Balowa muzyka rozbrzmiewała w całej sali, gdzie rzesza studentów bawiła się tańcząc, jedząc i rozmawiając ze sobą.
— Wyjdę na chwilę… — powiedział do Błażeja Wiktor, kiedy już od dłuższego czasu stali we dwóch pod ścianą.
— Okej, pójść z tobą? — zapytał go przyjaciel.
Wiktor pokręcił głową: — Nie, nie trzeba, zaraz wrócę.
Błażej patrzył za nim z lekkim niepokojem, kiedy wychodził mijając wchodzącą właśnie Geozję w sukni ze złota lejącej się za nią po parkiecie.
— Przybyła królowa! — oznajmiła uroczyście idąc w tango.
— Dawaj Geoz! — zaczął się z niej od razu nabijać Kacper.
Ta spiorunowała go wzrokiem: — W piekle się ze mną będziesz palił!! — zawołała do niego.
— O WOW! — Chłopakowi oczy wyszły na wierzch. — Ognista kobita!
— Hej, zatańczymy? — Do Błażeja podeszła Laura.
— Em, tak… — Błażej oderwał oczy od Geozji i spojrzał na Laurę zgadzając się z nią zatańczyć.
Gdy znaleźli miejsce między tańczącymi ona od razu zapytała go o Wiktora.
— Wiesz, gdzie poszedł? Em… Wiktor?
— Musiał na chwilę wyjść, chyba do toalety.
— A, tak… Pewnie tak… — mruknęła dziewczyna.
Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało.
— Mogę cię o coś zapytać? — wypaliła po jakimś czasie Laura ponownie.
— Tak… Jasne, o co chodzi?
— O Wiktora… Wiesz, że spotykaliśmy się jakiś czas przed studiami, prawda?
— Yhm — Błażej przytaknął.
— No właśnie i chodzi mi o to, że ja nie wiem… To znaczy nie jestem pewna… Znaczy się, wiesz…. Chodzi o to, że ja…. — Dziewczyna zaczął się strasznie mieszać w tym, co chciała powiedzieć.
Błażej przyglądał się jej wnikliwie w końcu zaczynając rozumieć o co mogło jej chodzić.
— Słuchaj, Laura… Dla… Dla Wiktora to skończone. — Postanowił powiedzieć i nie owijać w bawełnę.
— S… Słucham? — Laura spojrzała na niego zdziwiona. Nie spodziewała się tak ostrej odpowiedzi.
— Niestety, ale musisz wiedzieć, że Wiktor nie jest już tobą zainteresowany… On… On się zakochał. — Błażej walił dalej z grubej rury.
— Co? — Laura nie mogła uwierzyć w to co mówił i aż stanęła zatrzymując ich taniec. — Jak to zakochał, niby w kim?
— Wiesz, to jego prywatna sprawa, ale mówię ci to, żebyś nie robiła sobie już więcej nadziei, rozumiesz?
Laura przełknęła z trudem ślinę patrząc Błażejowi w oczy i jak stała tak zostawiła go na parkiecie próbując powstrzymać napływające jej do oczu łzy.
Błażej poczuł, że może był dla niej nieco za ostry, ale w końcu powiedział prawdę. Nie chciał aby zawracała jeszcze głowę Wiktorowi. Pamiętał, że dla jego przyjaciela był to ciężki związek i długo mu zajęło zanim w końcu zrozumiał, że nie musi mieć wyrzutów sumienia z powodu tego, że ją zostawia.
Błażej nie widząc dla siebie miejsca na parkiecie wrócił do podpierania ściany.
Wiktor nie miał wyrzutów sumienia. Wiktor czekał… Choć do końca nie wiedział na co, to jednak czekał, bo wiedział na kogo… Miał nadzieję, że zaraz wyjdzie zza zakrętu między kolumnami, albo zejdzie powoli po schodach lub zobaczy ją w rozsuwanych drzwiach windy.
Ale tak się niestety nie stało. Choć czekał długo. Bardzo długo oparty o kolumnę widział ją przez cały czas oczami wyobraźni. Suknię, włosy, nagie ramiona, oczy, uśmiech.
Wszystko to żyło w nim niczym rozpychające się łokciami marzenie. I im dłużej patrzył na puste schody i korytarze tym bardziej nie rozumiał dlaczego wolała być z tym nadętym chłopcem, a nie z nim, romantykiem, który cały czas na nią czekał i miał dla niej całe serce do oddania.
– 🩵 🩵 🩵 –
Czy się bała?
Czy była zaskoczona tym, że Patryk miał już kartę do jednego z pokoi hotelowych, gdzie stało wielkie łóżko obsypane płatkami róż?
Czy myślała o tym jak się zachować? Co powinna robić?
Nie.
Nie bała się. Nie była zaskoczona. Nie myślała o tym, co robić.
Po prostu tego chciała.
I tak. Drżała gdy rozsuwał jej sukienkę i całował po plecach. Drżała, gdy kładł się obok niej cały nagi obleczony jedynie pościelą i płatkami róż. Drżała, gdy do niej przylegał i czuła go całym swoim ciałem we wszystkich jego zakątkach.
Ale nigdy w życiu nie czuła się też tak szczęśliwa jak w tej pierwszej chwili, gdy kochał ją z taką delikatnością i subtelnością odsłaniając przed nią tajemnice tego pierwszego momentu, kiedy oboje stawali się jednym ciałem i jedną duszą.
— Różyczko, gdyby coś było nie tak… Gdybyś tylko chciała, żebym przestał… — mówił całując ją nieprzerwanie.
— Wszystko jest dobrze, Patryk. — Uspokajała go od początku czując, że to on denerwował się bardziej niż ona.
— Kocham cię…
— Ja ciebie też…
Tej nocy nie wrócili już na bal. Prawdę mówiąc oboje zapomnieli o balu. Zapomnieli o wszystkim, kompletnie zatracając się w sobie.
– 🩵 🩵 🩵 –
Samira sunęła po parkiecie w swojej czerwonej sukni nie mogąc się nacieszyć tym ostatnim tańcem. Tańcem z Pawłem. Tak! W końcu jej się udało!
Porwała go na parkiet w ostatniej chwili, kiedy już chciał wychodzić. Chłopak w swej wrodzonej uprzejmości nie odważył się jej odmówić i zatańczył z nią ten ostatni taniec.
— Ach, Pawle…
— Samiro?
— Czy to nie cudowny bal? — zapytała wpatrzona w niego jak w obrazek.
— Zaiste cudowny — przyznał jak wypadało.
— Zaiste! Zaiste! — zaczęła powtarzać. — Ach Pawle! — westchnęła i ostrożnie, ale i lubością się do niego przytulając.
Ukradkiem dawała znaki Damianowi, aby robił im zdjęcia i czuła, że mogłaby tak tańczyć z nim do rana.
– 🩵 🩵 🩵 –
Rankiem, kiedy pierwsze promienie słoneczne padły na ich łóżko Auri leżąc tuż przy Patryku pierwsza otworzyła oczy. Odsunęła się, żeby wyraźniej widzieć jego twarz. Spał na brzuchu z przekręconą w jej stronę głową, z lekko rozwartymi ustami i zsuniętą do połowy ciała kołdrą. Wyglądał jak słodki i bezbronny chłopczyk. Zakochała się w tym widoku od razu. Wyciągnęła rękę nie mogąc oprzeć się, żeby nie dotknąć jego rozczochranych blond włosów opadających mu na czoło. Przesunęła z rozkoszą ręką po jego plecach, karku i zatopiła palce w ich gęstwinie. Nie chciała go budzić, a może chciała? W każdym razie ucieszyła się, gdy zaczął powoli otwierać oczy i poruszać się.
— Dzień dobry… — szepnęła przysuwając się ponownie do niego.
— Dzień dobry… — mruknął zaspanym niskim głosem obejmując ją jednym ruchem ręki.
Bardzo szybko ich usta znalazły się przy sobie, stykając się ze sobą w miękkich pocałunkach.
Tak słodkiego i pachnącego Patryka jeszcze nie znała. Gdy przesunął się nad nią był jak okrywający ją jedwab. Całował ją z czułością i pieszczotą której nie wyobrażała sobie, że mogła aż tak bardzo w życiu pragnąć.
— Jak się czujesz? — zapytał Patryk uśmiechając się nad nią i głaszcząc ją dobrotliwie po włosach.
— Cudownie — odparła Auri obejmując go i masując rękami po plecach.
— Miałaś dobrą noc? — zapytał przekornie się uśmiechając.
Ona kochała ten uśmiech najbardziej na świecie: — Najlepszą.
— Nawet nie wiesz, jak się cieszę.
— A ty? — zapytała go dla draki.
— Ja? — zdziwił się zaskoczony pytaniem.
— Yhm… — przytaknęła. — Miałeś dobrą noc?
— Nigdy nie miałem lepszej.
Uśmiechnęła się i uniosła odrobinę głowę całując go w usta. Patryk odebrał to jak zaproszenie i wysunął spod siebie kołdrę przykrywając ich nagich tylko od góry. Poczuła jego rozgrzane, ciepłe ciało na swoim i ponownie jak za pierwszym razem przeszedł ją dreszcz przyjemności i podniecenia płynący z powodu tego zetknięcia. Jego pocałunki kładły się słodyczą na jej ciele, kiedy przesuwał swoje usta po jej szyi, piersiach i linii brzucha. Nie mogła powstrzymać cichych westchnień, kiedy schodził pocałunkami coraz niżej oraz bez pośpiechu rozchylał jej nogi masując jej skórę.
Był tak delikatny, jak tylko mogła sobie wymarzyć. Kiedy uniósł się nad nią i spojrzał jej w oczy wiedziała, że jest gotowy, że tylko na nią czeka. Pocałowała go z namiętnością pozwalając mu na wszystko. Patryk mimo wszystko złączył ich delikatnie. Westchnęła zaciskając mocniej ręce na jego plecach. Poczuła lekkie ukłucie, jak za pierwszym razem, ale zaraz gdy jego ruchy stawały się coraz bardziej płynne o jakimkolwiek bólu nie mogło być mowy. Czuła jedynie narastające w niej podniecenie i rozkosz, z tego jak unosił się nad nią i opadał, a ich oddechy mieszały się ze sobą w słodkich pocałunkach i cichych, ale seksownych westchnięciach.
Około południa po wielu rozkosznych momentach uniesień, żartów i przytuleń w końcu usiedli na łóżku i w hotelowych szlafrokach zaczęli jeść zamówione w międzyczasie przez Patryka śniadanie.
— Proszę, Różyczko. — Patryk podał jej do ust truskawkę, której słodycz wypełniła całą jej buzię.
— Ym… Pyszna… — stwierdziła biorąc sobie kolejną.
Na przyniesionym przez obsługę stoliku znajdowały się miseczki z owocami, małe croissanty maślane, tartaletki z malinami, gofry z cukrem pudrem oraz dla każdego szklanka soku pomarańczowego.
Ponieważ byli bardzo głodni, szybko wszystko zjedli i wypili.
— Smakowało ci? — zapytał jej Patryk odnosząc tackę z talerzami na stolik.
— Niesamowicie! Było przepyszne! — przyznała Auri podbiegając do niego i łapiąc go od tyłu.
Chłopak obrócił się i uniósł ją do góry okręcając wokół. Zaśmiała się uwielbiając, kiedy tak robił. Za chwilę bowiem z powrotem wylądowali na łóżku.
Szczęśliwi, objęci, zakochani zaczynali kolejny raz całować się, rozbierać i kochać się ze sobą jakby nie mogli już oderwać się od siebie. Chcieli czerpać z siebie coraz więcej, czując, że za każdym razem było im ze sobą coraz lepiej.
— Uzależniające, prawda? — zapytał Patryk padając obok niej wciąż jeszcze oddychając rozkoszą.
— Tylko kiedy jestem z tobą — wyznała przysuwając się do niego i błądząc ręką po jego unoszącej się klatce piersiowej.
— Chcę tu zostać z tobą na zawsze — wyznał chłopak wzdychając.
— Ja też — szepnęła rozmarzona.
– 🩵 🩵 🩵 –
W końcu jednak nadszedł moment kiedy ubrali się w swoje balowe stroje i byli gotowi do wyjścia. Patryk zasuwał suwak na jej sukience z taką samą pieszczotą, jak w momencie kiedy go po raz pierwszy z niej suwał.
— Gotowe — oznajmił Patryk z lekkim westchnieniem.
Auri odwróciła się do niego i objęła go za szyję. On ubrany w swój odświętny garnitur objął ją czule w talii.
— Kocham cię — wyznała szczęśliwa.
— Ja ciebie też — odparł z uśmiechem i po raz ostatni w tym pokoju ją pocałował.
Za oknem już się ściemniało.
– 🩵 🩵 🩵 –
Auri nie spodziewała się jednak, że kiedy wyjdą nagle za drzwiami pokoju, na pustym korytarzu poczuje ogarniający ją niepokój, ale niestety tak się właśnie stało. Nie doszli nawet do windy, a…
Momentalnie spłynęło na nią to, że przecież obiecała Wiktorowi, że wróci na bal i z nim zatańczy, pomyślała również o Kamilu, który tak ohydnie tańczył z Caroline, a ona mu w tym nie przeszkodziła.
— W porządku? — zapytał jej Patryk widząc, że spięła się w windzie.
— Tak — skłamała akurat w momencie, kiedy drzwi windy rozsunęły się, a przed jej oczami stanął nie kto inny, jak tylko pan Ciachorowski. Zszokowana i wpatrzona w niego, nie mogła ruszyć się z miejsca, ani wydusić z siebie słowa. Jego wzrok przeszywał ją na wskroś. Wie… – Pomyślała jeszcze bardziej przerażona.
— Dzień dobry — on odezwał się jednak uprzejmie i cofnął się pozwalając im wyjść.
Ponieważ Auri nie mogła się ruszyć Patryk wziął ja pod rękę i wyprowadził z windy ignorując obecność wykładowcy.
— Poczekaj… — Dziewczyna oprzytomniała puszczając go i odwracając się do Ciachorowskiego. — Dzień dobry. — Przywitała się.
— Dzień dobry. — Kiwnął nieznacznie głową profesor powtarzając się i wchodząc do windy, która na niego czekała.
— Przepraszamy… Byliśmy na balu — palnęła nie wiedząc do końca co miała powiedzieć i dlaczego poczuła się nagle czemuś winna.
— Tak… I do widzenia… Różyczko, nie musimy się z niczego tłumaczyć — odezwał się Patryk próbując ją cały czas pociągnąć za sobą.
Zanim drzwi windy się za nim zasunęły Ciachorowski zdążył jednak posłać jej tajemniczy uśmiech, który dał jej jeszcze więcej do myślenia.
— O Bożę, co on tu jeszcze robił? — Auri zaczęła się zastanawiać chowając twarz w dłoniach.
— Nieważne, Różyczko… Co nas to obchodzi?
Auri jednak obchodziło. A co jeśli Ciachorowski widział, że wcale ich na balu nie było, albo, że byli ale bardzo krótko? Co mógł sobie pomyśleć widząc ich teraz? Widząc ich prawie wieczorem kolejnego dnia dopiero opuszczających hotel. Przecież bal już dawno się skończył, a na pewno studenci nie mieli tu wynajętych żadnych pokoi.
Wsiadając do samochodu żałowała, że opuścili pokój w hotelu. Powinni tam zostać! Zostać na zawsze!
Kiedy Patryk usiadł za kierownicą i zapiął pasy, zanim ruszył spojrzał na nią, a wtedy ona nagle wypaliła nie wytrzymując.
— Powiedz mi Patryk, zaplanowałeś to tak? Prawda? Wynająłeś pokój wcześniej… Wiedziałeś… Chciałeś… — Zaczynała się unosić czując narastającą w niej z jakiegoś powodu panikę.
— Różyczko, proszę uspokój się — odezwał się chłopak najspokojniej jak mógł. — Przecież wiesz, że nie planowałem tego… Wynająłem pokój na wszelki wypadek, bo… — Urwał wiedząc, że musi być całkowicie szczery. — Bo… Tak… Chciałem cię tam zabrać, ale PO balu… Przecież wiesz, że nigdy nie zrobiłbym nic na siłę, nie zmusiłbym cię do niczego. Po prostu pomyślałem, że będzie to niespodzianka PO balu… Ale nie planowałem TEGO….
Auri westchnęła nie mając siły kłócić się z nim o to, o czym doskonale wiedziała, że było prawdą.
— Mieliśmy wrócić na bal… Obiecałam Wiktorowi… — Auri westchnęła po raz drugi.
Na to już Patryk nie wiedział, jak ma spokojnie odpowiedzieć: — Proszę cię, tylko mi nie mów, że żałujesz, że spędziliśmy razem ten czas.
— Nie! Oczywiście, że nie żałuję! — zawołała łapiąc go za rękę. — Tak naprawdę to żałuję tylko tego, że nie zostaliśmy dłużej w pokoju.
— Ja też — przyznał.
— Widziałeś minę Ciachorowskiego? Nie mam pojęcia, co mógł sobie pomyśleć — powiedziała z niepokojem.
— Wyglądał na zazdrosnego — stwierdził Patryk z satysfakcją.
— Serio? Myślisz, że mógł…, że my….
— Różyczko, nawet jeśli, to przecież co z tego? Nie zrobiliśmy nic złego, a jemu nic do tego. Poza tym pomyśl, co on mógł robić jeszcze o tej porze w hotelu? Hę? Nie wiadomo z kim mógł się tam spotykać… Z jaką studentką na przykład.
— Przestań! — Wzdrygnęła się na jego słowa. — Pan Ciachorowski taki nie jest.
— A mnie się wydaje, że właśnie taki jest — mruknął Patryk i zaczął odpalać silnik.
Poczuła jak samochód rusza i oparła się o przegub swojego siedzenia ponownie się zamyślając.
— Proszę, zapnij pasy… — Patryk zwrócił się do niej skręcając kierownicą i wyjeżdżając na drogę.
Zrobiła to bez dyskusji. Patryk włączył radio z którego poleciała świąteczna piosenka. Akurat była to ta, z której Kamil uwielbiał się nabijać przekręcając jej słowa. Mimochodem oboje spojrzeli na siebie wymieniając uśmiechy wiedząc, że pomyśleli o tym samym. Auri szybko jednak odwróciła głowę.
— Byłaś dla niego bardzo ostra — odezwał się po chwili Patryk.
— Dla kogo? — zapytała udając, że nie ma pojęcia o kim mówi.
— Wiesz dla kogo… Dla Kamila.
— Sam się o to prosił… — odparła wzruszając ramionami wpatrzona w światła migające po drodze za szybą samochodu.
— Starał się… Naprawił bransoletkę — przebąkiwał ostrożnie Patryk.
— Nie chcę o tym rozmawiać. — Ucięła temat.
Patryk nie nalegał. Resztę drogi do akademika spędzili już w milczeniu.
Choć na pewno takowe nie panowało w głowie Auri. Tam, wciąż kłębiło się tysiące myśli. O Kamilu… O panu Ciachorowskim… O Wiktorze i straconym tańcu, o straconym balu… O Patryku i cudownych chwilach w tym niesamowicie miękkim hotelowym i wygodnym łóżku, do których tak bardzo chciała z nim teraz wrócić…
O Kamilu, Ciachorowskim, Wiktorze, Patryku, o Kamilu…