Rano w dniu wyjazdu do domu na święta Patryk wstał wcześnie przygotowując dla Auri śniadanie do łóżka. Obudził ją delikatnym pocałunkiem, kiedy wstało słońce i odsłonił zasłony w pokoju. Za oknem nieśpiesznie padał śnieg.
Ona przeciągnęła się otwierając oczy i uśmiechając się do niego usiadła na łóżku: — Dzień dobry… — przywitała się z nim ospale.
— Dzień dobry, kwiatuszku… — Ucałował ja raz jeszcze stawiając przed nią przenośny stolik ze śniadaniem i siadając obok niej.
— Ooo! Jak ładnie… — Ucieszyła się na widok śliczne przygotowanych omletów w kształcie serduszek, obsypanych malinami, cukrem pudrem i sztucznymi jadalnymi kwiatami. — Dziękuję.
— Smacznego. — Patryk uniósł swoją szklankę z sokiem i napił się.
— Smacznego… — pożyczyła mu również.
Zjedli razem śniadanie rozmawiając i śmiejąc się, a potem kochając się jeszcze cicho, słodko i namiętnie pod puchową kołdrą.
— Nie mogę uwierzyć, że nie będziemy się widzieć przez prawie całe dwa tygodnie, będę strasznie tęsknić… — wyznała Auri rysując palcem serca na jego klatce piersiowej.
— Mógłbym do ciebie przyjechać, albo ty do mnie… — zaproponował Patryk.
— U mnie będzie cała rodzina — powiedziała. — Trudno mi będzie się wyrwać mówiłam ci…
— U mnie też, no i będę miał na głowie Kamila…
Westchnęła zmieniając pozycję i unosząc się na łokciach spojrzała na niego: — Jesteś na niego ciągle zły? — zapytała.
On uśmiechnął się dotykając pieszczotliwie jej twarzy i głaszcząc po włosach: — A mam za co?— zapytał przekornie.
— Chyba nie — mruknęła niepewnie.
— To nie jestem — odparł i pocałował ją z czułością.
– 💙 💚 💙 –
Kiedy Auri wyszła z łazienki w szlafroku i ręcznikiem na głowie dostrzegła, że w drzwiach pokoju Kamila coś wystaje. A właściwie to pluszowy piesek i kiwa się na boki. Uśmiechnęła się podchodząc do niego bliżej i wtedy zauważyła, że to Kamil go trzyma i nim wymachuje.
— Wesołych Świąt Baby… — odezwał się pokazując się w drzwiach i udając głos dziecka wręczył jej pluszaka.
— To dla mnie? — zapytała zaskoczona jego gestem. — Ja dla ciebie nic nie mam, Kamil — wyznała przytulając misia, który był niezwykle milutki i mięciutki.
Kamil oparł się o framugę drzwi i przyglądając się jej rzekł z uśmiechem: — Ja już od ciebie dostałem prezent…
— Tak? — zdziwiła się nie wiedząc o co mu chodziło.
— Tak. — Pokazał jej bransoletkę, którą nosił przez cały czas na ręku.
— A… no tak… — westchnęła przypominając sobie różne rzeczy, o których wolała zapomnieć.
— I mam jeszcze to, proszę…
Auri spojrzała na różę, którą trzymał w ręku i zatkało ją bardziej niż na widok czegokolwiek innego.
— Kamil… — szepnęła i ostrożnie wzięła od niego kwiatka. — Rozumiem, że przepraszasz za to, że nie było cię wczoraj na Wigilii — powiedziała patrząc na niego wymownie.
— Można tak powiedzieć — zgodził się niechętnie.
— Dlaczego cię nie było? Myślałam, że podzielimy się opłatkiem.
— Musiałem trochę pobyć sam, pomyśleć — wyznał.
— Sam? Pomyśleć? — Auri nie wiedziała czy się droczy, czy żartuje czy mówi serio.
— Yhym… — przytaknął. — Coś taka zdziwiona?
— Nie to, że jestem zdziwiona, po prostu szkoda… Szkoda, że cię nie było. — wyznała.
— A co? Samira przemawiała? Ktoś oblał dziekana winem? — zażartował Kamil i uśmiechnął się.
Dziewczyna się zaśmiała: — Nie… Choć tak, Samira miała swoją krótką przemowę, ale wiesz głównie mówił dziekan, złożył wszystkim życzenia, a potem dzieliliśmy się opłatkiem między sobą i był poczęstunek.
— Czyli dużo straciłem…
— Trochę… Chciałam się z tobą podzielić opłatkiem, życzyć ci wesołych świąt… — wyznała nieśmiało patrząc mu w oczy znad róży, którą delikatnie przyłożyła do noska.
— Na pewno miałaś kupę chętnych, nie dopchałbym się… Poza tym wolę z tobą rozmawiać teraz, tutaj…
Patrzyli na siebie, a atmosfera jakby nieco zgęstniała. Auri nie do końca wiedziała, co ma mu na to odpowiedzieć…
W tym momencie jednak z drugiego pokoju wyszedł ubrany w dres Patryk i oboje spojrzeli na niego, a on nieco zdziwiony spojrzał na nich i zatrzymał się.
— Zobacz Patryk dostałam pieska! — zawołała Auri pokazując mu nową zabawkę od Kamila.
— Naprawdę? — bąknął blondyn, kiedy minął mu już pierwszy szok i mógł do nich podejść. Wziął od niej miśka i spojrzał wymownie na przyjaciela. — Serio? — zapytał wymachując nim.
Kamil wzruszył lekko ramionami i uśmiechnął się. Patryk oddał pieska dziewczynie i przeniósł wzrok na różę, którą trzymała w ręku.
— A to? — zapytał.
— A to Kamil przeprasza za to, że go wczoraj nie było — odpowiedziała szybko Auri starając się nie przypisywać róży większego znaczenia.
— Aha… A gdzie był jak go nie było? Powiedział? — zapytał Patryk z lekką ironią w głosie.
— Jestem tu Patryk, możesz mnie pytać bezpośrednio — odezwał się Kamil.
— Przecież pytam, gdzie byłeś jak cię nie było? Pożegnałeś swoje koleżanki na święta? Pewnie będą tęsknić, co? Czy zapomniałeś? — rzucił nieco zdenerwowany.
— Patryk… — Auri złapała go za rękę, żeby go uspokoić.
— Ale czemu ty się znowu wściekasz, co? Byłem gdzie byłem, olałem ten opłatek i co? Chcesz mnie teraz za to jakoś ukarać, czy co? — Kamil roześmiał się.
Ale ani Patrykowi ani Auri nie było do śmiechu. On miał nietęgą minę, a ona trzymała go za rękę próbując utrzymać pod kontrolą buzujące w nim emocje.
— Spakowany jesteś? — zapytał go ostro Patryk
— Nie, ale zaraz będę, a co śpieszy ci się? (Kamil)
— Wyjeżdżamy za godzinę — oświadczył blondyn stanowczo i odwrócił się pociągając za sobą dziewczynę.
Auri zanim weszła z nim do pokoju rzuciła jeszcze przez ramię spojrzenie Kamilowi, a on do niej mrugnął i uśmiechnął się. Odebrała to jako dobry znak.
— Mówiłeś, że nie jesteś na niego zły — odezwała się dziewczyna ściągając turban z głowy i rozpuszczając mokre włosy, kiedy zamknęły się drzwi.
— Bo nie jestem, nie rozumiem tylko co on wyprawia? Co to jest w ogóle? — Patryk usiadł na łóżku wyraźnie podminowany i przerzucił miśka z ręki do ręki patrząc na niego krzywo.
— Chciał mi dać po prostu prezent — odparła zabierając mu pluszaka. – To miłe…
— A róża? Co myślisz o róży?
— To też miły gest…
— Miły gest…
Auri podeszła do niego i ujęła jego twarz w dłonie: — Tak, Patryk… Miły i wiesz co, ja się bardzo cieszę, że Kamil stara się mnie przeprosić za swoje różne zachowania przynajmniej na święta i naprawdę to doceniam i ty też powinieneś — powiedziała i przeczesała mu przyjemnie włosy rękami. — Nigdy nie wiadomo z czym może nam jeszcze wyskoczyć więc dobrze, że przynajmniej teraz się stara, prawda?
Tak naprawdę w tym momencie mogła mu powiedzieć cokolwiek, a i tak nic oprócz jej spojrzenia by się dla niego nie liczyło.
— Kocham cię wiesz… — szepnął jej do ucha.
— Wiem… Czuję jak rozwiązujesz mi szlafrok… — odparła cicho chichocząc i próbując złapać go za ręce, ale one już przesuwały się po jej plecach pod szlafrokiem.
— Zmiana planów, nigdzie nie jedziemy — wyszeptał całując ją delikatnie w ucho i unosząc za pośladki do góry.
— Yhym… — Zdążyła jeszcze cicho mruknąć zanim położył ich na łóżko i już była cała jego.
– 💙 💚 💙 –
Wszystko było gotowe do wyjazdu. Patryk wynosił ostatnie bagaże pakując je do samochodu. Auri czekała na swojego tatę, który miał po nią przyjechać ze swoimi pod akademikiem. Blondyn czekał na Kamila, który dość długo nie wychodził ze swojego pokoju.
— Pożegnałaś się ze wszystkimi? — zapytał swojej dziewczyny Patryk, kiedy stali na zaśnieżonym chodniku ubrani w ciepłe puchowe kurtki i czapki.
— W zasadzie tak… Na wigilii… Ale z Jaśminą czy z Hanią się pewnie jeszcze zobaczę, mieszkamy blisko siebie… — odparła starając się nie myśleć o Ciachorowskim, który nagle przyszedł jej do głowy. Z nim to dopiero miała pożegnanie… – Westchnęła odrzucając od siebie wspomnienie wizji z wczorajszego wieczoru i odruchowo obejrzała się wokół czy gdzieś przypadkiem nie było Geozji.
— Wszystko w porządku? — zapytał.
— Tak! — Skinęła zdecydowanie głową i pocałowała go. — Okej… — Uśmiechnęła się do niego.
— Cześć! — zawołał do nich przechodzący obok z walizką Sam. — Wesołych świąt! — Pomachał do nich zmierzając do swojego samochodu.
— Cześć, Sam, cześć! Wesołych świąt! — Odmachała mu z uśmiechem.
— Na razie! — zawołał Patryk.
— Cześć, Patryk… — Nagle pojawiła się przy nich Sis ze swoim okropnym uśmieszkiem i walizką za sobą.
— Cześć… — mruknął bez entuzjazmu chłopak.
— Chciałam ci życzyć wesołych świąt i… Widzimy się na Sylwestrze, prawda? Twoi rodzice zaprosili moich więc…
Auri przełknęła ślinę.
— Nie musisz przychodzić tam, gdzie cię nie chcą! — przerwała jej czując się pewnie przy Patryku.
— Ty jak sądzę zaproszenia nie dostałaś, prawda? — odcięła się jej z fałszywym uśmiechem.
— Zaproszenia? Ja nie muszę dostawać zaproszenia, żeby przyjechać do Patryka, bo wiesz… Gdybyś nie zauważyła to jest MOIM chłopakiem! — odparła z wyższością i pociągnęła go za szalik całując namiętnie.
— No tak… — Sis przewróciła oczami i poszła sobie mijając po drodze Kamila, który właśnie wyszedł z akademika ze swoją jedną przerzucona przez ramię torbą. — Na razie wieśniaku! — rzuciła do niego skrzywiona na gębie.
— Na razie zdziro! — odkrzyknął jej i robiąc na prędko kulkę ze śniegu trafił ją w tył głowy.
— Powiedz mi Patryk, że nie będzie jej u ciebie na sylwestrze — zażądała od niego Auri coraz mocniej ściskając jego szalik, który obowiązywała sobie zapalczywie na ręku.
— Mam nadzieję, że nie, Różyczko — odpowiedział bez przekonania.
— Nadzieję? — Dla niej było to stanowczo za mało.
— Wiesz, moi rodzice… zawsze…
— Nie chcę, żeby tam była, rozumiesz?
— Kto? Sisowata? — wtrącił się w ich rozmowę Kamil. — Właśnie miałem wątpliwą przyjemność się z nią minąć… Czego chciała?
— Wprasza się na sylwestra… — odparła Auri wyraźnie zdenerwowana.
— Ału…. No tak, zawsze się wpycha na tę imprezę… — powiedział Kamil. — Spokojnie, mała… Przypilnuję ich, żeby nie rozrabiali…
Auri spłonęła rumieńcem jeszcze mocniej ściskając Patryka za szalik: — Nie podoba mi się to, że…..
PI! PI! PI!
W tym momencie pod akademik zajechał biały samochód i zatrzymał się przy nich. Dziewczyna odwróciła się i poznała swojego tatę za kierownicą.
— Kochanie!!!!! — zaczął do niej machać uśmiechnięty mężczyzna.
Z trudem, ale oderwała się od chłopaka i poszła przywitać się z ojcem.
Patryk wyprostował się jak do wymarszu, a Kamil zaśmiał się z niego uderzając go ręką po kurtce na brzuchu.
— Stary, wciągnij wersalkę! (Kamil)
— Zachowuj się Kamil! — zrewanżował się Patryk. — Nie rób obciachu!
Auri podeszła ze swoim ojcem do chłopaków. Jej tata był przysadzistym mężczyzną o dobrotliwym wyrazie twarzy.
— To mój tata… — Przedstawiła im go. — A to Patryk i Kamil… moi… em… przyjaciele… — zdecydowała w końcu, ale kiedy zobaczyła jak ten drugi dusi się ze śmiechu poprawiła się od razu. — Znaczy się Patryk jest moim chłopakiem, a Kamil jego kolegą…
— U! Kochanie, chłopakiem? No proszę, proszę… — pan Nała od razu prześwietlił blondyna od stóp do głów.
— Tak, mówiłam ci o nim na święta Wszystkich Świętych…
— Bardzo mi miło, proszę pana — przywitał się od razu kulturalnie Patryk podając rękę, jak był święcie przekonany swojemu przyszłemu teściowi. – Patryk Paprocki, dzień dobry.
— Paprocki? Z tych Paprockich? — zaciekawił się ojciec. – Paprocki Corporation?
— Em, tak. — Chłopak skinął głową.
— Ależ to wspaniale! — Ucieszył się mężczyzna. — Bardzo mi miło ciebie poznać młody człowieku!
— Mnie również. — Patryk uśmiechnął się do niego czarująco.
— A ty jesteś? — Ojciec spojrzał z ciekawością na Kamila.
— Kamil… — Chłopak podał mu na luzie rękę. — Bardzo mi miło, kolega, żeby było jasne… Kolega Patryka… — dodał patrząc wymownie na Auri.
Ugodziło go to, czy co? – Zaczęła się zastanawiać Auri, kiedy tak na nią spojrzał.
— Oczywiście — mruknął pan Nała najwyraźniej nie wiedząc jeszcze, co sądzić o Kamilu. — To, co kochanie, jedziemy? — zwrócił się więc czym prędzej do córki.
— Tak tato, tylko pożegnam się jeszcze, dobrze? Poczekasz w samochodzie?
— Zapakujemy bagaże — odezwał się Kamil i schylił się po różową walizkę.
Auri odprowadziła go wzrokiem do bagażnika.
— Dobrze, kochanie, to w takim razie ja czekam — rzekł jej tata. — Bardzo miło mi było ciebie poznać, Patryku. – Zwrócił się z uśmiechem do chłopaka.
— Mnie również, proszę pana. — Patryk podał mu rękę i skłonił się kulturalnie. — Do widzenia…
— Do widzenia. — Pożegnał się z nim pan Nała i poszedł wsiąść do samochodu. Wracający od bagażnika Kamil przytrzymał mu drzwi.
— Dziękuję bardzo… — wymamrotał mężczyzna, a po jego tonie czuć było, że jego gest nie był konieczny.
— Proszę… — Kamil uśmiechnął się do niego trochę nazbyt zuchwale i zatrzasnął za nim drzwi, aż mężczyzna podskoczył na fotelu.
— Yhm… — Mężczyzna chrząknął z niezadowolenia, ale chłopak podszedł już z powrotem do pary.
— Nie wiem czemu, ale wydaje mi się trochę do mnie uprzedzony. Mówiłaś mu o mnie? — zapytał Kamil Auri podejrzliwie.
— Nic mu o tobie nie mówiłam — odparła bez ogródek. — Wspominałam tylko o Patryku — dodała i spojrzała na swojego chłopaka rozmarzonymi oczami, a on uśmiechnął się do niej czarująco.
— Świetnie wypadłeś, polubił cię. — Auri odwzajemniła uśmiech.
— Jak to się mówi, najważniejsze jest pierwsze wrażenie. — Patryk szałowo przeczesał włosy spod czapki poprawiając sobie to i owo.
Kamil z wrażenia aż usiadł na masce samochodu, ale zaraz podskoczył jak poparzony, bo pan Nała nacisnął na klakson i wszystkich trochę przestraszył, a już na pewno zmusił go do podniesienia tyłka ze swojego auta.
— No dobrze, chyba się niecierpliwi — powiedział Patryk kończąc swoje narcystyczne gesty. — To czas się pożegnać — westchnął obejmując Auri za zaróżowione policzki.
— Będę tęsknić… — mruknęła.
— Ja też…
— Uważajcie tatuś patrzy… — zwrócił im uwagę Kamil psując moment.
Para oderwała się od siebie rozczarowani. Miał rację, nie było już co liczyć na namiętne pożegnania przy tatusiu.
— Kocham cię… — szepnął Patryk i ucałował ją w czółko.
— Ja ciebie też… — odparła i od razu się w niego wtuliła, a on mocno ją objął.
Kamil chciał z powrotem usiąść na samochodzie, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. W końcu, gdy zakochani odchylili się od siebie przyszła kolej by i on się pożegnał.
Przynajmniej chyba na coś takiego liczył przygotowując ręce do objęcia. Ku jego lekkiemu zaskoczeniu Auri jednak dotknęła tylko ręką jego ramienia delikatnie je pocierając i mówiąc: — Do zobaczenia, Kamil… Wesołych Świąt…
— Wesołych Świąt, mała… — odparł puszczając do niej oko, a jego ręce szybko wylądowały w kieszeniach.
Dziewczyna spojrzała na nich ostatni raz uśmiechając się do jednego i drugiego, a potem Patryk otworzył jej drzwi do samochodu i dając mu ostatniego całusa wsiadła do środka.
Dziwnie się czuła patrząc w boczne lusterko, kiedy odjeżdżała i widziała ich zmniejszające i oddalające się postacie. Patryk i Kamil. Kamil i Patryk. Dwie tak różne osoby.
Dwóch chłopaków, którzy zmienili jej życie.
Już to wiedziała.
Wiedziała, że teraz, odkąd ich poznała wszystko się zmieniło. A ona wraca do domu już inna.
– 💙 💚 💙 –
Patryk i Kamil wsiedli do samochodu. Zapieli pasy, ruszyli. Dłuższy czas jechali bez słowa. Przygrywała im tylko muzyka lecąca w radiu. Kamil patrzył przez okno w zamyśleniu opierając się o szybę łokciem. Patryk patrzył przed siebie, trzymając ręce na kierownicy.
— Coś taki zamyślony? — odezwał się w końcu Patryk, kiedy zatrzymali się na któryś z kolei światłach.
— Ja? Wydaje ci się — odparł Kamil. — Zatrzymamy się na Mc’a? — zapytał na luzie.
— Jasne, skoro chcesz — zgodził się Patryk i ruszył na zielonym.
Po jakichś piętnastu minutach wieźli już ze sobą zamówienie z MC DRIVER, a Kamil zajadał się frytkami od czasu do czasu wkładając jedną Patrykowi do buzi i oboje śmiali się z siebie.
W końcu Patryk zdecydował, że musi zjeść spokojnie i zatrzymał się na poboczu drogi przy zaśnieżonym lesie.
Kiedy wszystko zjedli blondyn zaproponował, żeby przeszli się po lesie.
— Chcesz mnie gdzieś zamordować i zakopać? — zapytał popisując się czarnym humorem Kamil.
— Przejrzałeś mnie — odparł mu Patryk zamykając samochód.
— Jak zawsze… — odrzekł z uśmiechem.
Ruszyli zaśnieżoną, ale i udeptaną już ścieżką przed siebie. Szybko jednak zboczyli z niej w głąb lasu i chwytając śnieg z gałęzi grubych drzew oraz choinek zaczęli się nim obrzucać. Długo toczyli tak zażartą bitwę na śnieżki aż obaj padli obok siebie na śnieg głośno dysząc z wysiłku, który kosztowała ich ta zabawa.
Jakiś czas słuchając tylko swoich oddechów patrzyli w górę, przez zaśnieżone gałęzie drzew na błękitne niebo. Pogoda była tego dnia mroźna, ale przez chmury przebijały się delikatne promienie słońca. Raziło ich w oczy.
Patryk wstał pierwszy i podał rękę Kamilowi. Ten chwycił ją mocno i stanęli naprzeciwko siebie. Cali w śniegu patrzyli sobie dłuższy czas w oczy.
Choć trzymali się za ręce wytworzyło się między nimi dziwne napięcie spowodowane tym przydługim spojrzeniem.
I oboje to wyczuli. Ale to Patryk odwrócił wzrok i pierwszy rozluźnił uścisk, a Kamil uśmiechnął się nie spuszczając z niego spojrzenia.
— Wiesz, naprawdę się cieszę — odezwał się pierwszy Kamil, kiedy zaczęli wracać.
— Naprawdę? Z czego? — zapytał Patryk zerkając na niego.
— Z tego… No wiesz…
— A konkretnie? Ze świąt? Z tego, że jedziemy do mnie?
— Też, ale chodzi mi o co innego… — przyznał. — Nie mówiłem ci tego, ale cieszę się, że jesteś szczęśliwy.
Patryk uśmiechnął się pod nosem: — Ostatnimi czasy nie było widać — zauważył przekornie.
— Wiem, przepraszam — przyznał. — Mam nadzieję, że wam się uda…
Patryk zatrzymał się.
Kamil spojrzał za siebie na przyjaciela: — W porządku? — zapytał lekko zdziwiony.
— Kamil… — zaczął Patryk i podszedł do niego stając przed nim. — Wiem, że trochę się zmieniło, ale… Kocham ją, Kamil, naprawdę kocham… — dokończył szczerym wyznaniem.
Ten uśmiechnął się do niego i poklepał po ramieniu: — Wiem… W porządku… Wracajmy…
Kiedy dotarli do samochodu strząsnęli z siebie śnieg i wsiedli do środka. Patryk za kierownicę, Kamil obok.
Zanim ruszyli Patryk spojrzał na szatyna jeszcze raz: — Musisz wiedzieć, że nic się między nami tak naprawdę nie zmieniło — rzekł. — To, że ją kocham nie zmienia tego, co jest między nami, naszej przyjaźni… Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, prawda?
— Wiem. A ty na mnie… — odparł i obaj uśmiechnęli się do siebie jak przystało na prawdziwych przyjaciół.
Patryk ruszył, a Kamil spojrzał w bok i znowu się zamyślił. Fajnie było — Zdał sobie sprawę, wspominając ich wygłupy na śniegu sprzed paru chwil, bo Patryk miał rację, nic się między nimi nie zmieniło.
Dopiero wszystko się zmieni.
KONIEC I CZĘŚCI