Przygotowania do spotkania opłatkowego dla studentów i profesorów były praktycznie zakończone. Samira była dumna z tego jak wyglądała sala. W oknach wisiały lampeczki, w rogu stała pięknie udekorowana choinka, a długi, duży stół pośrodku był nakryty obrusem i wieloma przekąskami, pomiędzy którymi paliły się świece i stały kwiaty oraz wianki świąteczne. Poprawiła z uśmiechem leżącą na honorowym miejscu Biblię. Już nie mogła się doczekać, kiedy Paweł przeczyta z niej Słowo i kiedy podzieli się z nim opłatkiem. Ach, była taka podekscytowana, że przybyła na miejsce spotkania o wiele za wcześnie. I teraz chodziła w kółko poprawiając coś i przestawiając na stole.
— Pani? — Damian pojawił się w wejściu i skłonił się jej.
— Tak, Damianie? — zwróciła się do niego z gracją.
— Nie przeszkadzam? — zapytał jakby miał do czynienia z co najmniej królową angielską. Choć dziewczyna właśnie tak się wystroiła. W elegancką, ozdobną długą suknię i tiarę na głowie.
— Ależ nie, kochany, jakie przynosisz wieści? — Elegancko poprosiła o donos.
Chłopak w równie eleganckim garniaku podszedł do niej: — Muszę najpierw pani Samirze coś wyznać… — powiedział.
— Słucham? — odparła konkretnie.
Damian zebrał się w sobie. Wyglądało na to, że chciał jej powiedzieć coś ważnego: — Wygląda pani przepięknie… — zaczął.
— Dziękuję — przyznała zadowolona z pochlebstwa.
— Śmiem nawet twierdzić, że jest pani najpiękniejszą kobietą świata — mówił dalej.
— Ojej…
— Tak! I jest pani nie tylko najpiękniejsza, ale również i najmądrzejsza na świecie — powiedział, a w jego głosie brzmiała pasja i zdecydowanie. — Kocham panią! I tak wiem, że pani uczucia nie odwzajemniają moich, ale musiałem to w końcu wyznać — westchnął i padł przed nią na kolana. — Moje serce jest całkowicie pani oddane…
— Damianie… — Samira przyłożyła sobie dłoń do serca czując jak robi jej się słabo. Matko jedyna z czym ten chłopak teraz wyskakuje… – Pomyślała zaskoczona, ale i dość przyjemnie podłechtana.
— Zrobię dla pani wszystko, zawsze i wszędzie… — kontynuował swoje wyznania.
— Dobrze, dobrze… Wstań żeś już… Ja wiem, wiem… — Pomogła na ile mogła pomóc jej mała istota wstać wielkiemu Damianowi. — Oddany z ciebie sługa, ja wiem. Doceniam to i dziękuję, naprawdę… Ja też… Też cię lubię… — dodała i poklepała go jakby strząsała jakiś niepotrzebny paproch z jego ramienia.
— Ach pani! — Damian nie wytrzymał i rzucił się jej w objęcia. – Jest pani taka cudowna!
— Damianie! Damianie! Damianie! — Drobna sylwetka Samiry ugięła się pod jego ciężarem. — No już, bo mnie zaraz przewrócisz — jęknęła z trudem łapiąc oddech.
Chłopak oderwał się od niej z wyrazem szerokiego zadowolenia na twarzy.
— Idź przynieś jeszcze wina, bo może ksiądz Proboszcz przyjdzie! — poleciła mu.
— Dobrze, dobrze! — odparł posłusznie i skinął głową wycofując się do wyjścia.
Był tak zaoferowany, że nie zauważył nawet jak minął w progu opartego o drzwi Kamila, który już od jakiegoś czasu w najlepsze oglądał sobie całą scenkę.
— Ładne przedstawienie, kiedy ślub? — odezwał się Kamil wyjmując z kieszeni rękę i machając do Samiry uśmiechnął się przebiegle.
— A to ty… — prychnęła dziewczyna. — Dziękuję i nawzajem… We wtorek też dałeś popis, ale z tego, co widziałam zostałeś na lodzie — odcięła mu się.
Nie przestając się uśmiechać Kamil oderwał się od ściany i ruszył w jej kierunku. Ubrany był już jak mogłoby się wydawać na wigilię. Miał na sobie czarne spodnie i odświętną białą koszulę lekko rozpiętą przy szyi.
— Co tu robisz? Jeszcze godzina do spotkania — rzekła Samira udając, że musi coś jeszcze poprzekładać na stole, kiedy zatrzymał się przy niej.
Kamil chapsnął sobie ciasteczko: — A… Przechodziłem po prostu i coś przykuło moją uwagę — odpowiedział oblizując palec z czekolady.
— To ciekawe — mruknęła zerkając na niego podejrzliwie. — Zostaw te ciacha, bo nie będzie na wigilię! — skarciła go bo brał prawie wszystko po kolei do ręki.
— A założymy się, że połowa z tych delicji się zmarnuje? — zapytał zerkając na nią i unosząc znacząco kilka razy brwi.
— Na pewno nie, jeśli Hania będzie na spotkaniu! — odparła z przekonaniem ciągle nie rozumiejąc, co on tu robił tak wcześnie.
— A no chyba że… — przyznał Kamil i odwrócił się opierając się tyłem o stół.
— Może trochę szacunku — zwróciła mu uwagę nie mogąc uwierzyć, że wpycha tyłek na odświętny stół. — Nie masz co robić? — zapytała z ironią. — To przynieś jeszcze wina!
— Zdawało mi się, że wysłałaś po nie Damiana — zauważył.
— To co? Nigdy nie wiadomo ile ksiądz Proboszcz będzie chciał się napić, tak?
Kamil uśmiechnął się skwapliwie pod nosem: — A jak twoje stosunki z Pawełkiem? — zapytał zmieniając nagle temat.
— Masz coś do Pawła?! — zapytała i piorunem jej wykrzywiona buźka znalazła się przy jego zaskoczonej twarzy.
— No nie… Tylko pytam, bo wiem, że jesteś napalona… — rzekł odsuwając się ostrożnie.
Samira poczuła się ugodzona na całego: — Co? Jak śmiesz takie rzeczy wygadywać przy świątecznym stole?! — krzyknęła naskakując na niego.
— Tylko pytam z ciekawości maleńka… Jak chcesz to potraktuj to jako żart, okej? — Kamil próbował jakoś złagodzić jej wyskok, ale ona była nie ugięta.
— Żart? Dobre mi sobie! — rzekła z pogardą. — Żebym to ja ci tu nie zaczęła zaraz żartować! — zagroziła mu.
— O to by było ciekawe! — zainteresował się Kamil i się do niej uśmiechnął.
— Kamilu! Ostrzegam cię po raz ostatni, albo mi powiesz, co tu robisz i dlaczego wygadujesz głupoty, albo zaraz wezwę ochronę! — Samira rozpędziła się na dobre.
Kamil uniósł ręce w geście poddania: — Dobrze już dobrze… — zaczął spokojnie. — Chciałem Ci tylko życzyć Wesołych Świąt… — powiedział.
Samira zastygła w bezruchu: — Że co proszę? — zapytała.
— Wesołych Świąt, gdybyśmy nie mieli okazji już pogadać…, a no i jeszcze to…
Kompletnie zszokowana patrzyła jak Kamil wyciąga z wazonu stojącego na stole jedną czerwoną różę i zabiera ją ze sobą wychodząc z sali.
— Wesołych Świąt… — szepnęła Samira do siebie.
– 🩷 🩷 🩷 –
To był ostatni dzień na uczelni. Ze względu na spotkanie opłatkowe zajęcia zostały odwołane, a większość studentów wyjeżdżała na święta do rodziny jeszcze tego samego dnia lub następnego.
Auri z Patrykiem wybierali się na spotkanie opłatkowe wiedząc, że dla nich to też będzie ostatni dzień razem. Kolejnego dnia oboje wracali do swoich rodzin na święta. Co oznaczało, że zobaczą się dopiero po Nowym Roku.
— Nawet nie wiesz, jak będę za tobą tęsknił — wyznał jej Patryk gdy poprawiała mu krawat przy szyi.
— Wiem — odparła Auri kładąc mu ręce na klatce piersiowej i wygładzając mu koszulę. — Ja też będę przeokropnie tęsknić.
Dotknął jej dłoni, schylił się i pocałował delikatnie: — Następnym razem przyjedziesz do mnie — rzekł.
— Albo ty do mnie — odrzekła i oboje uśmiechnęli się do siebie całując jeszcze raz.
Gdy dotarli na spotkanie opłatkowe sala była już pełna studentów i profesorów. Auri dostrzegła Samirę podającą rękę każdemu z Profesorów na przywitanie, widziała też jak Filip kręcił się i dolewał czegoś do kieliszków. Zauważyła również Jaśminę z Aleksem i dziewczyny, które jak zwykle chichotały sobie w kąciku. Paweł rozmawiał już z Proboszczem. Przy stole sztywno siedziała Iris oraz Bartek i Lucas, którzy wyglądali jakby czekali na egzamin. Między krzesłami kręcili się też chłopaki Eryk z Johnnym oraz Ella wyśmiewający się z białego stroju Williama, w który się wystroił ze złotą laską przy nodze i kapeluszem na głowie. Trzymał się jednak dzielnie stojąc nieruchomo w jednym miejscu.
Dostrzegła też Sama, Crystal, Katy i Dawida, którzy rozmawiali ze sobą w grupce. Byli też już Wiktor z Błażejem, jak zwykle trzymający się nieco z boku tylko w swoim towarzystwie.
— Gdzie jest Kamil? — zapytała Patryka.
On wzruszył ramionami: — Nie wiem, powiedział, że będzie wcześniej.
— Tak mówił, ale go nie ma. — Auri uniosła wymownie brwi wzdychając.
— Brakuje ci go? Bo mi raczej nie… — rzekł Patryk i stanął naprzeciwko niej obejmując ją. Ona odruchowo zawiesiła ręce na jego ramionach.
— Po prostu jestem ciekawa — wyznała.
— Nie widzę Caroline ani Charlotte ani żadnej innej jego dziewczyny więc może jest właśnie z nimi — powiedział, a Auri od razu się żachnęła.
— Przestań… Na pewno by się z nim nie umawiał ostatniego dnia i to w czasie spotkania opłatkowego — odparła.
— Różyczko… — Patryk spojrzał na nią wymownie.
— Okej… Nie ważne… — odparła i puściła go — chodźmy się przywitać ze wszystkimi.
Starając się nie myśleć o Kamilu i o tym, co robił, Auri rozmawiała, śmiała się i dzieliła opłatkiem z przyjaciółmi spędzając miły ostatni wieczór wigilijny.
— Wesołych Świąt… — Nagle usłyszała za sobą znajomy głos, kiedy wyszła na chwilę z sali, żeby trochę ochłonąć.
Auri odwróciła się i uśmiechnęła: — Wesołych Świąt panie Ciachorowski…
— Michał, pamiętasz?
— Em, tak, ale chyba nie wypada tak na Wigilii…
Wykładowca podszedł do niej bliżej z wyciągniętym w ręku opłatkiem. Uśmiechał się i wyglądał niezwykle przystojnie. Miała wrażenie jakby mógł ją zaraz zjeść żywcem tą swoją męskością.
— Chyba możemy na to przymknąć oko, nie sądzisz? Teraz jesteśmy sami możesz mi mówić po imieniu — powiedział.
— Yhm, no tak, dobrze — zgodziła się i opuściła głowę lekko się zawstydzając.
— To, życzę ci wszystkiego dobrego na Święta Auroro — zaczął – oby spełniły się wszystkie twoje marzenia i, aby cały świat stał zawsze przed tobą otworem, bo jesteś tego warta.
— Dziękuję — odparła zarumieniona. — I nawzajem… — dodała nie mając kompletnie pojęcia czego miałaby mu życzyć i ułamała kawałek opłatka, który trzymał przed nią w ręku.
Podając mu swój do podzielenia się poczuła, że powinna jeszcze coś powiedzieć: — Wszystkiego najlepszego i oby był pan… znaczy się, żebyś był zawsze zadowolony ze swoich studentów.
— Dziękuję, jeśli będę miał ich takich jak ty to na pewno będę — rzekł ułamując jej opłatek. — Aczkolwiek nie jestem pewny, żebym kiedykolwiek jeszcze spotkał kogoś tak zdolnego jak ty…
Auri uśmiechnęła się mocno zawstydzona: — Dziękuję…
Michał Ciachorowski patrzył na nią nie mogąc oderwać wzroku. Pomijając to, że wyglądała przepięknie w białej sukience, z kokardą przewiązaną przez talię, lekko bufiastymi rękawami o idealnej dla niej długości przed kolana, to jeszcze z jej oczu bił jakiś blask, który go intrygował, pociągał, nakręcał…
Teraz miał nastąpić moment kiedy powinni wymienić się niewinnymi pocałunkami lub chociażby uściskiem, ale Auri czując jak uginają się pod nią kolana nie potrafiła zrobić ruchu. Z kolei Ciachorowski nie miał z tym problemu i ostrożnie zbliżył się do niej. Dotknął ramienia, pochylił i pocałował delikatnie w prawy policzek.
— Jesteś wyjątkowa… — szepnął jej do ucha. — Pamiętaj o tym…
Poczuła jak jego dłoń się zaciska na jej ramieniu, a potem puszcza ją delikatnie. Gdy się odchylił zobaczyła, że się uśmiecha więc starała się go odwzajemnić, choć brakowało jej już tchu.
— Wracasz? — zapytał Ciacho kierując się w stronę sali, gdzie wciąż trwało spotkanie opłatkowe.
— Em, nie… Chciałam pójść do toalety… — odparła z trudem.
— Wszystko w porządku? — Mężczyzna lekko się zaniepokoił.
— Tak, dziękuję… — powiedziała próbując zrobić to jak najnormalniej i powoli zaczęła się oddalać w głąb korytarza.
Idąc słyszała stukot swoich butów, beżowych botków na niedużym obcasie. Jej sukienka falowała. Spojrzała na swoją poruszającą się sylwetkę w szybie okien, które były kompletnie czarne, bo na dworze panował mrok i tylko gdzieniegdzie odbijało się światło jakiejś latarni lub okna. Nie zatrzymując się zerknęła za siebie sprawdzając czy Ciachorowki za nią nie idzie.
Nie było nikogo. Odetchnęła skręcając w prawą stronę i oparła się plecami o ścianę. Zamknęła oczy starając się wyrównać oddech. Naprzeciw niej były już drzwi od damskiej toalety, wystarczyło, żeby się ruszyła i weszła do środka, ale nie była w stanie tego zrobić, bo nagle wyobraziła sobie, że Ciachorowski wychodzi zza zakrętu i staje przed nią. Chwyta ją, a właściwie rzuca się na nią i namiętnie całuje, a ona nie jest w stanie się mu oprzeć. Jego usta pożerają ją, a ręce błądzą pod sukienką dotykając jej nóg i pośladków. Ona się przed tym nie broni, wręcz przeciwnie całuje go równie mocno obejmując i ściskając jego plecy. Rozrywa tę jego idealnie wyprasowaną koszulę, wbija się ustami w jego szyję, on unosi ją nad siebie…
— Bożę… — wzdycha w końcu Auri gwałtownie otwierając oczy i wracając do rzeczywistości. Łapie się za głowę, wygładza sukienkę, sprawdzając odruchowo czy wszystko z nią w porządku. Jej oddech jest jeszcze bardziej nierówny niż wcześniej… Nie może zrozumieć skąd to urojenie, skąd ta wizja?
Wtedy nagle drzwi od łazienki otworzyły się i wyszła z nich Geozja. Uśmiechała się przebiegle podchodząc do niej w czarnej sukience i z mocnym makijażem.
— No i CO? — zapytała zatrzymując się jej tak blisko jak tylko się dało.
— Co? — Auri spłaszczyła się przy ścianie wciągając oddech.
Geozja kiwnęła głową unosząc niejednoznacznie kilka razy mocno pomalowane brwi: — Merry Christmasss… — syknęła niczym Grinch i odsunęła się od niej pozwalając jej odetchnąć.
— And the happy New Yearssss!!!!! — machnęła jeszcze ręką odchodząc.
Auri patrzyła za nią i nie mogła zrozumieć tego, co się właśnie stało. Policzki jej płonęły, czuła się cała spocona, wciąż nie mogła złapać normalnego rytmu oddechu… I dlaczego miała wrażenie, że Geozja wiedziała? Że wiedziała o tym, co działo się przed chwilą w jej głowie? Przecież to było absurdalne!
Ta cała sytuacja z Ciachorowskim była niedorzeczna! Przecież nigdy w życiu nie wyobraziła by sobie czegoś takiego!
Weszła do łazienki i spojrzała na siebie w lustrze próbując zrozumieć, co się z nią przed chwilą stało. I co wspólnego miała z tym Geozja…
W tym momencie usłyszała jednak pukanie do drzwi i aż podskoczyła z przerażenia.
— Różyczko? — Przez drzwi wyjrzał Patryk.
Gdy tylko go zobaczyła nagle wszystko z niej zeszło, a cały strach i zdenerwowanie zniknęło. Podbiegła do niego i rzuciła mu się w ramiona z całej siły się do niego przytulając.
— Co się stało? — zapytał zaskoczony.
— Nic — szepnęła wtulona w niego i czując się całkowicie bezpiecznie. — Po prostu dobrze, że jesteś…