedniejszego momentu?
Auri na widok Patryka przewróciła oczami. Wstała, zamierzając odejść, ale wtedy on złapał ją za ramię.
— Nie zbywaj mnie, proszę… — wymamrotał, co było tak dziwne, że aż nieprawdopodobne. Czyżby on ją o coś prosił?
Zaskoczona zatrzymała się i spojrzała na niego: — Możesz mnie puścić, proszę… — rzekła również akcentując ostatnie słowo.
Zanim Patryk zdążył zareagować Wiktor był już przy nich.
— Lepiej zrób, o co prosi — powiedział chwytając Patryka za ramię i próbując go od niej odsunąć.
W tym momencie błękit spojrzenia Patryka ściął się z zielenią oczu Wiktora po raz pierwszy. Jego pojawienie się wywołało u Auri kompletną dekoncentracje. Stała nie mogąc ruszyć się z miejsca. Poruszenie nastąpiło za to wśród Jaśminy, Asi i Mony, które wszystko z przejęciem obserwowały.
To jednak, co one czuły nieporównywalne było z tym, jak poczuł się Patryk w chwili, gdy usłyszał i zobaczył Wiktora, który go jeszcze miał czelność dotknąć. Przez sekundę rzecz jasna był w szoku, ale jak tylko się ocknął od razu strącił jego rękę. Chcąc nie chcąc puszczając również Auri.
— Że co przepraszam? — zwrócił się do niego walecznie.
— Powiedziałem, żebyś lepiej jej posłuchał — odpowiedział spokojnie Wiktor i zerknął na dziewczynę, która wciąż stała bez ruchu.
— A za kogo się masz, żeby mi takie rzeczy mówić, co koleś? I jeszcze mnie tykać?
— Za nikogo i nie powiedziałem nic, co mogłoby cię obrazić, ale nie przypominam sobie, żebym był twoim kolegą — powiedział Wiktor cały czas zerkając na Auri, żeby się upewnić czy wszystko z nią w porządku.
To zerkanie rzecz jasna pomału doprowadzało Patryka do szału. To mało powiedziane, ale nie podobało mu się w jaki sposób Wiktor się nagle pojawił, w jaki sposób mówił, jak się prezentował i w ogóle jak wyglądał. Miał za głęboki głos, za duże oczy, był nienagannie ubrany, a jego ciemne włosy prawie, że lśniły. I po co mu był ten przewieszony aparat na szyi?
Patryk przez dłuższą chwilę mierzył go spojrzeniem.
— Nie wtrącaj się — wycedził w końcu do niego przez zęby z trudem powstrzymując się, żeby go nie odepchnąć.
Wiktor uznał, że nie ma sensu wchodzić z nim w dalszą dyskusję i postanowił go zignorować.
— Chciałbym z tobą porozmawiać — zwrócił się spokojnie do Auri. — Mogę? — zapytał.
Drgnęła robiąc krok w jego stronę z cichym „Tak, jasne…”, ale wtedy Patryk stanął im na drodze.
— Nie ma mowy, odczep się do niej! — powiedział i bez zastanowienia szturchnął chłopaka z aparatem dając choć po części upust swojej złości.
Wiktor nie mając wyboru odsunął się trochę do tyłu, ale zaraz wrócił i w milczeniu postawił się Patrykowi, który nie bacząc na nic ponownie go odepchnął, ale tym razem o wiele silniej, tak że go przewrócił.
— Nie! Przestań! Patryk, co robisz? — Auri nie wytrzymała i złapała Patryka za ramię, chcąc go powstrzymać.
Patryk odwrócił się zderzając się z jej pełen wyrzutu spojrzeniem: — Jak możesz? — Jej zawiedziony głos był dla niego niczym cios w serce.
Po czym nie czekając na odpowiedź, obeszła go i podeszła do Wiktora.
— Wszystko okej? — zapytała pochylając się nad nim z troską.
Odpowiedział jej uśmiechem, który starała się odwzajemnić, po czym pomogła mu wstać i odeszli razem na bok.
— Przepraszam cię, nie wiem, co w niego wstąpiło — wyznała przejęta, gdy stanęli razem po ścianą opierając się o nią i zwróceni do siebie.
—W porządku, nie masz mnie za co przepraszać, chciałem… To znaczy widziałem, że cię zaczepił więc… Chciałem tylko pomóc.
— Wiem, dziękuję — odetchnęła próbując wrócić jakoś do siebie. — To bardzo miłe z twojej strony.
Rzuciła krótkie spojrzenie na Patryka, który stał w bezruchu nie patrząc na nich, a Jaśmina razem z dziewczynami również oddaliły się od niego na bezpieczną odległość. Patryk był jak nieruchomy posąg, któremu drżały tylko zaciśnięte pięści.
— Znasz go w ogóle? Czy to twój…. — zapytał Wiktor zerkając w tym samym kierunku.
— Nie — przerwała mu od razu kręcąc przecząco głową. — Nie jest moim chłopakiem — rzekła stanowczo.
— Chciałem zapytać czy to nie twój brat — powiedział Wiktor z uśmiechem jej się przysłuchując i przyglądając. — Bo tak cię bronił i jest podobny.
Auri zarumieniła się nie wiedząc, co na to odpowiedzieć: — Tak? Ojej, nie… — odparła ze zmieszanym uśmiechem. — Poznałam go dopiero dzisiaj i jakoś tak ciągle się przy mnie kręci, nie wiem dlaczego.
Wiktor delikatnie się zaśmiał opuszczając wzrok na swoje buty i wkładając ręce do kieszeni.
— Naprawdę? Nie wiesz? — zapytał z niedowierzaniem, a jego brwi delikatnie się uniosły.
— Nie… Em… Powiedziałam coś śmiesznego?
Wiktor wyprostował się i zapatrzył w jej oczy. Ona zaczęła odruchowo zbyt szybko mrugać gubiąc się w swoim odbiciu, które widziała w głębi jego zielonkawych oczu. Wiktor poczuł jak całe jego ciało zalewa fala gorąca, a w gardle robi się totalnie sucho.
Poczuł, że musi coś z tym zaraz zrobić.
— Nie… To znaczy, tak jakby, może… — powiedział trochę się plącząc i widząc, że ona też wygląda na coraz bardziej zdezorientowaną. — Po prostu, ja chyba wiem dlaczego — dodał w końcu i odważył się unieść rękę, którą dotknął delikatnie jej policzka.
Ten czuły gest zawrócił jej w głowie tak bardzo, że nie była w stanie ruszyć się z miejsca, ani tym bardziej zatrzymać go gdy zaczął odchodzić.
– 💚 💚 💚 –
Samira załatwiła w dziekanacie zgodę na przeprowadzenie głosowania na starostę po zajęciach w auli, więc wszyscy na początku Prozy zostali poinformowani przez nią o konieczności zostania po zajęciach.
— A jak ktoś nie może? — zapytała się dziewczyna z końskim ogonem na głowie. Była to Paulina, która już raz dzisiaj zwróciła uwagę Auri i Patrykowi.
— Słucham? — Samira spojrzała na nią z odrazą godną karalucha. — To lepiej żeby mógł! Wybór starosty to bardzo ważna sprawa!
— No tak, ale może lepiej by było ustalić dziś po prostu dogodny termin, żeby wszystkim pasował, bo ja na przykład mam dzisiaj jeszcze dodatkowe lekcje tańca i nie mogę zostać dłużej — rzekła z niezadowoleniem.
— To nie potrwa długo, z tego co wiem jest tylko jeden kandydat i jestem nim JA więc….
— Chwila! Przepraszam bardzo! Ja też zgłaszam swoją kandydaturę! — zawołał nagle William, który siedział w pierwszym rzędzie i od razu stanął sztywno.
Samira, która stała przy biurku profesorskim naprzeciw całej auli zmierzyła go morderczym spojrzeniem: — Ty…. — syknęła nie mogąc w to uwierzyć.
— Tak JA! — potwierdził.
— I JAAAAA!!!!! GEOZJA!!!!!!! — rozległ się nagle po całej auli jej donośny głos i wszyscy spojrzeli za siebie na ostatni rząd u góry, w którym siedziała, a teraz wstała unosząc obie ręce do góry jakby chciała przywołać jakieś tajemne moce czy coś…
Samira poczuła jak w jej małej piersi serce zaczyna bić jak szalone z nerwów. A więc to tak? No dobrze, skoro tego chcą, to będzie ich klęska – Pomyślała nabierając powietrza w płuca.
— Przepraszam, myślę, że ja też chciałbym się zgłosić. — Patryk podniósł rękę, a gdy Samira z niedowierzaniem na niego spojrzała puścił do niej oko.
— Ty? — zapytała mając nadzieję, że może się jednak przesłyszała.
— Yhm — pokiwał twierdząco głową.
Aurora spojrzała w jego kierunku podobnie zaskoczona jak Samira. Patryk wyglądał na pewnego siebie, ale żeby chciał być starostą? Jakoś jej to do niego nie pasowało… Nie mogąc oderwać od niego wzroku w końcu ich spojrzenia się spotkały, a on posłał jej tajemniczy uśmiech.
Ona szybko odwróciła jednak wzrok mając nadzieję, że nie zorientował się jak długo na niego patrzyła.
— Czyli jak widać mamy kilka kandydatur! Z czego powinnaś zdawać sobie sprawę! — zawołał z wyższością William.
— JA sobie zdaję sprawę! — odparła walecznie Samira. — Jeśli więc tego chcecie staniemy w szeregi, ale ostrzegam, że to daremne!
— Królowa może być tylko jedna! — zawołał nagle Damian i klasnął dziarsko w dłonie niczym jej wierny kibic, co jednak nie porwało tłumu.
— Dziękuję Damianie. — Doceniła jego gest, unosząc w podziękowaniu rękę.
— Tak czy siak, ja nie mogę dziś zostać dłużej — odezwała się ponownie Paulina.
— To masz problem, dziewczyno! — zawołała do niej unosząc się ponownie Samira. — Kandydatury trzeba będzie poddać głosowaniu, jeśli więc nie zamierzasz w nim uczestniczyć, to już twoja strata, co nie powiem jak o tobie świadczy! — prychnęła z pogardą.
— Słucham? — zapytała Paulina czując się wyraźnie urażona. — Ja po prostu dzisiaj nie mogę i proponuję ustalić inny termin, czy to aż taki problem?
— Najwyraźniej — mruknął Wiktor do Błażeja po czym obaj cicho się zaśmiali.
Zauważyła ich Jaśmina i szturchnęła Auri, żeby na nich też spojrzała.
— Zobacz… Jakie słodziaki!
Dziewczyna obejrzała się za siebie natrafiając na uśmiech Wiktora i wciągnęła oddech. Był naprawdę słodki…
Tymczasem obok wciąż toczyła się zażarta dyskusja między Williamem, Samirą a Pauliną.
— Każdy z kandydatów powinien być już dzisiaj przygotowany! — zakomunikowała Samira.
— Ja jestem dzisiaj przygotowany! — Wypiął dumnie pierś William.
— Ale ja nie mogę dzisiaj! — żachnęła się Paulina.
Temperatura między nimi rosła z chwili na chwilę, więc w końcu gdy wydawało się, że któreś z nich, a najprawdopodobniej Samira eksploduje odezwał się pan profesor, który do tej pory siedział cicho i wszystkiemu się przysłuchiwał.
— Proszę państwa, proszę o spokój.
— Tak panie profesorze, ależ oczywiście! — Skłoniła się przed nim od razu pokornie Samira. — Bardzo przepraszamy.
— Jako że są to nasze pierwsze zajęcia, myślę, że skończymy dzisiaj wcześniej, więc będą mieli państwo czas na przeprowadzenie tego… tego… no… — Profesor, sędziwy już człowiek, zaczął kręcić palcem próbując sobie najwyraźniej przypomnieć, co chciał powiedzieć.
— Głosowania! — Przyszła mu z pomocą od razu pełna wdzięczności Samira.
— Tak, właśnie, no, może być? — zapytał i spojrzał po wszystkich.
— Ależ oczywiście! Panie profesorze! Dziękujemy! — zawołała uradowana powstrzymując się, żeby go nie uściskać. Po czym obrzuciła pogardliwym spojrzeniem zarówno Willa jak i Paulinę. — A więc ustalone! Jak pan profesor kończy zajęcia przechodzimy do głosowania! Koniec dyskusji! — obwieściła na całą aulę i usiadła na swoim miejscu obok Damiana.
— Brawo, Pani Samiro, świetnie rozegrane — pochwalił z uznaniem jej wystąpienie.
— Dziękuję Damianie, jestem ci wdzięczna za twoje wsparcie — rzekła kątem ust usadawiając się wygodnie na fotelu.
— Ależ nie ma za co — mruknął kładąc swoją dłoń na jej dłoni.
— W istocie — odparła szorstko zabierając rękę. — Nie spouchwalaj się.
— Pani wybaczy…
— No, no… Widzisz, co mi robią? Nagle im się zachciało rywalizacji, tak? Już ja im pokażę… William to rozumiem, ale pozostali… Geozja i ten… Patryk, no… Jakie ziółko… — wymamrotała z lekka oburzona.
— Nie mają z Panią szans.
— I jeszcze ta! Bezczelna dziewczyna, już ja jej pokażę… Nie będzie mi tu ze swoim widzimisię wyskakiwać… Uch! — Samira wzdrygnęła się i gestem ręki wytarła pot z czoła. — No nic, początki zawsze trudne, jak to mawiał Napoleon o wszystko trzeba walczyć…
— Trafnie powiedziane, niech się pani nie martwi wygrana będzie nasza!
Samira ścięła go ostrym spojrzeniem.
— Pani! Oczywiście wygrana będzie Pani! — poprawił się natychmiast Damian w duchu myśląc i zastanawiając się już do końca wykładu, co to za jeden ten Napoleon i czy będzie ciężko się go pozbyć.
😍😍😍